1924.11.16 Wisła Kraków – Pogoń Lwów 2:3

Z Historia Wisły

1924.11.16, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 11:45
Wisła Kraków 2:3 (1:2) Pogoń Lwów
widzów: 2.500
sędzia: Andrzej Rutkowski z Krakowa
Bramki

Stanisław Czulak 12'

Henryk Reyman (w) 60'

0:1
1:1
1:2
2:2
2:3
8' Józef Słonecki

14' Mieczysław Batsch

73' Mieczysław Batsch
Wisła Kraków
2-3-5
Marian Kiliński
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Władysław Krupa
Witold Gieras
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Mieczysław Balcer
trener: Imre Schlosser
Pogoń Lwów
2-3-5
Emil Gorlitz
Władysław Olearczyk
Franciszek Giebartowski
Karol Hanke
Bronisław Fichtel
Edward Gulicz
Józef Słonecki
Mieczysław Batsch
Wacław Kuchar
Józef Garbień
Ludwik Szabakiewicz
trener: Karl Fischer
Rogi: 8:1
Mecz zaszczycił swoją obecnością marszałek Piłsudski.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


W drodze na boisko Wisły
W drodze na boisko Wisły
]

Spis treści

Relacje

Przegląd Sportowy nr. 46

PIŁKA NOŻNA

Okręg krakowski. Kraków

16.XI. Pogoń (Lwów) - Wisła 3:2 (2:1).

Po sukcesach warszawskich i wspaniałej opinji prasy stołecznej spodziewano się, że Pogoń spadnie na Kraków niby meteoryt i niezwykłym blaskiem rozjaśni szary sezon jesienny. Sceptyków, co widzieli bardzo średnią formę Pogoni w jesiennem mistrzostwie Polski i którym rewolucyjna zmiana tej drużyny na zupełny plus nie bardzo zdała się możliwą, napewno nie było na trybunach Wisły. Dlatego też, mimo ładnie prowadzonej gry i kompletnej przewagi nad Wisłą przed pauzą, okres po niej, przypominający najdziksze czasy, kiedy to dr. Garbień również wciąż się złościł a Gulicz conajmniej chodził ludziom po piszczelach, rozczarował widzów i spowodował bardzo chłodne pożegnanie. Trudno sadzić po jednej grze: drużyna ma swoje dobre i złe dni i mogliśmy przypadkowo na taki właśnie nierówny dzień trafić. Dlatego też z niedzielnego sukcesu Lwowian wolę rozpatrywać bardziej prawdopodobną połowę z przed pauzy niż okrez po niej, kiedy w grze nie było zgoła nic godnego uwagi a widzowie, cokolwiek zdemoralizowani zimnem, narzekali na brak starań w kierunku wytworzenia ciepłych a bodaj, że i gorących sytuacyj na boisku.

Piłsudski z piłkarzami Wisły
Piłsudski z piłkarzami Wisły

Wracam do tych pierwszych 45 minut. Pogoń weszła na boisko wśród takiego zaciekawienia i nastroju, jakiem się wita mocno reklamowaną a poraz pierwszy widzianą extraklasę zagraniczną. Nastrój ten najwidoczniej udzielił się najwidoczniej całej drużynie gości, to też wszyscy starali się popisywać techniką, grac fair, kombinować szybko i celowo, a co najważniejsza, strzelać z każdej pozycji. Najlepiej zaprezentowali się pod tym względem Bacz i Słonecki. Bomba, jaką niepozorny prawoskrzydłowy gości umieścił w bramce Wisły, zdobywając punkt pierwszy, należał do rzędu nader rzadkich na naszych ubogich w porządny strzał, zawodach. Wolny Bacza był również bardzo dobrze bity, bo wprost nad głową ustawionego w bramce obrońcy, któremu pozostawało albo brać ten ostry rzut głową w podskoku albo przyjąć do wiadomości drugi punkt dla Pogoni, co się też stało. Ta strona napadu grała kombinacyjnie bez zarzutu, improwizując udane zmiany i groźne posunięcia ku bramce Wisły. jeżeli co można było zarzucić Słoneckiemu, to objętośc@ dla spraw swego właściwego stanowiska i ustawiczne zagrywanie na łączniku. Lewa strona napadu stanowi rażące przeciwstawienie prawej. Dr. Garbień był dawniej bardzo dobrym graczem; dzisiaj, kiedy zaniechał słynnego jeszcze przed rokiem "tankowania", pozostała mu tylko powolności i surowość techniczna. Dlatego też Szabakiewicz, choć lotny i bardzo chętny nie jest należycie wyzyskany i stale zawodzi. O W. Kucharze można powiedzieć, że jest centrem pomocy w napadzie i środkiem napadu w pomocy. Niezmęczony, wszędobylski, to wspiera napad, to znów zjawia się nagle pod swoją bramką i pomaga w opresji dosyć słabym obrońcom. Brak w tem jednak większego zmysłu orjentacyjnego, i zdolności opanowania całego napadu.

