1932.11.27 Wisła Kraków - Polonia Warszawa 2:0

Z Historia Wisły

1932.11.17, I liga, 22. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 12:00
Wisła Kraków 2:0 (1:0) Polonia Warszawa
widzów: 2.500
sędzia: Kazimierz Wardęszkiewicz z Łodzi
Bramki
Mieczysław Balcer 5'
Henryk Reyman (g) 60'
1:0
2:0
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Józef Kotlarczyk
Władysław Szumilas
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Józef Adamek
Artur Woźniak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak
Polonia Warszawa
2-3-5
Laskowski
Stefan Jelski
Bułanow
Seichter
Ałaszewski
Odrowąż
Szczepaniak
Ogrodziński
Malik
Pazurek
Suchocki

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 328 (26 XI)


Jeszcze nigdy końcowe zawody ligowe nie miały tylu sensacyj, co tegoroczne. Ubiegła niedziela przyniosła upragnione zdobycie mistrzostwa przez klub krakowski, a już najbliższa zadecyduje o spadku jednej z dwu drużyn, tak ambitnie walczących o uchronienie się przed degradacją do A klasy. Los jednej z tych dwu drużyn, a mianowicie lwowskich Czarnych, czy też warszawskiej Polonji jest w rękach Wisły, względnie zależy od wyniku, jaki ona uzyska w niedzielnym meczu z Polonią. Mecz ten po wielu trudnościach. Stawianych ze strony władz warszawskich, pragnących za wszelką cenę niedopuścić doń, aby ratować klub warszawski, dojdzie jednak do skutku w najbliższą niedzielę w Krakowie o godz. 12-tej w południe. W ostatniej bowiem chwili władze Ligi zdecydowały się znieść zawieszenie Wisły, nałożone z powodu pretensyj materialnych Warszawianki do klubu krakowskiego. Oczekiwać należy tu gry niezwykle ambitnej z obu stron, Polonia walczyć będzie niemal o egzystencję, a Wisła za wszelką cenę pragnie utrzymać się w czołowej grupie drużyn, stojących na pierwszych miejscach tabeli ligowej, co jej się słusznie należy. Zwycięstwo Wisły przyniesie jej prawdopodobnie piąte miejsce tuż za Cracovią, Pogonią, ŁKS-em i Wartą. Niewątpliwie wszyscy zwolennicy sportu przybędą na boisko Wisły, aby być świadkami meczu i świadkami faktu, że nie „zielony” stół, ale walka na murawie boiska Wisły zadecyduje wreszcie o losie jednej drużyn ligowych. Wisła występuje w swym najsilniejszym zespole.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 330 (28 XI)


Ostatni mecz ligowy w Krakowie.

Kraków. 27 listopada

Rozgrywki ligowe o mistrzostwo Polski nie obfitowały jeszcze w żadnym roku w tyle niespodzianek, co w bieżącym sezonie. Do ostatniej niemal chwili tytuł mistrza był n i e p e w n y i dopiero przedostatnia niedziela zadecydowała o przyznaniu go Cracovii. Jednak są jeszcze b. poważne zakusy, aby tytuł ten odebrać drużynie krakowskiej drogą zamierzonej weryfikacji meczów Czarnych, którym odebrano 7 punktów.

W ostatnim zaś tygodniu rozgrywek ligowych, t. J. w dniu dzisiejszym ma za paść znowu na boisku krakowskiem. tym razem Wisły innego rodzaju rozstrzygnięcie mianowicie który klub spadnie z Ligi. W razie zwycięstwa Wisły spadnie z Ligi Polonia, a Czarni zostaną uratowani łącznie z tem i upadnie zarazem głośna sprawa odebrania 7 punktów ligowych. Tak wiec ewent. zwycięstwo Wisły jest dla sportowego Krakowa niezwykle ważkie, obok bowiem zdobycia przez Wisłę prawdopodobnie piątego miejsca w tabeli ligowej utwierdzony zostanie i tytuł mistrzowski Cracovii. W razie zaś zwycięstwa Polonji, rozpocznie się wiec nowa afera o ratowanie Czarnych.

W zrozumieniu doniosłości spotkania Wisła występuję do tych zawodów w swym najsilniejszym składzie, wystąpi po dłuższej przerwie zpowrotem znakomity bramkarz Koźmin, wystąpi również. Balcer, który jest postrachem drużyny stołecznej. Zjeżdżają również na mecz bracia Reymanowie. z których młodszy był graczem lwowskich Czarnych w ub. latach, grają także oczywiście i bracia Kotlarczykowie.

