1927.09.25 1FC Katowice – Wisła Kraków 0:2

Z Historia Wisły

Jeden z najważniejszych meczów w historii Polskiej Ligi1
1927.09.25, I liga, 23. kolejka, Katowice, Stadion 1.FC, 16:00
1.FC Katowice 0:2 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 15.000-25.000
sędzia: Zygmunt Hanke z Łodzi
Bramki
0:1
0:2
55' Stanisław Czulak
60' Henryk Reyman
1.FC Katowice
2-3-5
Emil Görlitz (II)
Kurt Pohl
Erich Heidenreich
Oswald Bischoff
Erich Wieczorek
Paweł Wyleżoł
Roman Kossok I
Józef Görlitz (I)
Artur Geisler
Teodor Jonczyk
Ernest Joschke

trener: brak
Wisła Kraków
2-3-5
Emil Folga
Aleksander Pychowski
Emil Skrynkowicz
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Bronisław Makowski
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak
Mecz przerwany w 73 minucie

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Drużyna Wisły przed meczem
Drużyna Wisły przed meczem
tumb
tumb
tumb
tumb
tumb


Spis treści

Opis

Przed meczem: "Drużyna Wisły musi sobie zdac sprawę, iż w dniu tym repezentuje polski sport piłkarski Krakowa, którego barw broni obecnie w lidze".

Specjalna wycieczka kolejowa liczyła 1000 osób, dzięki zarządzeniom radców kolejowych z krakowskiej dyrekcji kolei. Pierwszy tego typu przypadek w Polsce. Z Niemiec też przyjeżdżały wycieczki sportowe. Przy wyniku 0:2 o 1.FC: "jej gracze posuwają się wprost do polowania na kości przeciwnika". Na 15 minut przed końcem sędzia przez pomyłkę gwiżdże koniec meczu. Po meczu pochód do hotelu przy dźwiękach orkiestry 73 pp. Na podstawie: IKC nr 259 i 266.


W II. połowie „żelazna przewaga Wisły” ... „mimo ordynarnej gry Niemców”. Po meczu zniesiono na ramionach zawodników i przy dźwiękach orkiestry 73 pp odprowadzono ich pochodem, „który spontanicznie zamienił się w wielką manifestację narodową do hotelu, a później na dworzec”. Na podstawie: CZ nr 221.

Wisła gromadzi już 37 punktów, co w praktyce zapewnia jej mistrzostwo.

Relacja prasowa

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 259 (20 IX)

Wisła-I. F. C.

na który wybierają się do Katowic całe masy sportowców nietylko z Krakowa, ale także i z innych miast okolicznych, jak Sosnowiec, Tar nów, Bielsko i t. d. Drużyna Wisły musi sobie zdać sprawę, iż w dniu tym reprezentuje polski spoił piłkarski Krakowa, którego barwbroni obecnie w Lidze. Do tego, jeśli dodamy, iż drużyna krakowska walczyć będzie musiała na gruncie obcym, wśród różnych niesprzyjających warunków, to uznać się musi, iż zada nie jej będzie niezwykle trudne. Dotychczas na terenie G. Śląska drużyny krakowskie nie miały szczęścia, przegrane tak Wisły jak i Cracovii były na porządku dziennym. Prze łom stanowi dopiero tegoroczne, świetne zwycięstwo Wisły nad Ruchem 4:0. Mecz w dniu 25 bm. będzie miał jednak i inne jeszcze znamiona, a przynajmniej nadaje taki ton jemu osławiona „Kattowitzer Zeitung”, która przed stawia, jakoby zespół I. F. Ci klub ten był przedmiotem ustawicznych, niesłusznych ataków, że staczać musi ciężkie boje o wywalczenie sobie należnego miejsca w polskim sporcie i t. p. Do tego dołącza się kłamliwe twierdze nie, iż zawodami I. F. C. kierowali sędziowie, członkowie konkurencyjnego tej drużyny klubu (t. J. Wisły), jak n. p. p Ziemiański. Zestawiając to rzekome prześladowanie niesportowe drużyny I. F. C., czytamy tam wezwanie graczy tej drużyny do zdwojenia wysiłków i energji, aby wywalczyć sobie odpowiednie stanowisko w sporcie polskim. Każdy, kto orjentuje się w polskich stosunkach sportowych wie, iż jedne są prawa i obowiązki dla wszystkich klubów ligowych, że nie ma tam dla nikogo przywilejów, a o zdobyciu sobie miejsca odpowiedniego w tabeli, zadecydowała forma drużyny. Tego rodzaju wezwania powinna sobie w pierwszym rzędzie zapamiętać drużyna Wisły, na której ciąży w tym dniu specjalny obowiązek.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 261 (22 IX)

Przed zawodami o mistrzostwo Polski Wisła-i. F. C.