Pomoc Pogoni nie stała na wysokości zadania. Hanke nie budzi grą zwą specjalnego zachwytu. Szczególnie psują mu reputację te nieustanne przydługie nieco jazdy z przeciwnikiem na plecach w stronę swego pola karnego, czem hamuje tempo gry. Przy tak słabej lewej stronie napadu Wisły, jak Balcer i Kowalski, można było więcej pokazać.

Najsłabiej wypadła linja obrony, przez którą, jak pokazało się przy pierwszej bramce dla Wisły, nawet dosyć prymitywnie można przekombinować i włożyć potem piłkę niby łyżką do bramki tuż koło bramkarza, który zajęty myślami o swojej wielkości, nie miał czasu na racjonalny wybieg a la Przeworski. Ta olimpijska internacjonalna poza pozwoliła jednak Gorlitzowi puścić po pauzie bramkę łatwą do obrony. Jak na skromną liczbę ataków Wisły, takie 2 bramki to zadużo dla silnie reklamowanej firmy.

Dobrej, ale nierównej i naszpikowanej miernotami drużynie Pogoni przeciwstawiła Wisła zwykły skład ze zwykłemi wadami. Prymitywną kombinację i roztrzepanie lewej strony napadu łatała pracowitością strona prawa. Inaczej mówiąc, obie drużyny w słabości stron lewych były wyrównane. Reyman I prowadził atak przeciętnie i strzelał... tylko wolne. Z pomocy i z całej reszty drużyny wyróżniał się jak zawsze wzór pomocnika i gracza, Gieras. Jego rozumne, dokładne podania i spokojna, skupiona, pełna skromności gra, budzi szacunek i prawdziwą sympatię nawet wśród antagonistów tego klubu. Gdyby cała drużyna gwieździstych obrała sobie w grze za wzór Gierasa, to dla reklamy tricków i głęboko politycznie pomyślanych najmów z 10 proc. opustem. W obronie działo się nie nadzwyczajnie. Zwracał uwagę Kaczor, który czując złą formę, zastosował system "mistrzowski" i walił po autach, byle odsunąć, groźny napór Lwowian. Po pauzie, kiedy Pogoń przypuchła i straciwszy start nie umiała wydobyć poprzedniego ciągu, obrońcy wyglądają nieco lepiej i byliby zachowali tę "ulepszoną" opinję, gdyby nie zwycięska bramka Pogoni, zdobyta ładnie przez Bacza z jedynego groźnego w tej połowie ataku. Do wyrównania nie przyszło, chodź p. Rutkowski dał w ostatniej minucie rzut karny dla Wisły nie wiadomo za co i dlaczego, bo sam sytuacji początkowo nie zauważył.

Publiczność podbramkowa, chodź widziałem wśród niej i ciężkich atletów, nie powinna była p. Rutkowskiego tak dalece z równowagi wytrącać.

Mecz zaszczycił swoją obecnością marszałek Piłsudski, witany owacyjnie przez zgromadzoną publiczność i graczy J.Z.