Mecz zapowiada się zatem jako nie zwykła atrakcja sportowa dla Krakowa, walka toczyć się będzie niezwykle zacięta — z jednej strony o egzystencje w Lidze, a z drugiej o prymat drużyn krakowskich, które mają swą ustaloną sympatie w podwawelskim grodzie. Walka o każdą piłkę, wysiłek do ostatnich granic — oto cechy dzisiejszego spotkania.

Zanosi się na niezwykle tłumny udział publiczności, a na mecz zjeżdżają z kraju całemi masami zwolennicy Czarnych i Polonji. Niewątpliwie przeto i publiczność krakowska pośpieszy jak najtłumniej na po wyższe zawody, mając okazje zobaczenia niecodziennej atrakcji.

Na boisku Wisły zadecyduje się zatem dziś, który klub spadnie z Ligi w drodze uczciwej walki na zielonej murawie, a nie przy zielonym stole.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 331 (29 XI)

Polonia opuściła szeregi elity piłkarstwa polskiego.

Pogoń wicemistrzem Ligi.

Kraków, dnia 28 listopada.

Nareszcie rozgrywki ligowe mamy już poza sobą. Nasz światek piłkarski ode tchnął. Bo też ostatnie dni przyniosły tyle niepotrzebnych sensacyj, tyle wieści niesprawdzonych o sztucznych wynikach, iż w wysokim stopniu poderwały zaufanie nie tylko do naszych władz sportowych, ale także i tracić je zaczęto i do drużyn. Na szczęście koniec meczów był dobry i to wróży pewną poprawę na przyszłość. Końcowe rozgrywki i decyzje nastąpiły już na zielonej murawie. Los spadku z Ligi, dzięki stanowczemu stanowisku Wisły, rozstrzygnięty został sprawiedliwie, Polonja spadła, bo mecz przegrała, a zresztą grała najsłabiej w tym roku z pośród wszystkich drużyn w Lidze.

Charakterystycznem jest, iż dzień wczorajszy można uważać za dzień sukcesów lwowskiej piłki nożnej, aczkolwiek ani Pogoń, ani Czarni nie brali udziału w rozgrywkach. Pracowały zato z powodzeniem dla nich drużyny Wisły i Legji. Pierwszej Czarni zawdzięczają swoją dalszą bytność w Lidze, Pogoń zaś, na skutek zwycięstwa Legji nad Ł. K. S.-em zostaje wice mistrzem.

Obecnie przychodzi kolej na odpoczynek dla drużyn, a z drugiej strony świat sportowy oczekuje innej, bo wzmożonej pracy od władz sportowych, przedewszystkiem w kierunku zwalczenia zawodowstwa za wszelką cenę, które jest główną przyczyną wszelkiego zła. Zbliżająca się zima jest odpowiednią porą, w której władze sportowe powinny się poważnie zastanowić nad dalszemi losami naszego piłkarstwa, wytępić chwasty, jeśli nie chcą dopuścić do ponownych afer, jak to mieliśmy sposobność obserwowania w ub. sezonie.

Wisła—Polonia 2:0 (1:0).

Ostatni mecz ligowy, pomimo jego doniosłości, nie wzbudził większego zainteresowania, skoro tylko około 2.500 osób ściągnął na boisko Wisły. Widziało się zato tam licznych, zainteresowanych w wyniku zawodów menerów klubów Polonji i Czarnych, którzy nie chcieli nerwowo wyczekiwać na wiadomość telefoniczną o wyniku meczu krakowskiego.

W zrozumieniu ważności spotkania drużyny stawiły się w następującym, jak najsilniejszym składzie: Polonja — Laskowski, Jelski, Bułanow, Seichter, Ałaszewski, Odrowąż, Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek i Suchocki. Wisła: Koźmin, Kolarczyk II, Szumilas, Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek, Adamek, Artur, Reyman I, Reyman II i Balcer.