Decydujące może o mistrzostwie Polski, a w każdym razie mające na jego definitywny wynik olbrzymie znaczenie zawody o mistrzostwo P. L. P. N. między Wisłą a I. F. C. cieszą się niebywałym dotychczas w historji polskiego piłkarstwa zainteresowaniem. Świadczy o tein urządzenie specjalnie zorganizowanej przez zarząd Wisły wycieczki sportowców z Krakowa do Katowic, przyczem ilość zgłoszeń jest tak wielka, iż przewiduje się już dzisiaj zamówienie specjalnego pociągu. Dalsze zgłoszenia osób pragnących wziąć udział w tej wycieczce, dla której są przewidziane zniżki kolejowe 33%, przyjmuje do czwartku włącznie F ma Marjan Kopeć w Krakowie, ul. Karmelicka 28. Cóż dopiero mówić tu o innych miastach, jak Sosno wice, Będzin, Bielsko, Tarnów, Król. Huta i t. d., skąd zapowiedziany jest też przyjazd całej masy sportowców. Podobnie nader licznie mają przyjechać sportowcy z Niem. Górnego Śląska.

Tymczasem obydwie strony t.j. drużyny Wisły i I. F. C. przygotowują się do tego spotkania nader starannie. Obydwa zespoły nie ograniczyły się tylko do stałych, niedzielnych zawodów mistrzowskich, ale także i poszukały spotkań z przeciwnikami zagranicznymi. I tak I F. C. sprowadził na zawody w ubiegłą sobotę BAG z Wiednia, Wisła zaś na dzień wczorajszy Fulgerul, jako dalszy charakterystyczny fakt, towarzyszący temu spotkaniu podnieść musimy okoliczność, iż gracze I drużyny I. F. C. przybyli specjalnie na zeszłotygodniowe niedzielne zawody Wisły z Turystami w celach obserwacji gry swoich przeciwników. Wszystkie te fakta przemawiają za tem, iż mecz niedzielny przewyższy wszystkie, dotychczas urządzane w Polsce pod względem zainteresowania.

--- „Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 263 (24 IX)

Do Katowic na mecz!

W niedzielę odbędą się w Katowicach zawody po między drużynami krakowskiej Wisły a katowickiego I. F. C. — „wielki” mecz, którego wyniki oczekiwane są z napięciem przez publiczność sportową całej Polski, gdyż rozstrzygnie on o mistrzostwie.

Jak dotąd, w zawodach o mistrzostwo prowadzi na pierwszem miejscu Wisła i ona też, sądząc z dotychczasowej jej formy, i ze zwycięstw nad drużynami wszystkich innych klubów, powinna i tu odnieść decydujące zwycięstwo. Wyrażane są jednak wątpliwości co do wyniku meczu w Katowicach — wątpliwości z powodów zresztą najmniej sportowych. Powszechnie bowiem panuje opinja i świadomość, że „w Katowicach nie można wygrać” z miejscową drużyną, zwłaszcza, jeżeli w tej drużynie są Niemcy. Organizują oni bowiem prawdziwą bojówkę, która podczas meczu ryczy, wrzesz czy, przeszkadza, obstawia bramkę przeciwnika najbardziej wypróbowanymi bojownikami, którzy mają za zadanie niecierpliwić, denerwować i możliwie przeszkadzać bramkarzowi — „swoją” zaś „murują” w ten sam sposób i wogóle starają się wytworzyć wśród publiczności nastrój niekulturalny, wrogi dla „obcych”. Ponieważ chodzi o to, ażeby na danym meczu niedzielnym atmosfery takiej nie było, przeto istnieje wprost potrzeba, aby pomnożyć zastępy miejscowej polskiej kulturalnej publiczności na zawodach, któraby swoją powagą, spokojem i obiektywnością, ostudziła za pały garstki niemiecko-katowickich bojówkarzy i przyczyniła się do rozegrania zawodów w warunkach jak najbardziej honorowych i sportowych. Należy przypuszczać, że tej właśnie publiczności znajdą się na zawodach tych tłumy, tem bardziej, że z samego Krakowa i okolic wybierają się na nie setki widzów.

Sądzimy też, że p. prezes krakowskiej dyr. kolejowej przez wydanie zarządzeń, mających na celu ułatwienie podróży Krakowianom (jak np. wysłanie specjalnego pociągu do Katowic i z powrotem), przyczyni się do tego, iż impreza niedzielna ud$ się i pod tym względem.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 264 (25 IX)

WYCIECZKA NA ZAWODY O MISTRZOSTWO POLSKI WISŁA — I. F. C” zapowiedziana na niedzielę, dnia 25 bm. o godz. 9.50 przedpoł. zapowiada się niezwykle licznie. Liczba ogłoszeń sięga 500 osób. Takaż liczba Wiedeńczyków udaje się również w tym samym dniu na zawody międzypaństwowe z Węgrami w Budapeszcie. Wobec tak rekordowej liczby zgłoszeń uruchomiony zostanie specjalny pociąg, którego go dżina odjazdu podana będzie do wiadomości w F-mie M. Kopeć ul. Karmelicka 28.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 266 (27 IX)

Wisła krocząc na czele tabeli po olbrzymim sukcesie w Katowicach sięga po mistrzostwo Polski. Zmierzch mistrza Polski, lwowskiej Pogoni. „Czarny” dzień warszawskich drużyn. Kraków, 26 wrześnią.