„Stadion” z 1924.11.13

Pogoń (Lwów) — Wisła 3:2 (2:1).
Niedziela południe, boisko Wisły, spotkanie towarzyskie. Byli tacy, którzy spotkanie to uważali za próbę siły dwu poważnych pretendentów do wiosennego tytułu Mistrza Polski. Trudno mi być jednak podobnego zdania, bo Wisła z reguły, pod koniec każdego sezonu, niezwykle spada w formie a nadto, jak mi wiadomo, od ostatniego mistrzostwa, t. j. od trzech tygodni spoczęła na laurach i na jedenastu graczy drużyny siedmiu od tego czasu wogóle nie raczyło odwiedzić trenera Schlossera na boisku. To też wyznam szczerze, że po ostatnich wyczynach Pogoni, po jej tryumfach w Warszawie, liczyłem na wyższą klęskę mistrza Krakowa, no i.... na lepszą grę Pogoni. Jest to drużyna niezaprzeczenie, jeśli nie najlepsza, to jedna z najlepszych w Polsce, ale właśnie dlatego ma się prawo wymagać od niej rzeczy lepszych, niż od przeciętnej naszej czołowej klasy.

Pogoń posiada bezwzględnie pewne walory, jakim równych nie spotyka się u żadnej innej polskiej drużyny, a to wspaniałą ambicję, która doskonale zastępuje liczne braki techniczne i taktyczne, doskonały start, szybkość i bogactwo strzału, choć nie nazbyt celnego. Jest to natomiast drużyna w swej sile bardzo nierówna. Najlepszej linji napadu nie odpowiadają w małej mierze ani linja pomocy, ani obrońcy. W linji ataku dobre, szybkie skrzydła, z których Słonecki gra tylko chwilami dobrze, wykazując pozatem nieładną i szkodliwą manierę — dobry Bacz, niezły Kuchar (choć zdaniem mojem nierównie lepszy na środku pomocy) i całkiem słaby Garbień, który, mając przeciw sobie słabych Kaczora i Wójcika, niczem, mimo to, nie zdołał się zaznaczyć. W pomocy Fichtel niby dobry, ale jednak to nie typowy środkowy pomocnik i zdaje się nigdy nim nie będzie, Gulicz więcej foul niż dobry, Hanke jednostronny, bo tylko defensywny. Obrońcy bardzo niepewni, niezwykle odbijają w zestawieniu z klasą napadu. Anektowany katowicki Gorlitz oczywista jeden z najlepszych w Polsce, ale jak się mu dobrze strzeli to też puści. Już to trzeba przyznać, że klasa polskich bramkarzy grubo dalej odbiega od poziomu środkowoeuropejskiego, niż to ma miejsce w innych linjach naszych drużyn.

Przechodząc do przebiegu gry trzeba w pierwej jej połowie przyznać przewagę Lwowian, może w znacznej mierze spowodowaną grą za wiatrem. Wisła więcej w defensywie, chwilami jednak i naciera. Zaznacza się tu przewaga Pogoni w dyspozycji strzałowej, „poganiacze" strzelają trzy razy więcej od swych przeciwników. Atak Wisły dąży tylko do strzałów pewnych, cóż z tego jednak, kiedy na takie, dziwnie „nieżyczliwe" tyły Pogoni, nie pozwalają. Kolejkę dnia zaczyna ładnym strzałem Słonecki, niedługo potem z podania Adamka wyrównuje Czulak jeszcze ładniejszym i efektowniejszym. Prowadzenie zawdzięcza Pogoń trochę Baczowi a trochę sędziemu, który w pośpiechu miesza twarz obrońcy Wisły Markiewicza z jego ręką i za strzał w twarz dyktuje rzut wolny z pobliża pola karnego, zreferowany dokładnie przez Bacza.