Wisła wybiera dogodniejszą połowę boiska z wiatrem, boisko jest śliskie ale nie złe, pogoda w tej porze jakby wymarzona. Pierwszy kwadrans — to najpiękniejszy okres meczu. Atak Wisły rozwija niebywałe, huraganowe wprost tempo, a inicjatorem jego pociągnięć przebojowych jest Balcer. Już w 5 min. pada pierwsza bramka dla Wisły, zdobyta przez tego gracza, którego zasługą jest energiczny wypad po rzucie rożnym, bitym przez Adamka, za kończonym pierwszym sukcesem Wisły. Wisła atakuje w dalszym ciągu, ale pod bramką doskonała obrona gości likwiduje w zarodku ofensywę gospodarzy. 13 minuta po pięknej kombinacji Balcer, Artur, Reyman, kończy się strzałem ostatniego, obronionym przytomnie przez Laskowskiego.

Po tym okresie chwilowej przewagi przy chodzi do głosu Polonja, w której motorem akcyj ofensywnych jest doskonały prawoskrzydłowy Szczepaniak. Jego świetne niejednokrotnie strzały znalazły jednak zawsze Koźmina na stanowisku. Znakomity bramkarz Wisły bronił na tym meczu w takiej formie, w jakiej oglądaliśmy go już coprawda dość często na boiskach polskich. Jego zasługą w wysokim stopniu jest wczorajsze zwycięstwo Wisły nad drużyną warszawską. Niedługo jednak trwa ofensywa gości, która znalazła swe wyładowanie w częstych przebojach Szczepaniaka, a nawet w jednym strzale Ałaszewskiego w słupek. Od tej pory gra się wyrównuje, choć jeśli idzie o sytuacje podbramkowe, to Wisła ma ich więcej, ale w linji napadu jest mało zgrania i decyzji.

Po przerwie gra jest w dalszym ciągu ze strony zwłaszcza Polonji, mającej znacz nie więcej do stracenia, bardzo nerwowa, obrońcy jej a nawet pomocnicy odbijają piłkę z całą siłą, byle tylko pozbyć się jej jak najprędzej. Wisła robi wrażenie drużyny mało trenowanej, przemęczonej już wytężającem tempem pierwszej części zawodów. Na niektórych graczach zwłaszcza w linji napadu występują całkiem wyraźnie oznaki znużenia. Jeden tylko gracz jest jednak zawsze na stanowisku a jest nim Koźmin. Polonia gości teraz b. często na polu karnem miejscowych, którzy bronią się energicznie ale nie są w stanie wykazać gry zespołowej, opartej na współpracy wszystkich linji drużyny. Nie prędko następuje odprężenie i dopiero w 15 min. po pięknej kombinacji Artura z Adamkiem z centry ostatniego, Reyman zdobywa głową drugą bramkę.

Nie załamuje to Polonji, grającej przez kilka minut z rozpaczą. Jest to walka o byt w Lidze, gra ostra i bezwzględna, jaką się widzi niejednokrotnie na meczach o wejście do ligi lub spadek z A klasy, gdzie gracz nie gardzi ani wysiłkiem ani „faulem“.

To jednak co robił Seichter, przekracza granice przyzwoitości. Każde jego spotkanie się z graczem Wisły, kończyło się ordynarnem kopnięciem, ale słaby sędzia p. Wardęszkiewicz nie potrafił okiełznać rozwydrzenia tego zawodnika, grającego nie bezpiecznie dla zdrowia przeciwnika. Uszło mu to tym razem bezkarnie. W tym okresie wykazał Koźmin dopiero swą wielką klasę. Jego obrony w wielu wypadkach były prawdziwymi majstersztykami, a sytuacyj było dosyć, gdy sędzia pochopnie przyznawał gościom raz po razu rzuty wolne tuż z za pola karnego przeciw Wiśle.

Uwagi jego uchodziło zato to, co się działo na drugiej stronie boiska, gdy np. Artur, przedzierający się przez linję obrony Polonji, został całkiem nieprzepisowo po pchnięty na polu karnem. Po krótkotrwałym okresie przewagi Polonji, w którym dwukrotnie obok Koźmina i słupek uratował bramkę Wisły od „nieszczęścia”, wy pompowała się drużyna warszawska i nastąpił okres jej rezygnacji. Gra traci na tempie i ostatnie minuty upływają już bez większego zainteresowania. Wynik jest już przesądzony. Polonia spada z Ligi.