Największa sensacja sezonu, a nawet i ro ku bieżącego już jest pozą nami. Decydująca, zdaje się, rozgrywka o mistrzostwo Polski za kończyła się zasłużonem zwycięstwem Wisły, przyczem ubolewać należy, iż drużyna I. F. C. okazała się tak niekarną, niedyscyplinowaną, iż nie podporządkowała się decyzjom sędziego p. Hankego — uznanego za jednego z najlepszych w całej Polsce i cieszącego się właśnie na G. Śląsku największym autorytetem. Zwycięstwo to dla Krakowa może mieć specjalne jeszcze znaczenie choćby z tego względu, iż dzięki niemu tytuł mistrza Polski, który już od 5 lat powędrował do Lwowa, może powrócić napowrót do grodu podwawelskiego, a w każdym razie Kraków jest ku temu na jak najlepszej drodze.

Wreszcie ubiegła niedziela była „czarnym” dniem dla drużyn warszawskich, z których żadna nie może się poszczycić wczoraj zwycięstwem, a owszem wszystkie porażki są dla stołecznych drużyn bardzo bolesne i dotkliwe, bo poniesione bynajmniej nie z drużyna mi czołowemi. Przykrą rzeczywiście ubiegła niedziela była dla mistrza Polski, Pogoni, która rzeczywiście zdaje się spadła poważnie w formie. Jedni i cisami zresztą gracze nie mogą wiecznie grać w I-ej drużynie, jak to jest od lat w Pogoni. Bez odmłodzenia, bez narybku klub pierwszorzędny nie może się obejść. spadek formy Pogoni temu tylko w pierwszej linji należy przypisać. Wreszcie krakowska Jutrzenka, zdobywając wczoraj jeden punkt, zda je się znowu zagrażać poważnie Warszawian ce i temsamem znowu kwestję swego spadku na 14 miejsce w Lidze postawiła znowu pod poważnym znakiem zapytania.

Wisła—I. F. C. 3:0 (0:0).

Katowice, 26 września

Zawodom wczorajszym towarzyszyły nie zwykłe okoliczności i wypadki, niewidziane dotychczas w historji polskiego sportu. I słusznie, była to bowiem decydująca właściwie rozgrywka o mistrzostwo Polski, stąd też za interesowanie nią było wprost niebywale. — Kraków zorganizował specjalną wycieczkę sportową, która w ilości 1.000 osób udała się specjalnym pociągiem do Katowic, dzięki zarządzeniom radcy Mazurkiewicza 1 radcy Knorka z krak. dyr. kolejowej. Była to pierwsza tego rodzaju impreza w Polsce, która udała się pod każdym względem. Nie pozostały w tyle i Za głębie Dąbrowskie, Tarnów, Bielsko, skąd przybyły również całej masy zapalonych sportowców. Nie brakło także i osób z najdalszych zakątków kraju.

W Katowicach samych już na parę tygodni nie mówiono o niczem, jak o zbliżającym się meczu, którym zainteresowały się już nie tylko sarnę sfery sportowe, ale wprost całe miasto, ludzie, którzy dotąd ze sportem nie mieli nic wspólnego. Mecz sam zaś ze względu na udział w nich dwóch drużyn, z których jedna, t. J. Wisła jest polską, a drugą, t. J I. F. C. niemiecką, nabrały także i pewnego pokroju zawodów narodowych. Atmosferę i tak zapalną podsyciła zapowiedź przybycia z niem. G. Śląska specjalnych wycieczek sportowych. I rzeczywiście przybyszów tych było dużo, napięcie zbyt silne omal nie znalazło wyładowania — na skutek niesportowego zachowania się drużyny I. F. C., którą poparta część niekulturalnych i sfanatyzowanych jej zwolenników. Jednak dzięki energicznej postawie Pol. Państw., której oddział wkroczył we właściwym czasie na boisko, do żadnych zajść nie przyszło.

Wracamy do zawodów. Już na godzinę przed meczem, boisko I. F. C. zapełniło się masowo publiczności. Położone amfiteatralnie, zdołało ono pomieścić tłumy. Rzeczywiście piękny widok przedstawiało to morze głów. Jednem słowem rekord publiczności na zawodach piłkarskich w Polsce, której liczba dochodziła do 15.000 osób. Nawet międzypaństwowe zawody Polska-Węgry, które były swego rodzaju sensacją w Polsce, nie oglądały takich tłumów.

Boisko, jako teren do gry przedstawiało się fatalnie, nie wytrzymuje ono porównania już nie z boiskiem Wisły, ale niemal z każdem, jakie kluby ligowe posiadają. Najgorzej przed stawiała się sprawa z liniami bocznemi, od których w niewielkiej odległości znajdowały się po obu stronach rowy, utrudniające graczom swobodę poruszania się. Teren nierówny w wysokim stopniu, trawa źle utrzymana, wszystko to warunki niekorzystne co prawda. dla obu stron, ale zawsze, stawiające mniejszą przeszkodę dla miejscowych, obznajomionych ze swoim boiskiem.

