1923.04.08 Wisła Kraków – Vivo Budapeszt 0:1

Z Historia Wisły

1923.04.08, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły,
Wisła Kraków 0:1 (0:0) Vivo Budapeszt
widzów: 800
sędzia: Zygmunt Rosenfeld z Bielska
Bramki
0:1 65' (k) Jocke
Wisła Kraków
2-3-5
Mieczysław Wiśniewski
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Witold Gieras
Stefan Śliwa
Józef Adamek
Władysław Krupa
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Stanisław Marcinkowski

trener: brak
Vivo Budapeszt
2-3-5
Fischer
Grosz
Lebi
Mora
Weisz
Herman
Engel
Koves
Boros
Brauer
Weisz II

trener:
Rogi: 1:7

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

Sport lwowski

Nr. 47. Lwów, środa 11. kwietnia 1923. Rok II.

Okręg krakowski. Kraków.

Występ Vivo AC (Budapeszt) poprzedziła już fama. jaką wym. klub uzyskał, bijąc Ujpesti 1:0, a następnie zwycięstwa nad ŁKS w Łodzi 3 : 1 i 6 : 0 i nad Tarnovią 6:0. To też z wielkiem zaciekawieniem oczekiwano spotkania przeciwko Jutrzence i Wiśle. Należy przyznać że Vivo AC jest drużyną rzeczywiście silną; ładna kombinacja, doskonała technika i opanowanie piłki u każdego z graczy, to zalety drużyny; pozatem każdy gracz silny fizycznie, co z powyższemi zaletami razem daje nam obraz pierwszoklasowego zespołu budapeszteńskiego który nawet MTK zdołał pokonać.

Vivo AC—Jutrzenka 5:1 (1:0).

Vivo AC—Wisła 1:0 (0:0).

8/IV. Zawody międzynarodowe. Do tego spotkania wystąpiła Wisła w następującym składzie: Wiśniewski; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Śliwa, Gieras; Adamek, Krupa, Reyman, Kowalski, Marcinkowski. Vivo: Fischer; Grosz, Lebl; Mora, Weisz, Herman; Engel, Koves, Boros, Brauer, Weisz II. Zawody odbyły się przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, gdyż silny wiatr utrudniał grę. Wisła była lepsza do pauzy, chociaż musiała walczyć z wiatrem. Jedyna bramka, jaka padła po pauzie była przypadkową; strzelona zdaleka i ze skrzydła była łatwa do obrony, lecz wiatr zmienił kierunek lotu piłki, co zmyliło Wiśniewskiego. Po pauzie Wisła często zagrażała poważnie bramce gości, lecz napad, osłabiony brakiem Reymana, który wskutek kontuzji opuścił boisko, zawiódł. Przebieg gry: Do pauzy znaczna przewaga gości, którzy grając z wiatrem, umieszczają się na połowie miejscowych. Wisła ogranicza się do wypadów. Gra następnie wyrównuje się i toczy się przeważnie na środku boiska. Po pauzie Wisła wspomagana przez wiatr, często atakuje, jednak bez skutku. Słaba prawa strona napadu nie wspomaga należycie reszty graczy. W 16’ za foul Wiśniewskiego rzut karny — przestrzelony. Ataki Wisły kończą się przeważnie na obrońcach. W 26’ atak gości; lewy skrzydłowy dalekim strzałem uzyskuje jedyną bramkę. Wisła podniecona tym golem atakuje gwałtownie. Śliwa i Gieras przechodzą do ataku, kilka ładnych centr Marcinkowskiego nie wyzyskanych, dzięki niezaradności środkowej trójki. Brak Reymana daje się silnie odczuć. Końcowe minuty przynoszą grę zmienną. Ostry strzał Adamka chwyta pewnie bramkarz.

U Węgrów dobrą była środkowa trójka ataku; prawy skrzydłowy dobrze obstawiony, nie mógł niczego dokonać; lewoskrzydłowy mając tak słabego przeciwnika jak Wójcik mógł więcej zrobić. Pomoc dobra tak w defenzywie jak i w spomaganiu napadu. Obrońcy pewni; bramkarz nie miał wiele pracy, lecz przy tych kilku strzałach wykazał doskonałą klasę.

W Wiśle napad dość słaby; za mało forsowano Marcinkowskiego. Prawa strona b. słaba. W pomocy Śliwa i Gieras dobrzy, Wójcik słabszy. W obronie Kaczor przychodzi do formy, narazie niepewny; Markiewicz gorszy od Stopy. Wiśniewski w bramce doskonały, szczególnie ciężką miał robotę z rogami, które Węgrzy znakomicie bili. Rogów 7:1 dla Vivo. Sędziował bardzo dobrze p. Rosenfeld z Bielska.



Przegląd Sportowy nr 15/1923, s.9-10:

8 kwietnia. Vivo A.C. - Wisła 1:0 (0:0).

Goście z Lebrem zamiast Grosza na lewej obronie. Nowy gracz Mura gra na prawej pomocy, bo Brenner zajął miejsce Lebra w ataku. Zresztą skład z dnia poprzedniego. Wisła w normalnym zespole z Wójcikiem i Markiewiczem.