Na wyróżnienie zasługują z drużyny zwycięzców Koźmin, bracia Kotlarczykowie, Jezierski i Balcer. Cała drużyna Polonji grała ofiarnie i napewno nie spadła by z Ligi, gdyby grała podobnie swe po przednie mecze. Na wyróżnienie zasługuje w niej Bułanow, Jelski, Odrowąż, Ałaszewski, Szczepaniak. Sędziował p. Wardęszkiewicz, którego w każdym razie o sympatję dla Wisły posądzić nie można.


Przegląd Sportowy numer 96/1932 strona 5:

Polonia traci ostatnie szanse
Mimo dzielnej postawy piłkarze warszawscy przegrywają z Wisłą 0:2



KRAKÓW, 27.11. Tel. wł. – Wisła – Polonia 2:0 (1:0). Bramki strzelili: Balcer i Reyman I. Sędziował p. Wardęszkiewicz z Łodzi.

Dziwnie doprawdy złożyło się, że w tegorocznej kampanii ligowej dwie decydujące lokaty, pierwsza i ostatnia, rozstrzygnęły się na boiskach Krakowa. Jeszcze nie ostygły umysły po decydującym meczu Cracovii, a już w tydzień później byliśmy świadkami spotkania, które dla drużyny krakowskiej nie miało wprawdzie większego znaczenia, ale decydowało o losie jego przeciwnika – Polonii, a co za tem idzie, o losie Czarnych.

O ile jednak wynik meczu z ubiegłego tygodnia był wyrazem jego przebiegu, o tyle rezultat dzisiejszy nie odpowiadał przebiegowi walki. Pierwsza bramka padła już w piątej minucie i była ona doprawdy wynikiem stanu gry, gdy gospodarze, rozpocząwszy gwałtowną ofensywą, górowali nad przeciwnikiem.

Zwolna jednak szanse wyrównały się, warszawiacy dochodzą co raz częściej do głosu i mecz do przerwy jest mniej więcej wyrównany. Gospodarze mają na oko więcej z gry, gdyż są groźniejsi w pozycjach podbramkowych. Polonia dobra w defensywie, umie jednak swoje akcje prowadzić jedynie do pola podbramkowego. Tutaj groźni są tylko Szczepaniak i częściowo Suchocki, trójka ataku natomiast nie wykazuje większej inicjatywy.

Po przerwie sytuacja ulega zmianie. Atak Wisły, który do przerwy ruszał się całkiem żwawo, teraz dość rzadki przechodzi na połowę gości, którzy rozpaczliwie atakują, przesiadują ciągle pod bramką przeciwnika i jedynie doskonałej grze Koźmina oraz pechowi strony przeciwnej zawdzięczać należy, iż Polonia nie uzyskała w tym okresie wyrównania.

Drużyny wystąpiły w następujących składach:

Wisła: Koźmin; Kotlarczyk II, Szumilas; Jezierski, Kotlarczyk I-szy, Bajorek; Adamek, Artur, Reyman I, Reyman II, Balcer.

Polonia: Laskowski; Jelski, Bułanow; Seichter, Ałaszewski, Odrowąż; Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki.

Opis meczu

Pierwsze minuty stoją pod znakiem wyraźnej przewagi gospodarzy: Wisła przeprowadza szereg groźnych ataków, Polonia zaś gra nadzwyczaj nerwowo – zawodnicy nie są w stanie opanować piłki. Już w piątej minucie Balcer, po rzucie rożnym wykorzystuje zamieszanie podbramkowe i dolnym strzałem uzyskuje prowadzenie.

Goście atakują przeważnie skrzydłami, gdzie Szczepaniak jest bardzo groźny. Wisła rewanżuje się atakami Balcera. W 12-ej min. Laskowski broni ostry strzał Reymana I, następuje kilka groźnych momentów pod bramką Polonii, po których Szczepaniak rewanżuje się Koźminowi.

Obecnie Polonia dochodzi co raz częściej do głosu, uzyskując lekką przewagę. W 25-ej min. ostry strzał Ałaszewskiego odbija się o słupek. Za chwilę znów groźne zamieszanie pod bramką gospodarzy wyjaśnia Koźmin. W ostatnim kwadransie Wisła dochodzi coraz częściej do głosu, następuje szereg rogów pod bramką Polonii.