O godz. 3.30 ukazują się obie drużyny, po witane gromkiemi oklaskami swoich zwolenników. Wystąpiły one w swoich, normalnych składach. Losują kapitanowie drużyn Reyman I. i Gorlitz. Pierwsza połowa to obraz najbardziej może nerwowe; walki, jaką się kiedykolwiek na boiskach polskich widywało. Obie strony świadome, że staczają decydujący bój o mistrzostwo Polski, nie potrafiły opanować swoich nerwów, co w rezultacie przyniosło obraz gry dość bezładnej, mało kombinacyjnej i do tego nie produktywnej. Jednak zauważyć trzeba, że Wisła grała do pauzy przeciw wiatrowi, pod słońce i na gorszej połowie boiska. Wynik 0:0 do pauzy dobrze odmalowuje tę fazę zawodów, w której obie drużyny zawodzą zupełnie w linji ataku. Zato obrony spełniają swą pracę ku ogólnemu podziwowi. Tak para backów Wisły Skrynkowicz i Pychowski, rak i obrońcy I. F. C. Heydenreich i Pahl, umią w odpowiednim momencie wkroczyć i zlikwidować wszelkie ataki przeciwnika. Możnaby nawet powiedzieć, iż w tym okresie I. F. C., mając lepszą połowę boiska, miało lekką przewagę, którą z drugiej strony równoważyła doskonała gra Kotlarczyka w środku pomocy. Do pauzy bowiem mecz ten określić można, jako walkę obrońców, przyczem bramkarze obydwaj tak Folga jak i Gorlitz, spełnili swe zadanie nie zbyt trudne zresztą ku zadowoleniu ogólnemu. Jak niecelową była gra w tym okresie świadczy fakt, iż toczono ją prawie bez przerwy na prawej połowie boiska, nie mając ku temu żadnych uzasadnionych przyczyn. Przy stanie 0:0, przy względnym spokoju odgwizduje sędzia p. Hanke, pierwszą część zawodów. Całkiem inny obraz gry przedstawia się po, pauzie, Wisła przychodzi zwolna do siebie, opanowuje swe nerwy, wszystkie jej linje się poprawiają. Drużyna górnośląska wyczerpała się już w pierwszej połowie narzuconem przez siebie niezwykłem tempem, ataki Wisły zaczynają być coraz groźniejsze dla I. F. C. — 1 tak w 5 m. wolny Reymana I przeciw I. F. C, następnie w 6 i 8 min. dwa rzuty rożne, przyczem przy ostatnim Reyman Iskierowuje głową piłkę w bramkę, której broni Gorlitz I. — Wreszcie w 11 min. z ładnej kombinacji Reyman III—Adamek, ten ostatni podaje b. ładnie Czulakowi, który strzela pierwszą bramkę. Wywołuje to zdenerwowanie w drużynie I. F. C., która zaczyna grać za ostro a nawet miejscami brutalnie. Sędzia p. Hanke reaguje na to rzutami wolnymi, które wywołują wzburzenie u szowinistycznej części zwolenników I. F. C. W zamieszaniu podbramkowem, jakie nastało w Wiśle, strzela jończyk w 18 min. obok słupka. W 18 i 19 minucie przestrzeliwuje Czulak i Reyman I, aż wreszcie ten ostatni przedziera się w 20 minucie i i strzela nieuchronnie drugą bramkę obok wy latującego Gorlitza I. Doprowadza to drużynę górnośląską, u której nastąpiło załamanie, do wściekłości, poszczególni jej gracze posuwają się wprost do „polowania na kości” przeciwnika. Wreszcie w 26 minucie po kornerze bitym przeciw drużynie gości, stojący niemal w bramce Wisły jończyk zdobywa bramkę, stojąc na pozycji spalonej (podkreślić należy iż Jonczyk otrzymał piłkę po kornerze już od innego gracza 1.F.C., a nie od bijącego rzut rożny). Sędzia słusznie bramki nie uznał mówiąc o tem, że Jonczyk atakował zarazem nieprzepisowo („faul”) Folgę znajdującego się bez piłki w bramce. Górnośląscy protestują, pragnąc wymusić zmianę decyzji sędziego przyczem funkcjonariusze I. F C wchodzą na boisko i usiłują wyrzec presję na sędziego. Wywołał zarazem wzburzenie publiczności. Sędzia jednak nie dopuścił do zmiany decyzji gra toczy się dalej. W 30 minucie sędzia odgwizduje przez pomyłkę koniec zawodów. część publiczności usiłuje wkroczyć na boisko, ale wprowadzony oddział Policji Państwowej zaprowadził natychmiast porządek i oczyścił boisko. Gra toczy się z powrotem i w 32 minucie zawodów sędzia dyktuje rzut karny przeciw I. F. C. za wyraźną rękę obrońcy i niekwestionowaną przez nikogo na polu karnem. Wówczas drużyna I. F. C. widząc za noszący się pogrom nie podporządkowuje się decyzji sędziego i schodzi z boiska, tłómacząc się teraz naiwnie, że sędzia odgwizdał już zawody (mimo iż grała już od tej pory blisko 2 minuty). Sędzia pozwolił nawet drużynie I. F. C. powrócić w ciągu 5 minut na boisko. To niesportowe zachowanie się drużyny I. F. G. spotkało się z ogólnem potępieniem, nawet u jej dotychczasowych sympatyków. Wynik meczu, opiewający do rzutu karnego 2:0 zmienił się automatycznie w 3:0 (walk ower) dla Wisły.