Po przerwie obraz gry zmienia się niebywale. Jeżeli można mówić o przewadze Pogoni w pierwszej połowie, to zwłaszcza początkowe 30 minut drugiej części przynoszą kompletne zmiażdżenie Pogoni przez miejscowych. Zgnieceni Lwowianie bronią się niezwykle bezradnie, nie wykazując ani rutyny, ani zimnej krwi, jakiej przecież ma się prawo wymagać od mistrza Polski. To też, choćby za te trzydzieści kilka minut takiej zdecydowanej przewagi, należał się Wiśle wynik remisowy w nagrodę. W tym okresie gry przychodzi też chwilowe wyrównanie z rzutu wolnego Reymana I, który Gorlitz puszcza dosyć pospolicie, mimo zaczepienia o silną piłkę jedną ręką. Pozatym strzałem przewaga przynosi Wiśle tylko niezliczoną ilość rogów, bo aż 8, bitych dobrze przeważnie, których jednak napad Wisły notorycznie nie umie wyzyskiwać. Pod koniec jeden z ataków Pogoni, błąd Wójcika i Kaczora, piłkę dostaje Bacz, Markiewicz za późno startuje i... Pogoń zwycięzcą. Przechodząc do oceny gry miejscowych muszę zacząć od napiętnowania fatalnej formy Kaczora. Wolno graczowi być lepiej lub gorzej usposobionym, ale nie wolno backowi drużyny, która zdobyła mistrzostwo Krakowa, wykazywać wyczynów godnych klasy C, co miało miejsce zwłaszcza w pierwszej połowie gry. Zdaje się, że minęły już niepowrotnie te czasy, kiedy to pojawiało się raz na tydzień na boisku ii „kopało", dziś sport wymaga pracy nad sobą. Niedobrze wypadł też Wójcik, może trochę z przyczyny, że musiał łatać słabe strony Kaczora, ale także z powodu widocznego braku treningu. Gracz ten, niezbyt utalentowany, musi braki nadrabiać wielką pilnością i pracowitością. Aby skończyć z krytyką ujemną trzeba jeszcze zająć się osobą Kowalskiego. Można być graczem najbardziej utalentowanym, najlepiej fizycznie wyposażonym i technicznie wyszkolonym, ale mimo tego dawać ujemne wyczyny, jeśli się nie wykazuje ochoty do gry. Kowalski, gdyby mu się chciało, mógłby być jednym z najlepszych napastników w Polsce, posiada po temu wszelkie warunki, cóż kiedy chce mu się najwyżej trzy razy do roku. Reszta spełniła swe zadanie dobrze. A więc Kiliński w bramce spełnił swój obowiązek. Markiewicz jako obrońca mniej efektowny, ale pełen zalet, szybki, odważny przytomny i technicznie doskonały. Gieras na środku pomocy bez zarzutu. Krupa, po dłuższej niedyspozycji, może nieco za miękki, ale pełen rozumu. W napadzie Adamek zawsze jednaki, staranny i ofiarny, antyteza Kowalskiego. Czulak szybki, pracowity, odważny i pełen ofiarności. Reyman niezastąpiony jako „rozdzielacz” piłek. Balcer, jeżeli się nie wybija musi podziękować tylko swemu sąsiadowi, od którego prawie nigdy nie dostanie dobrej piłki, za to w wypadkach, gdy mu ją umiejętnie poda ze środka Reyman I, spełnia swe zadanie bez zarzutu.

Zawody prowadził, jak zwykle poprawnie, p Rutkowski, mając dosyć kłopotu z Pogonią, która zarządzenia jego krytykowała nie zawsze taktownie. Pod koniec gry Wisła nie wyzyskuje rzutu karnego, który Kowalski nie tyle strzelił, co podał do bramki. Rogi 8:1 dla Wisły. Zawodom przyglądał się Marszałek Piłsudski, witany przez Zarząd Wisły, obie drużyny i licznie, mimo zimna, zebraną publiczność.

Tygodnik Sportowy

ROK IV. K R A K Ó W , DNIA 19 LISTOPADA 1 9 2 4 R O K U NR. 4 7 .

Przegląd sportowy lokalny.