Po pauzie w pierwszej minucie Koźmin broni ostry strzał Ogrodzińskiego. Atak Polonii prowadzi generalną ofensywę. Centra Szczepaniaka przechodzi tuż koło słupka. Pomoc Polonii gra coraz skuteczniej, zasilając atak szeregiem piłek. W tym okresie meczu należy podkreślić lepszą grę trójki środkowej, gdzie Pazurek, wprawdzie powolny, strzela kilkakrotnie groźnie na bramkę.

Wisła gra słabiej niż przed przerwą, uzyskuje jednak po rzucie rożnym przez Reymana I głową drugą bramkę w 15-ej min. Już w dwie minuty później ostry rzut wolny Pazurka odbija się od słupka i wraca w pole. Za chwilę podobnego rzutu broni z trudem Koźmin. Goście są na ogół groźniejszym zespołem, nie mogą jednak uzyskać żadnego wyniku.

Doskonale sędziował p. Wardęszkiewicz z Łodzi


Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1932, nr 48

Kraków, dn. 28 listopada.

Po ostatnich dość zagadkowych zajściach i wynikach na boiskach ligowych zainteresowanie dla tych rozgrywek nieco osłabło, co się odbiło i w frekwencji na meczu Wisły z Polonią, gdzie mimo doniosłości tego spotkania nie było zbyt dużo widzów. Na szczęście zakończenie rozgrywek przybrało obrót dla naszego piłkarstwa szczęśliwi.

Spadek z Ligi, aczkolwiek zanosiło się na skutek zawieszenia Wisły początkowo inaczej, został sprawiedliwie zadecydowany na zielonej murawie. Los sprawił, iż Kraków był widownia, dwóch najważniejszych aktów tegorocznego dram atu ligowego. Tydzień temu padto rozstrzygnięcie, komu przypadło berło tegorocznego mistrza Ligi, zaś wczoraj zapadła decyzja, który klub opuści grono elity piłkarstwa polskiego. Jest nią na skutek porażki w meczu z Wisłą Polonia, najstarszy klub stołeczny, który może się poszczycić niebylejakiemi rezultatami pracy w różnych działach sportu. W piłkarstwie tempo pracy w Polonji ostatnio osłabło a wyroki w Lidze są jednak twarde, kto nie pracuje intensywnie, kto nie stara się o wyniki — ten musi się z Ligą pożegnać.

Równocześnie ze spadkiem Polonji został uratowany dla Ligi najstarszy klub polski Czarni (Lwów), których długotrwała walka o 7 straconych punktów budziła powszechnie współczucie. Uśmiechnął się życzliwie los jeszcze drugiemu klubowi lwowskiemu tj. Pogoni, która na skutek nieoczekiwanego zupełnie zwycięstwa poważnie osłabionej Legji nad ŁKS-em uzyskała najwyższą jej dotychczas lokatę w Lidze, wicemistrzostwo. Trzeci wreszcie mecz to zwycięstwo 22 p. p. nad Garbarnią zabezpieczył wreszcie zupełnie na wszelki wypadek drużynę siedlecką od jakiegokolwiek zamachu na jej dorobek punktowy i egzystencję w Lidze. Poniżej dajemy przebieg tej ostatniej, a przecież bogatej w sensacje tabeli ligowej:

Wisła-Polonia 2.0 (10).

Kraków, 28 listopada.

Końcowy etap mistrzostw piłkarskich upłynął pod zdecydowanym znakiem hegemonii Krakowa. Kraków wyłonił przed tygodniem piłkarskiego mistrza Polski, Kraków uzupełnił lukę w lidze swoją czwarta drużyną, tenże Kraków zadecydował wreszcie o degradacji klasowej Polonji. Ostatnie ligowe spotkanie w Krakowie nie miało żadnego znaczenia lokalnego, a jednak zaciekawieniem nie było wiele mniejsze, niż poprzednie Cracovii i Podgórza. Kwestja spadku, oczekującego jeden z dwu poważniejszych klubów polskich, oraz różnego rodzaju zakulisowe okoliczności rozgłaszane przez prasę, pobudziły zaciekawienie i zgromadziły około 2.500 widzów na boisku.

Już ukazanie się drużyn w pełnych składach na boisku, mówiło, że istotnie niezwykłe znaczenie wiąże się z wynikiem zawodów. Nie mająca wiele do stracenia Wisła i walcząca o swój byt w lidze Polonia, stoczyły prawdziwy bój, z którego najszczęśliwszym zwycięzcą wyszli... lwowscy Czarni. Jeszcze raz Jan Reyman — były gracz Czarnych — jako lewy łącznik Wisły walczył w obronie Lwowian z sercem, rzadko dziś na boisku spotykanem.