Rozentuzjazmowana publiczność odprowadziła w olbrzymim pochodzie przez ulice miasta Katowic drużynę Wisły do hotelu przy dźwiękach muzyki 73 p. p. Owacjom dla zwycięskiej drużyny tak na ulicach miasta, jak i na dworcu kolejowym, nie było wprost końca. Drużynie Wisły należy się uznanie, iż w tak ciężkich warunkach potrafiła walczyć zwycięsko o 2 najcenniejsze punkty. Gra jej jeśli była nieładną w I-szej połowie — to była znowu ciężką walką z napierającą z całą furią drużynę I. F. G. Po pauzie jednak wzbudzić musiała u wszystkich aplauz. Ale praca nad zdobyciem dla Krakowa zaszczytnego tytułu mistrza Polski, jeszcze nieskończona! jeszcze czekają ją 3 zacięte boje z Polonją, Hasmoneą i przedewszystkiem z dotychczasowym mistrzem Polski, Pogonią. Ten ostatni zwłaszcza mecz ma decydujące także i molalne znaczenie.


Przegląd Sportowy nr 39/1927 str. 3:

Wisła - I.F.C. 2:0

Katowiczanie schodzą z boiska.

Powiedzmy głośno to, co mówiono sobie na ucho : zwycięstwo jedynej poważnej w kraju drużyny niemieckiej, zdobycie moralnego prymatu przez klub nie polski, lecz przez zespół wchodzący za wrogi - drażniło ambicję narodową sportowców i spotkaniu rywalów nadało charakter "wojny świętej".

Doskonała i bitna drużyna katowiczan - stwierdzić to należy sine ira et studio - ale grała i nie ma wszystkich atutów, które uprawniałyby ją dopretendowania o najzaszczytniejszy tytuł w kraju. Brak jej "ciężaru gatunkowego", zbyt jest związana z swem boiskiem i poza niem reprezentuje nie więcej, niż połowę swej siły, z błędów technicznych grzeszy brakiem strzału i tendencją do hyperkombinacji. Ale czyż namiętność klubowa, przywiązanie do barw, wreszcie w tym wypadku szowinizm nacjonalistyczny pozwala na objektywną ocenę samego siebie?!

Doszło zatem do tego, że I.F.C. uważało się za najsilniejszą w Polsce drużynę, a że tabela tu i ówdzie wskazywała na co innego, katowiczanie urobili sobie teorię o zwalczaniu drużyny niemieckiej przez sędziów polskich, itp.


Nie rezygnując z swych ambitnych celów. I.F.C. przygotowało się do zawodów z Wisłą od dawna. Dość wspomnieć, że gracze I.F.C. jeździli specjalnie do Krakowa, by przypatrzeć się grze Wisły podczas zawodów jej z Turystami, mobilizowali swych sympatyków na mecz niedzielny i.t.d. Gdy w niedzielę przed sędzią, p. Hankem z Łodzi, stanęły obie drużyna w swych najlepszych reprezentacyjnych składach, wokół boiska zebrało się około 15-stu tysięcy widzów, - ilość niewidziana oddawna w Polsce podczas spotkania dwu drużyn krajowych. W atmosferze wytworzonej przez nastroje scharakteryzowane powyżej, trudno było przedewszystkiem o opanowanie nerwów i grę klasyczną.


Dało się to odczuć u obu drużyn. Więcej opanowana jest Wisła, która gra z niezwykłą wolą zwycięstwa. Szanse początkowo równorzędne.

W 25-ej min. zmuszony jest opuścić boisko Goerlitz II, w chwilę potem Jonczyk, tak że I.F.C. do końca pierwszej połowy gra w 9-ke. Zwiększa to napór Wisły, lecz gospodarze dając przykład heroicznej wprost: ofiarności, wstrzymują jej ataki i pierwszą część gry zamykają bilansem 0:0

Po przerwie obaj kontuzjowani gracze wracają na boisko, lecz pełnej formy nie wykazują. Natomiast Wisła rozgrywa się na dobre, idzie na piłkę ostro i pewnie, zdobywa nawet pewną wyższość, której jednak nie można nazwać przewagą.

Wreszcie w 10-ej minucie pada pierwszy punkt. Jeden z ataków Wisły, nie odznaczający się zresztą specjalnie groźną siłą, kończy się celnym strzałem Czulaka. Na widowni robi się gorąco. Temperatura ta wzrasta jeszcze bardziej, gdy w pięć minut potem strzela Reyman I, dotychczas pilne trzymany przez Tichauera - i pada 2-gi gol!

Obustronne natarcia pozostają bez skutku. Wszelkie wysiłki katowiczan niweczy dobra pomoc i obrona Wisły. W 28-ej min. równocześnie z gwizdkiem sędziego. Geisler strzela bramkę. P. Hanke gola nie uznaje. Jest to powodem długich targów między nim a I.F.C.