16. XI. P o g o ń — W i s ł a 3^2 (1:1). Podczas gdy 4 kluby krakowskiego okręgu kończą swoje gry o mistrzostwo kl. A., Wisła, mając od 3 tygodni mistrzowskie gry ukończone i mistrzostwo zdobyte, sprowadziła na zakończenie swego sezonu i niejako dla rozegrania nieoficjalnego mistrzostwa 1924 mistrzowską drużynę Polski. Jesteśmy naprawdę wdzięczni Wiśle, że dała nam sposobność widzenia w bieżącym roku Pogoni, która już przeszło rok nie bawiła w Krakowie i porównania jej poziomu mniej więcej z naszą klasą krakowską. Aczkolwiek Pogoń pokazała nam bezwzględnie najlepszą grę, jaką kiedykolwiek u niej w Krakowie widzieliśmy i w zupełności na zwycięstwo zasłużyła, to z drugiej strony musimy przyznać, że przeciwnik jej krakowski, Wisła, nie była tą drużyną i nie grała tak, jakeśmy to widzieli w bieżącym roku w meczach z wielu drużynami zagranicznemi. Poziom gry Wisły obecnie bezwzględnie opadł. I kto wie, z jakim wynikiem byłaby wyszła Pogoń, gdyby była natrafiła na Wisłę w jej dobrej formie. I Cracovia obecna, mając swój dobry dzień, wolny od przysłowiowego pecha, mogłaby także pobić obecnego mistrza Polski.

Pogoń posiada doskonały, jednolity atak, w którym wszyscy gracze grają ze zrozumieniem, dobrze kombinują, a w Słoneckim i Baczu swoją lepszą stronę ataku doskonałego, pewnego, czasami tylko po hochsztaplersku grającego bramkarza Górlitza, słabszą pomoc, a już zupełnie słabą parę obrońców. Pomimo to Pogoń pozostawiła obecnie w Krakowie bardzo dobre wrażenie. Szczególną niespodziankę sprawił wybijający się Słonecki na prawem skrzydle, u którego mile nas zadziwiła gra fair, wolna od jakichkolwiek tryków i fouli którym zawsze poprzednio hołdował. Jest to wielkie plus tego obecnie doskonałego gracza. Drugim graczem w ataku, który też •odzwyczaił się od gry foul, był Dr Garbień, grający w calem tego słowa znaczeniu „fair”, a o którym poprzednio tego powiedzieć nie można było. Wacek i Bacz z powodu zgrania całej linji napadu nie mogli się siłą faktu wybić i nie przewyższali swoich współpartnerów. Lewoskrzydłowy Szabakiewicz jest dobrym i mądrym materjałem na przyszłość. Pomoc słabsza. Wybija się w niej środkowy Fichtel, niezmordowany gracz, będący zawsze i wszędzie, gdy tego tylko zajdzie potrzeba. Hankego widzieliśmy w ŁKS sie już dużo lepiej grającego. Zdaje on się nie być obecnie we formie, chociaż niczego na powyższych zawodach nie psuł. Gulicz, jakim był przedtem, takim jest i obecnie, z tą różnicą, że obecnie jest on jedynym graczem Pogoni, grającym w dalszym ciągu foul, co też psuje dobre wrażenie ogólne. Najwyższy czas, aby Pogoń się już postarała o innego, lepszego i skuteczniejszego lewego pomocnika, na jakiego mistrza Polski stać powinno. Obaj obrońcy, to najsłabsza część drużyny. Olearczyk o dużo spadł we formie, a Giebartowski nie nadaje się do mistrzowskiej drużyny Polski. Gorlitz b. dobry i pewny.