Piękna w grze tego rodzaju nikt rozsądny nie szukał. Nie było go też wiele, bo dosłownie obustronnie walczono o każdą piłkę, o każdą możność zbliżenia się do niej. Zrozumiałem jest, że w takim zapale o delikatności i certowaniu się z przeciwnikiem mowy być nie mogło. Jednakże trudno zgodzić się ze sposobami, ja kich szczególnie przy końcu gry używano, gdy nogi przeciwnika stały się głównym ośrodkiem zainteresowania. Młócono też po nich i podziwiać należy twardość zawodników, którzy w tern do końca wytrwali. Lojalnie zauważyć trzeba, że Ałaszewski, Jelski, Pazurek zakasowali w tej sztuce resztę zawodników obu drużyn.

Przebieg gry nie wykazywał w sumie tej przewagi, jaką wyraża wynik. Wisła miała więcej dobrych jednostek, Polonia lepszą kondycję fizyczną, Koźmin to nie Laskowski, a Kotlarczyk II był najlepszym zawodnikiem na boisku. Wisła wykorzystała przewagę w pierwszej połowie, strzelając jedną bramkę, Polonia po przerwie gniotła chwilami, lecz Koźmin, Kotlarczyk II, no i indolencja napadu Polonii zabezpieczały Wisłę przed wyrównaniem.

Od dłuższego czasu znowu ujrzeliśmy na boisku Wisłę w składzie kompletnym. Jeżeli jakością gry nie wszyscy mogli zadowolić, to jednak ambicja, silna wola zwycięstwa, jakie cechowały wszystkich bez wyjątku zawodników, rozgrzeszały. Jak już zaznaczono klasą był Koźmin.

Brak tegoż w ostatnich spotkaniach Wisły zaważył na lokacie w tabeli. Partner Kotlarczyka II w obronie Szumilas nie zmienił się, pozostał bowiem nadal tylko rozbijaczem akcji ofenzywnych. Twardość gry nie leży w naturze Kotlarczyka I, to też nie czuł się on tak dobrze, jak w ostatnich spotkaniach. Lekka waga Jezierskiego nie ułatwiała mu pojedynków z ciężkim Pazurkiem, tern więcej, że zwinny Suchocki też nie próżnował. Bajorek poświęci! się Szczepaniakowi, a czynił to naogół dobrze. Wbrew zwyczajowi gra pomocy Wisły zbyt defenzywna.

Atak Wisły zastartował bardzo ładnie.

Reyman I wyprowadzał starych swych skrzydłowych jak dawniej, cóż kiedy kondycja fizyczna nie dopisała. Balcer jak długo starczyło sił był dawnym przebojowcem. Adamek dłużej pracował na swój, niedokładny sposób. Obaj nie pilnowali stanowisk. Pewien wpływ na to mieli łącznicy, których podania rzadko były odpowiednie co do czasu i kierunku. Artur i Reyman II fałszywie skłaniali się do gry środkiem, mając, świetne pozycje do podania „ucieczką“ skrzydłu. Reyman I pierwsze i ostatnie minuty miał b. dobre i gdyby nie przesadna powolność, efekt jego gry byłby dużo korzystniejszy.

Polonia miała swój najlepszy występ tegoroczny w Krakowie.

Ostra, chwilami brutalna gra pewnych zawodników psuła jakość gry i wrażenia. To co Warszawiacy pokazali, mówi, że są w tej drużynie wartości, które nie zasługują na degradację. A przecież to grali ci sami zawodnicy, którzy wielokrotnie przedtem nie umieli zdobyć się na ułamek niedzielnego wysiłku woli i umiejętności.

Cała drużyna walczyła z największem poświęceniem. Zdenerwowanie osłabiało chwilami jakość gry, która w polu o niebo przerastała to, co produkowano w pobliżu bramki. Jedyny Szczepaniak, strzelający ze skrzydła i środka, w biegu i z wolnych nie mógł sam zmusić Koźmina do kapitulacji. Szczepaniak był godnym przeciwnikiem bramkarza Wisły.