Drużyna ta w konsekwencji opuszcza boisko wśród nieopisanego alarmu publiczności.

Wspomnienia

Relacja Henryka Reymana

"Największy nasz mecz"

„Dzień sławy

Było to niespełna 10 lat temu, w pierwszym roku założenia Ligi i wprowadzenia nowego do dziś obowiązującego systemu mistrzostw. Tabela ligowa ułożyła mi się w ten sposób, iż mistrzostwo Polski rozstrzygnąć się miało między "Wisłą: a "I.F.C." (Erster Fussballclub) z Katowic. Sytuacja wyglądała groźnie, gdyż decyzją zapaść miała w dniu 25 września 1927 r., na boisku I.F.C. w Katowicach, co dawało z góry pewną przewagę gospodarzom. Dla sportu polskiego nadchodziła przykra chwila, gdyż zdobycie tytułu mistrzowskiego na 13 rywalizujących ze sobą klubów polskich przez jeden klub niemiecki, subwencjonowany do tego przez obce nam czynniki, byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej, niż tylko ambicji sportowej.

Na "Wisłę" spadł ciężki i odpowiedzialny obowiązek obrony barw polskich, aby nie dopuścić do rzeczy dla każdego przykrej - przejścia tytułu mistrza Polski w obce ręce. Już kilka tygodni przedtem cała prasa w licznych artykułach podkreślała doniosłość tego spotkania oraz odpowiedzialność, jaka przypadła w udziale zawodnikom "Wisły". Wszyscy sportowcy żyli tą wielką nadzieją sportową, a najbiedniejsi to byli zawodnicy, którzy musieli słuchać całymi tygodniami rad i zaklęć, byle nie dopuścić do przegranej. Ja sam, będąc kapitanem drużyny i kierownikiem napadu, zdawałem sobie z tego sprawę, że specjalny obowiązek przypada mnie, że mam prowadzić drużynę na bój z którego musi się wyjść z honorem. Stąd też przeżywałem osobliwe chwile przed meczem, nie mogłem spokojnie przejść ulicami Krakowa, gdyż zewsząd łapano mnie, wypytywano o drużynę, o siły, o horoskopy, dodawano otuchy i wiary, w domu zasypywany byłem listami, błagającymi o zwycięstwo.

W tych warunkach drużyna nasza była podniecona i zdenerwowana, ale z drugiej strony zespolona i każdy zdawał sobie sprawę, iż tylko współpraca nas wszystkich może dać nam zwycięstwo. Mieliśmy tylko pewne obawy, że ze względu na obce boisko (w Krakowie pierwszy mecz wygraliśmy z 1.F.C. 3:1) i te zapowiadane tysięczne tłumy zwolenników "I.F.C.", by nie zdołali nam oni wytrącić z równowagi naszego zespołu. Od ostatniego treningu czwartkowego znajdowaliśmy się pod troskliwą opieką zarządu, który starał się izolować nas od przejętych i więcej szkodzących, jak przynoszących pożytku kibiców. Tak minęła sobota. W niedzielę od rana odchodziły już do Katowic specjalne pociągi z tłumami widzów na te decydujące zawody. Drużyna nasza ulokowała się w osobnym wagonie wraz z zarządem i nie odstępującym nas w każdej ciężkiej czy też radosnej chwili mistrzem Wlastimilem Hoffmanem.

Na dworcu w Katowicach na widok nas wielkie poruszenie, a zarazem z wielu stron powitanie. Dowódca pułku, komendant miasta w Katowicach p. pułkownik Szafranowski przygotował wszystko i na ucho mi powiedział" "Wygrajcie tylko, a zobaczycie, co będzie".

Punktualnie o godzinie 16 znaleźliśmy się na boisku I.F.C. otoczeni 25-tysięcznymi masami widzów. Był to rekord publiczności, do tej pory nieosiągnięty, nie tylko ma meczach ligowych, ale nawet międzypaństwowych. Boisko przedstawiało naprawdę imponujący, groźny widok, gdyż otoczone było poza liniami autowymi, wielką liczbą pełniącej służbę policji, a poza parkanem, okalającym boisko - jak się po zawodach dowiedziałem - około dwie kompanie wojska w pogotowiu. W tych warunkach rozpoczyna się mecz w wielkim naprężeniu i podnieceniu nie tylko zawodników, ale także i całej widowni, wśród której było sporo Niemców, przybyłych z niemieckiego Śląska. Gra prowadzona była już od pierwszej minuty niezwykle zacięcie i wielkim tempie. Sytuacje zmieniały się nieustannie, a obie drużyny grały dobrze. Zawodami kierował prezes łódzkiego Kolegium Sędziów, p. Hanke, który stał przed niezmiernie ciężkim zadaniem i choćby z tego powodu był silnie zdenerwowany. W pierwszej połowie wynik utrzymał się bezbramkowy. Okazało się jednak, że publiczność, zwłaszcza niemiecka bierze żywy udział w grze, dopingując silnie swój zespół i usiłując zdetonować naszą drużynę. Atmosfera stawała się coraz cięższa, a pomruk niechętnej nam widowni coraz groźniejszy. Myśmy lepiej przetrzymali gorsze chwile od Niemców i zdobycie bramki wisieć zaczęło już na włosku.