Niestety o Wiśle tego powiedzieć nie możemy tembardziej, że widywaliśmy ją już w bardzo dobrej formie. Cała drużyna, z wyjątkiem bramkarza, który tym razem był doskonały, wykazuje już od blisko miesiąca spadek formy, co się na tych zawodach wybitnie uwidoczniło. Możliwe, że jest to przemęczenie drużyny po tak obfitych w zawody dwóch sezonach. Inaczej sobie tej słabej gry Wisły nie można wytłumaczyć. Bramkarz na tych zawodach wyjątkowo dobry. Obrona i pomoc bardzo słaba tak w pracy ofenzywnej, jak i defenzywnej, jedynie Markiewicz czasami się wybija nad słabą defenzywą W pomocy Wójcik grał foul i w zupełności się dostrajał do swego vis a vis (Gulicza), czego jednak sędzia nie karał. Napad, stosunkowo najlepsza część drużyny, też grał dziwnie słabo, nic mu się nie udawało i do tego był zupełnie skazany na pastwę losu, ponieważ nie był zupełnie wspomaganym przez pomoc. Pogoń z miejsca atakuje, strzał Wacka trzyma Kiliński. Następują obustronne ataki, likwidowane pewnie przez bramkarzy. W 8 strzela Słonecki z podania Garbienia 1. goala. W 12’ wypad Adamka, podanie Czulakowi, który referuje bramkę wyrównującą (l : l). Sędzia następnie nie odgwizduje ręki na polu karnem Pogoni. W 14 za wątpliwą rękę sędzia dyktuje rzut wolny dla Pogoni, który Bacz silnym strzałem zamienia w 2. bramkę. (2 : l). Następują strzały napastników Pogoni, zwłaszcza Słoneckiego, który strzela z każdej pozycji, a które nie bardzo pewnie broni Kiliński. Foule Gulicza i Wójcika zupełnie niekarane. W ostatnim kwadransie Wisła znowu naciera, lecz do pauzy bez żadnego efektu. Rogów 2 : 0 dla Wisły. — Druga połowa gry należy do 30 do Wisły, mającej znowu wiatr za sobą. W 7 sędzia odgwizduje (niewiadomo z jakiego powodu) Garbieniowi, jadącemu już samemu pod bramkę Wisły, offside, czem Pogoń została niesłusznie pokrzywdzoną. Silny strzał Reymana w 18 broni Górlitz na róg. Następny strzał Słoneckiego przeniesiony. W 23 też za wątpliwą rękę wolny i Wisła przez Reymana wyrównuje (2:2). Atak Wisły gra teraz nadzwyczaj ambitnie, lecz bezskutecznie. W 28 piękna centra Szabakiewicza, piłkę chwyta Wacek głową, po daje Baczowi, który nieobstawiony strzela 3 cią, zwycięską bramkę (3 : 2). Następne minuty znowu należą do Pogoni. Strzał Garbienia w 41 trzyma Kiliński brawurowo, dalsze ataki odpiera dzielnie Markiewicz. W ostatniej minucie, a nawet już po czasie, dyktuje sędzia niesłusznie rzut karny dla Wisły za rękę, która nie była zrobioną na polu karnem, na co Pogoń protestuje i ostatecznie zgadza się na wykonanie tego rzutu karnego, który wprzód Fichtel, robiąc krzyżyk przed leżącą piłką, „zaczarował”. Kowaliki strzela, a Górlitz broni i sędzia odgwizduje zawody. Rogów 8 :1 dla Wisły. Publiczności 2000 osób, zadowolonych z pięknej gry Pogoni. Sędziował p. Rutkowski, zbyt przeczulony dla Wisły, bardzo słabo.

Zawody zaszczycił swą obecnością Marszałek Józef Piłsudski, który przybył na zawody w 9 po rozpoczęciu gry, witany okrzykami i oklaskami. Zawody przerwano, obie drużyny stanęły przed główną trybuną i wzniosły na cześć marszałka trzechkrotny okrzyk „Niech żyje”. Marszałek pozostał na zawodach do pauzy, następnie rozmawiał z działaczami i z obu drużynami i dał się sfotografować, poczem żegnany owacyjnie opuścił boisko.

Sport lwowski

Nr. 115. Lwów, środa 19 listopada 1924. Rok III.

Pogoń lwowska w Krakowie.