Opis meczu

Z początku zawodów przeciwnicy badają wzajem swe siły. Silnie wiejący wiatr ułatwia wnet gościom ich robotę i sprawia, że piłka częściej przenosi się na połowę Wisły. Czerwoni stawiają jednak opór. Akcja Wisły koncentruje się głównie na obronie, o atakowaniu Węgrów mało się myśli. Od czasu do czasu inscenizuje Reyman sporadyczne ataki. Prawa strona ataku Wisły szwankuje: Krupa ma mało ochoty do gry, rusza się leniwie, niemal żółwio; Adamek nie może uporać się z pomocnikiem gości, który go stale trzyma w szachu. Vivo natomiast naciera coraz energiczniej. Szereg rzutów z rogu, bitych wspaniale przez Jocke'a, zmusza do częstej interwencji Wiśniewskiego, który też wkracza zawsze w porę i ratuje szczęśliwie. W 37 minucie następuje groźny moment pod bramką miejscowych. Lewy łącznik Węgrów strzela słabo, Wiśniewski, który wybiegł, puszcza piłkę tuż koło nóg, cudem jednak na samej linji bramkowej chwyta ją - Śliwa i wykopuje na róg. Do pauzy nie może Vivo zdobyć upragnionego punktu.

Po przerwie zda się, że zwycięstwo przypadnie Wiśle, gdy tylko choć trochę wytęży ona swe siły. Niestety czerwoni, którzy tak ofiarnie walczą z drużynami krajowemi, wobec klubów zagranicznych nie chcą się zbytnio wytężać. Posiada Wisła zatem tylko egoizm, brak jej natomiast ambicji. Temu też musi przypisać swą porażkę. Węgrzy mają i w tej części zawodów nieznaczną przewagę. Po kilkunastu minutach uzyskują oni rzut karny z winy Wiśniewskiego, który atakującego go napastnika powalił nieprzepisowo na ziemię. Karnego przestrzela Grosz, kierując piłkę wysoko ponad bramką. W 22 minucie pada jedyna bramka dnia, strzelona bardzo pięknie przez Jocke'a z lewego skrzydła. Źle ustawiony do piłki Wiśniewski ani drgnął. Gra się teraz zaostrza i nieco wyrównuje. Niestety kontuzjowany w nogę Reyman opuszcza boisko. Mimo osłabienia ostatnie minuty należą do miejscowych, którzy jednak porażki nie umieją uchylić.

Pomeczowe komentarze

Rogów 7:1 dla Vivo. U Wisły zawiódł całkowicie napad. Natomiast pomoc pracowała b. ofiarnie: głownie Śliwa był znacznie lepszy niż zwykle. Kaczor miał po pauzie kilka ładnych chwil, zato Markiewicz, chociaż się bynajmniej nie oszczędzał, nie mógł sprostać zadaniu. Sędzia p. Rosenfeld z Bielska b.dobry, nie dopatrzył jedynie lub może mylnie interpretował celową rękę na polu karnem Węgrów.

L. Kornaś

Tygodnik Sportowy

ROK III. KRAKÓW, DNIA 13 KWIETNIA 1923 ROKU. NR. 9.

Przegląd sportowy lokalny.

Ubiegły tydzień, podobnie jak poprzedni, minął pod znakiem gier towarzyskich o zabarwieniu zagranicznowęgierskiem . Po ostatnim występie Zugloi na boisku Makkabi, gdzie znowu skonstatowaliśmy nieszczęśliwe eksperymenta w zestawianiu drużyny tej ostatniej (czy kierownictwo sekcji niedołężne, czy trener wychodzi „z formy”?) przyszła kolej na Vivo, znany już ze swych zwycięstw w Lodzi i Tarnowie. Vivo okazał się naogół drużyną lepszą od Zugloi, lepszą przedewszystkiem pod względem zgrania. Dobrze zbudowani, poruszali się na boisku składnie i szybko, posługując się prawie tak często głowami jak i nogami, co trzeba rozumieć, że nietylko się doskonale orjentowali, ale „główkowali” wiele i znakomicie. Te walory złożyły się na ich zwycięstwo z Jutrzenką, która choć niewątpliwie od nich gorsza, swą stosunkowo wysoką przegraną zawdzięczać może tylko bramkarzowi, opuszczającemu nieszczęśliwie swój posterunek w momentach najmniej odpowiednich — Z drugiej strony Wisła nie ustępowała gościom w sztuce footballowej, przeciw stawiając im w grze nietylko samą tradycję „ani jednej porażki na własnem boisku”, ale i równoległą systemowi węgierskiemu rutynę i ambicję. Nie jej wina, że w czasie, kiedy wszystko przemawiało za tem, że szala zwycięstw a mogła się była przecież przechylić na jej stronę, uszkodzony Reyman m usiał zejść z placu, pozbawiając linję ataku kierowniczego środka. Ale i ci pozostali napastnicy dłużej i dość często naciskali bramkę Vivo, że trzeba przypuścić, iż z Reymanem wyglądałby mecz napewno inaczej. W każdym razie wynik remisowy odpowiadałby lepiej stosunkowi sił. — Bilans z pobytu Vivo w Polsce zamyka się w cyfrach bramek 21 zdobytych na 2 stracone. Czy nam czasem nie powinno być trochę wstyd? — Mecze o mistrzostw o w klasie B przyniosły niespodziewaną przegraną Makkabi z Olszą, a drugi: Jutrzenka contra Podgórze skandal sędziowski, jakiego już dawno nie widzieliśmy.