W 10 minucie po pauzie, otrzymałem piłkę od Kotlarczyka I, wypuściłem wówczas Balcera, który po przejechaniu kilku metrów oddał centrę. Wówczas po zmyleniu obrońcy przeniosłem piłkę na Czulaka, strzelającego bezpośrednio potem pierwszą bramkę ku niebywałej radości Polaków, z których dużo zjechało się nie tylko z Krakowa i okolicznych miast, ale z całego Zagłębia Dąbrowskiego. Teraz dopiero zaczęła się prawdziwa walka, tempo wzmogło się do niebywałych na meczach ligowych granic, a każdy z zawodników zdobywał się na najwyższy wysiłek.

Gwałtowne ataki napadu niemieckiego likwidowała dzielna nasza obrona. Nasze lotne skrzydła, puszczane w wir walki w wysokim stopniu odciążały nasze tyły, które miały czas na pewne wytchnienia i nabranie sił do nowego starcia z przeciwnikiem. Niemożność zdobycia bramki, brak sukcesu wyprowadzał publiczność z równowagi. Zwolennikom "I.F.C." nie podobały się orzeczenia sędziego i w pewnym momencie wtargnęli na boisko, aż policja widziała się zmuszoną do oczyszczenia placu, aby można było kontynuować grę. Dopiero w 20 min. nadszedł drugi decydujący moment. Otrzymawszy piłkę od Adamka ze skrzydła, wyszedłem zwycięsko z pojedynku z obrońcą "I.F.C." i korzystając z chwilowego nieporozumienia w linii obrony przeciwnika, przejechałem środkiem między mini i stanąłem oko w oko z bramkarzem Goerlitzem,. Wówczas to, mając - murowaną - już pozycję strzeliłem drugiego goala, zmyliwszy bramkarza, który rzucił się w przeciwny róg bramki.

Gra przybierała teraz na ostrości, sędzia wkracza co chwilę, Niemcy nie mogą znieść zbliżającej się klęski. Na kilka minut przed końcem meczu ostry strzał Balcera łapie obrońca "I.F.C." Pohl ręką, za co sędzia dyktuje rzut karny. Drużyna niemiecka, widząc swą klęską, zupełnie przypieczętowaną, opuszcza boisko, a bramkarz zostawia pustą bramkę. Publiczność niemiecka przyjmuje wrogą postawę wobec nas. Ja strzelam do pustej bramki. Sędzia nie mogąc się doczekać powrotu niemieckiej drużyny, odgwizduje koniec zawodów. Tak się zakończył mój najcięższy mecz, prawdziwy finał pierwszych walk o tytuł mistrza Ligi Piłki Nożnej, który dzięki zwycięstwu przypadł nam w udziale".

"Wisła"" została mistrzem Polski

Na cześć zwycięstwa naszej drużyny uformował się olbrzymi pochód, w którym wzięli udział wszyscy widzowie Polacy, obecni na meczu. Na czele szła orkiestra wojskowa, a w ślad za moją drużyną ze śpiewem na ustach "Pierwsza Brygada", posuwaliśmy się ulicami Katowic aż do hotelu, a potem na dworzec kolejowy. Wiwatom, okrzykom radości a nawet pewnym starciom z wyrostkami niemieckimi, rzucającymi kamienie nie było końca. Przed hotelem musiałem wygłosić przemówienie, w którym podziękowałem tłumom za okazaną nam życzliwość, sympatyczne przyjęcie oraz spontaniczną owację. Całe społeczeństwo polskie przyjęło z prawdziwą radością wieść o naszym zwycięstwie. Radość Polaków śląskich zamieniła się w swego rodzaju manifestację narodową, była dla niej czynnikiem krzepiącym duchowo. Miły był powrót do Krakowa, gdzie na dworcu czekały nas tysięczne zwolenników, orkiestra zagrała "Krakowiaka", a graczy wyniosła uradowana brać na ramionach z wagonu. Okrzykom i składaniom gratulacyj nie było końca.

Dla nas zaś największą satysfakcją było nie tylko zdobycie samego tytułu mistrzowskiego, ale także i radość, że pracą swoją i wysiłkiem mogliśmy zdziałać coś, czego wartość leżała nie tylko w samym wysiłku sportowym, ale wychodziła poza szersze ramy i miała większe jeszcze znaczenie. Tak się zakończył nasz największy mecz w dziejach "Wisły", mecz, który oby był zachętą do pracy tym zawodnikom, co będą kontynuować po nas historię ukochanego klubu”. Za: 30 lat TS Wisła..., s. 17 i następne – wspomnienia Henryka Reymana.