Ostatnia niedziela przed zakończeniem sezonu footballowego dała b. obfity i interesujący program. Naturalnie na czoło wysunęły się zawody Pogoń—Wisła, spotkanie dwu mistrzów okręgów, którzy mają największe dane do zdobycia w roku przyszłym mistrzostwa Polski. Uważane one były za nieoficjalną rozgrywkę o mistrzostwo Polski na rok bieżący. Zawody wypadły imponująco; pomimo przejmującego zimna i śniegu, który po raz pierwszy w tym roku począł padać, zebrało się na boisku Wisły parę tysięcy widzów, którzy z prawdziwem zainteresowaniem śledzili przebieg gry. Zawody zaszczycił swoją obecnością marszałek Piłsudski. Dostojnego gościa powitali gospodarze i przedstawiciel Pogoni przy wejściu a następnie przerwano zawody i obie drużyny uczciły marszałka trzykrotnem „cześć". W czasie pauzy odbyła się wspólna fotografja obu drużyn z Marszałkiem w pośrodku, poczem tenże wyjechał. Mistrzostwo klasy fi już ukończone. Ostatni dzień przyniósł niespodziankę w postaci zwycięstwa Wawelu nad BBSV, przez co Wawel wysunął się na czwarte miejsce. Makkabi ostatecznie zdobyła mistrzostwo klasy B, pokonując na własnem boisku Białę-Lipnik. Sezon footballowy został ukończony.

Pogoń — Wisła 3:2 (2:1). Na drużynie Wisły znać już od dłuższego czasu silne przemęczenie i spadek formy, o czem najlepiej świadczą wyniki i b. słaba gra w ostatnich spotkaniach. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że drużyna przez dwie niedziele nie grała, to będzie zupełnie zrozumiałem, że w Krakowie liczono się z klęską Wisły, tembardziej, że Pogoń znajduje się obecnie w doskonałej formie, a szczególnie atak wykazuje b. intenzywną działalność, Z tego też powodu nie można wysnuwać żadnych wniosków na przyszłość, jak będzie w mistrzostwie Polski.

Przystępując do omówienia zawodów, należy stwierdzić, że wynik remisowy 2:2 albo 3:3 byłby najlepszym wykładnikiem sił i gry obu drużyn w tym dniu. Mówi za tem już choćby to, że Wisła nie wyzyskała rzutu karnego, a rzutu wolnego, z którego uzyskała Pogoń drugą bramkę, nie powinien sędzia dyktować, gdyż piłka kopnięta ku środkowi boiska przez Kaczora trafiła Markiewicza w twarz a nie w rękę; z drugiej zaś strony pierwsza bramka Wisły padła z podania Adamka, który otrzymał piłkę na nieznacznem spalonem. Następnie stosunek rogów 8:1 na niekorzyść Wisły jest wcale wymowny. Zwycięsca górował przedewszystkiem w linji napadu i temu też głównie zawdzięcza swe zwycięstwo. Najważniejszą zaletą tego, to gotowość i doskonały strzał trójki środkowej. Linja pomocy przeciętna, spełniła jednak całkowicie swe zadanie i wytrzymała tempo znakomicie. Obrona technicznie dobra, taktycznie jednak słaba; przy większej przebojowości przeciwnika nie jest w stanie przeciwstawić odpowiedniego oporu. Momenty krytyczne najczęściej wyjaśniali pomocnicy, a nawet i łącznicy, którzy cofali się niejednokrotnie daleko do tyłu. Bramkarz nie miał wiele do roboty, w tych zaś niewielu akcjach, nie mógł swą grą zaimponować, razi przytem zbytnia pewność i nonszalancja. Jako całość przedstawia Pogoń zespół całkowicie wyrównany, najsilniejszy w ataku, nieco słabszy w tyłach. Ambicja i serce do gry to największy walor Mistrza.

Przeciwnie Wisła. Nie jest to jeszcze zespół, lecz 11 mniej lub więcej dobrych graczy. Obok rzeczywiście wybitnych jednostek gracze bardzo słabi technicznie, a przedewszystkiem taktycznie. Jest to 11 indywidualności nie całkiem ze sobą posklejanych. W ataku tylko Adamek i Czulak grają ambitnie. Reyman znacznie spadł w formie, Kowalski, jak zwykle gra bez serca. W pomocy słaby dzień miał Gieras, widzieliśmy go znacznie lepiej grającego. Krupa i Wójcik nieszczególni, Markiewicz, jako przedni obrońca doskonały, zato jego partner Kaczor poniżej krytyki. Do pauzy kompromitował swą grą całą drużynę. Kiliński w bramce b. dobry. Na drużynie znać silne przemęczenie i niejednokrotnie brak ochoty do gry. Początkowe chwile przynoszą otwartą grę ze zmiennymi atakami. W 8 min. Słonecki wyzyskuje błąd pomocnika i pięknym strzałem uzyskuje pierwszą bramkę dla Pogoni, Adamek otrzymuje piłkę, podciąga i centruje lekko do środka, chwyta ją Czulak i w 11 min. wyrównuje. Gra zmienna a w chwilę potem z rzutu wolnego Batsch strzela drugą bramkę ataki obustronnie niebezpieczne. Pogoń poczyna stale atakować i przez ostatnie 15 min. ma znaczną przewagę.