Vivo — Wisła 1:0 (0 :0 ). W losowaniu przypadło Wiśle zaczęcie gry i walka nietylko z rutynowanymi gośćmi, ale i z silnie dmiącym, zimnym wiatrem. On to był powodem , że Węgrzy w pierwszej połowie mieli przewagę nad Wisłą, która borykając się z wiatrem z trudnością starała się przebijać pod bramkę Vivo, zagroziwszy jej poważnie zaledwie parę razy. To też piłka częściej przebywała na połowie Wisły, jednak bez wyraźniejszego gniecenia tejże. Jedynym skutkiem wzajemnego zmagania się było sześć kornerów , które sprytnie bite (niesione zwodniczo wiatrem ) przez I. skrzydłowego Węgrów likwidowali często w groźniejszych sytuacjach pewni siebie Wiśniewski i Kaczor. W drugiej połowie Wisła pracowała wydatniej i Węgrzy byli zmuszeni przyjąć rolę z przed pauzy. W 60 min. Wiśniewski pozwolił sobie skrzywdzić (?) przy wykopie z pod bramki napastliwego napastnika węgierskiego, za co sędzia podyktował rzut karny, jednakże przestrzelony. 65 min. szybka kombinacja Węgrów , podsunięcie się pod bramkę Krakowian, silny a niespodziewany strzał lewego skrzydłowego i Wiśniewski bezradny. 1 : 0 dla Vivo. Odtąd na boisku zrobiło się gorąco. Wiślacy zdwoili wzgl. przyspieszyli tem po i mimo usunięcia się potłuczonego Reymana atak ich gniótł mocno już zdeprymowanych gości przez dłuższą chwilę. W tym okresie gry miała W. wszelkie dane do wyrównania, zabrakło jej jedynie czasu. Zwycięstwo Węgrów zatrzymał końcowym gwizdkiem p. Rosenfeld z Bielska, baczny i surowy.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1923, nr 73 (11 IV)

„VIVO” — WISŁA 1:0 (0:0).

Draga z rzędu goszcząca w Krakowie drużyna węgierska zawiodła wszelkie oczekiwania. Dla silniejszej drużyny polskiej nie przedstawia „Vivo “ groźnego przeciwnika a wczorajsze jej słabe zwycięstwo nad Wisłą nie świadczy o jej wyższości. Wogóle wczorajsze zawody odbywały się wśród fatalnych warunków, atmosferycznych — silny wiatr uniemożliwiał rozwinięcie racyonalnej gry. Węgrzy technicznie byli lepsi od Wisły, natomiast ta ostatnia w linjiobrony o klasę przewyższała gości.

Oba napady, tak Wisły jak „Viva” mają wspólne cechy: brak jakiejkolwiek kombinacyi, brak myśli przewodniej, a przytem naiwna dążność do „faulowania”.

O ile Węgrzy robili to więcej sprytnie, to poszczególni gracze Wisły a w pierwszym rzędzie pp. Kowalski i Reyman czynili to w sposób tak widoczny a czasami i brutalny, że tą metodą gry bynajmniej nie przyczynili się do zyskania sportowi footballowemu nowych zwolenników. Przytem to „lecenie” ich na graczy zamiast na piłkę zniweczyło szereg doskonałych pozycyj, wypracowanych przez drużynę. I tylko tym dwom graczom „Wisła” zawdzięcza swą porażkę — bo, mimo znacznej przewagi Węgrów przed pauzą, w drugiej połowie gry Wisła była daleko lepszą i miała szanse nie tylko wyrównania, ale i zwycięstwa. Natomiast pełne uznanie należy się p. Kaczorowi, który grał wprost koncertowo i wyratował swą drużynę z wielu opresyi.

Na opisywanie przebiegu gry szkoda czasu i papieru. Zawody były mało interesujące, bez życia i tempa. Od czasu do czasu „Wisła” lub „Vivo“ siliły się na ładną grę z mniej lub więcej udatnym rezultatem, naogół jednakże kombinacye szwankowały a utrudniał przeprowadzeniu ich wiatr.

Uważamy, że sprowadzanie tak nieudolnych drużyn jak „Zugloi” i „Vivo” jest jedynie marnowaniem grosza. Nasi sportowcy niczego się od nich nie nauczą, a patrzeć na ich grę nie należy do żadnej przyjemności.




Wiadomości Sportowe Nr. 7. Kraków, środa 9 Kwietnia 1923. Rok II.

Reyman Henryk, T. S. Wisła doznał podczas meczu Vivo A. C. Wisła bardzo silnej kontuzji golenia.