50 lat TS Wisła

Rewanż z FC Katowice traktowano nie tylko jako obronę barw swego klubu, "ale nie dopuszczenie do tego, by tytuł mistrza dostał się w posiadanie drużyny subwencjonowanej przez wrogie Polsce czynniki", co "byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej, niż tylko ambicji sportowej Za: [50 lat TS Wisła, str. 15]

50 LAT TS Wisła i inne

Piłkarze Wisły byli odizolowani od kibiców na trzy dni przed meczem (od czwartku). Zjawili się w Katowicach razem ze swymi sympatykami w liczbie 5 tysięcy, którzy od wczesnych godzin tej pamiętnej niedzieli zjeżdżali specjalnymi pociągami do Katowic

Przy stanie 2:0 (gol Reymana) Katowice zeszły z boiska z powodu nieuznania bramki zdobytej w 73 min. przez Geisslera. Krótko po wznowieniu gry, po podyktowaniu przez sędziego Hankego karnego dla Wisły (po strzale Balcera piłkę obronił ręką Pohl) znowu zeszli z boiska. Karnego strzelił Reyman do pustej bramki. Ponieważ drużyna niemiecka nie wróciła na boisko sędzia Hanke odgwizdał koniec meczu. Atmosfera była wówczas napięta wobec wrogiej postawy niemieckiej części widowni. Euforia wśród kibiców, którzy piłkarzy Wisły na ramionach zanieśli ulicami Katowic do pociągu. Dwie kompanie wojska stały obok w pogotowiu, a boisko było otoczone kordonem policji, gdyby Niemcy chcieli sprowokować awantury. W trakcie meczu nawet widzowie wtargnęli na boisko (policja przywróciła porządek. Po meczu "uformował się olbrzymi pochód, w którym wzięli udział wszyscy obecni na meczu widzowie - Polacy. Na czele tego pochodu szła orkiestra wojskowa, za nią drużyna Wisły, intonując hymn wiślacki: 'Jak długo na Wawelu...', który uczestnicy pochodu podchwycili". Przed hotelem w Katowicach, w którym mieszkali zawodnicy, kapitan drużyny Wisły H. Reyman musiał na żądanie manifestantów wygłosić przemówienie. Również w Krakowie na dworcu tysiące zwolenników Wisły witały nowego mistrza Polski. Piłkarzy "wyniesiono z wagonu na ramionach w takt "Krakowiaka" granego przez orkiestrę - a okrzykom, wiwatom i gratulacjom nie było końca". Na podstawie: 50 LAT TS Wisła, str. 15-17; 70 LAT TS Wisła, str 21; S. Mielech, Sportowe sprawy i sprawki.., str. 200.

'Piąta kolumna' w sporcie śląskim

Niemieckie kluby były zasobne finansowo dzięki wsparciu magnatów przemysłowych. Na mecz Wisły z 1.FC ściągnęli Niemcy nie tylko z Górnego Śląska, ale i z Bytomia, Gliwic i Zabrza. Polacy byli w mniejszości. Po golu Czulaka wściekli Niemcy grają brutalnie, a widzowie wiślakom grożą i rzucają na nich obelgi. Wreszcie wpadają na boisko, ale nie mogąc dopaść graczy Wisły swą nienawiść wyładowują na piłce, "Którą tną nożami na kawałki. Wśród rozpasanej łobuzerii niemieckiej wyróżniał się m. in. gracz FC Joschke, późniejszy hitlerowski 'kreisleiter' pow. katowickiego". Po wyparciu Niemców z boiska gra jest kontynuowana: pada gol Reymana, a na kilka minut przed końcem meczu ma miejsce zagranie ręką Pohla, który wyłapuje w ten sposób strzał Balcera. Sędzia gwiżdże rzut karny: Niemcy opuszczają boisko przy wyjącej publice. Goerlitz opuszcza bramkę, a Reyman strzela do pustej bramki, po czym sędzia odgwizduje koniec meczu. Po meczu trzeba było chronić wiślaków przed pobiciem. Pomagali w tym Krakowianie i mieszkańcy z Zagłębia Dąbrowskiego przybyli na mecz. ‘Formuje się wielki pochód wokół graczy Wisły" - co staje się wielką manifestacją patriotyczną. Wyrostki niemieckie rzucają w maszerujących kamieniami, "ale dostają należytą odprawę i muszą pierzchać". Na podstawie: artykuł okolicznościowy Sport i Wczasy: "'Piąta kolumna' w sporcie śląskim". Kapitulacja 1.FC".


Wspomnienia kibiców

Wspomnienia starych kibiców Wisły Rudolfa Piekurskiego i Bronisława Natanka: Mecz z 1.FC w 1927 - "Niemcy wtargnęli na boisko, musieli interweniować 'kirasjerzy' na koniach. Ale wracało się do Krakowa uroczyście, z muzyką. Byli to czasy, byli". Na podstawie: Głos Sportowca nr 32 z 1958.

Przypisy

1. Można uznać że był to najważniejszy mecz w historii rozgrywek ligowych w Polsce, bowiem w meczu tym ważyły się losy mistrzostwa Polski. Gdyby zwyciężyła niemiecka drużyna 1.FC Katowice, wówczas tytuł mistrzowski trafiłby w ręce Niemców, co zdawało się rzeczą bez precedensu.