Po pauzie Wisła odrazu ujmuje inicjatywę i z małemi przerwami przez 30 minut gości stale na połowie Pogoni, jednakże atak nie jest w stanie nic uzyskać, gdyż zamiast strzelać usiłuje wjechać do bramki gości. Dopiero w 21 min. Reyman z rzutu wolnego ponownie wyrównuje. Jeszcze kilka minut pełnej temperamentu gry, w których Wisła gra b. ładnie i znów lwowianie przejmują inicjatywę w swe ręce, a z pośród wielu ataków jeden zostaje wyzyskany i Batsch voleyem zdobywa zwycięską bramkę. Pogoń atakuje w dalszym ciągu, lecz ataki te nie są niebezpieczne. W ostatnich minutach Wisła ponownie w ofenzywie, lecz szereg dobrze wypracowanych przez skrzydłowych napastników pozycji nie wyzyskuje trójka środkowa ataku. W ostatniej minucie rzut karny za rękę, lecz Kowalski strzela lekko Górlitzowi. Pogoń wygrała zawody dzięki dobremu usposobieniu strzałowemu napastników. Napad Wisły przeciwnie usiłował wjechać do bramki, a nie strzelali. Sędzia p. Rutkowski miał słaby dzień i popełnił wiele błędów, którymi w jednakowej mierze obdzielił obie drużyny M.

Morgenzeitung, M. Ostrawa pisze o zawodach Pogoń — Wisła : Pogoń-Lwów bije mistrza Krakowa Wisłę 3 : 2 [2 : 1 j. Olbrzymie zainteresowanie towarzyszyło tym zawodom. Pogoń przeszła trudną zaporę i zamyka sezon zimowy jako zasłużony mistrz Polski. Zawody interesujące prowadzone w szybkiem tempie, ale bardzo fair. Pogoń znajduje się obecnie w doskonałej formie i dzięki lepszej technice i taktyce odniosła zwycięstwo, u Wisły zawiódł zupełnie atak.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1924, nr 315 (18 XI)

Marszałek Piłsudski na meczu Pogoń — Wisła 3:2

Wisła sprawiła swoim zwolennikom przykrą niespodziankę. Poniosła klęskę w walce z Pogonią, jakkolwiek nie była wcale od niej słabszą. Zawiedli w zupełności napastnicy z Reymanem na czele. Nic się im nie udawało, stale piłkę podawali przeciwnikowi zamiast swoim. Pogoń grała ambitnie i 1 ciężko wypracowała swe zwycięstwo.

Najlepiej spisywał się napad, aczkolwiek wiele umiejętności nie pokazał. Charakterystyczne, że Wisła, która w pierwszej połowie zawodów miała bezwzględną przewagę, dopuściła do strzelenia jej dwu bramek, zdobywając tylko jedną. Po pauzie zaś Pogoń niemal całą inicyatywę zagarnęła w swoje ręce, a jednak musiała się zadowolić tylko jednym goalem, tracąc również jedną, bramkę, zdobytą przez Wisłę z rzutu wolnego. Wydawało się, że zawody skończą się remisowo — jednakże Wisła nie wykorzystała rzutu karnego, nawiasem mówiąc, nie bardzo słusznie podyktowanego. Wielką wesołość wywołało „zaczarowanie” piłki przez jednego z graczy Pogoni przed strzałem karnym, który też nie udał się. Na meczu był obecny — jak donosimy na innem miejscu — Marsz. Piłsudski, któremu zebrani przy wejściu na trybunę i przy opuszczeniu boiska zgotowali gorącą owacyę.