Suchocki bardzo pracowity, mądry, utykał na Kotlarczyku II. Pazurek i Malik, objęli rolę przebojowców, Szczególnie waga Pazurka dawała się we znaki Wiśle. Obaj nie posiadają dość sprytu i szybkości, by wykorzystać wiele dobrych sytuacyj. Trochę lepszym pod tym względem był Ogrodziński. Gra pomocy nie dawała nic swemu atakowi. Seichter i Ałaszewski pozbywają się piłki mało celowo. Odrowąż, mimo braku rutyny miał dobre momenty.

Bułanow był obok Szczepaniaka najlepszym graczem Polonii. Jelski zyskał tylko na bezwzględności. Bramkarz Laskowski zdradzał każdym ruchem zdenerwowanie.

Skład drużyn i przebieg gry:

Wisła: Koźmin, Kotlarczyk II, Szumilas. Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek, Adamek, Artur, Reyman I, Reyman II, Balcer.

Polonia: Laskowski, Jelski, Bułanow, Seichter, Ałaszewski, Odrowąż, Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki.

Z rozpoczęciem gry dostaje się zaraz Wisła ku bramce Polonii, gdzie Laskowski wybiega. Kontratak kończy się „spalonym“ Szczepaniaka, którego potem trzy razy naśladuje Adamek. Wisła zdecydowanie dąży do uzyskania bramki, co udaje się jej w 5 minucie po kornerze, gdy Reyman głową strzelił a Balcer poprawił dobijając tą piłkę. Od tej chwili rozpoczyna się walka, w której nie darowuje się żadnej możliwości. Za wodnicy obu drużyn prześcigają się w ofiarności.

Wisła popierana wiatrem częściej i niebezpieczniej atakuje. Szczególnie obaj skrzydłowi wielokrotnie uciekają, napotykając w drodze na coraz przykrzejsze przeszkody ze strony przeciwnika.

Balcer często leży. Przewaga Wisły maleje z chwilą wyczerpania skrzydłowych, a wówczas Polonia dochodzi do głosu i daje Koźminowi sposobność wykazania swej klasy. Ałaszewski trafia w słupek, po chwili Szczepaniak strzela rzut wolny, obrońca Wisły niezdecydowanie przepuszcza piłkę pod nogą, lecz Koźmin szczęśliwie broni w ostatnim momencie. Znowu Wisła atakuje i uzyskuje kornery. Wiele sytuacji pozostaje niewyzyskanych na skutek niezdecydowania pod bramką. Po przerwie Polonia jest groźniejszą. Nacisk na bramkę Wisły wzmaga się. Czerwoni tylko na krótkie chwile uwalniają się z niego.

Ciężar pracy spoczywa na Kotlarczyku II i świetnym Koźminie. Przewaga Polonii jest wyraźną, a przecież wypady Wisły są niebezpieczniejsze. W 15 min. „ucieczkę“ Adamka i podanie górą wykorzystuje Reyman, posyłając piłkę w róg bramki. Polonia przechodzi teraz do generalnego ataku.

Jelski i Bułanow zapędzają się na połowę Wisły, strzelając zdaleka. W pewnej chwili wolny rzut Szczepaniaka trafia na słupek, piłka powietrzem leci na drugi słupek i stąd na boisko. Szczęście! Koźmin ma teraz wiele pracy z atakującymi go. Wisła broni się energicznie, ściągając chwilowo łączników. Wysiłki Polonii nie są w stanie przełamać dobrze broniącej się Wisły.

Sędzia p. Wardęszkiewicz miał trudne zadanie wobec ostrej gry. Zdenerwowanie udzieliło się zdaje się i jemu, to też rozstrzygnięcia nie zawsze były właściwe.

J. K.




Na walnym zebraniu Ligi stawała sprawa Czarnych i był spór czy Żurkowski mógł grać w Czarnych po 22.05 czy po 30.05. Miało to znaczenie, gdyż w zależności od rozstrzygnięcia Czarni tracili albo 7 albo 9 pkt. Ostatecznie Walne Zebranie Ligi postanowiło, że Zarząd Główny jeszcze raz rozpatrzy sprawę. Gdyby Polonia przegrała z Wisłą sprawa była by bezprzedmiotowa, gdyż Czarni i tak utrzymali by się w lidze. Tak też się stało. Na walkowerach z Czarnymi punkty zyskiwali: Cracovia, Warszawianka i 22 po 2, ŁKS 1. I te rozstrzygnięcia zadecydowały o tytule mistrzowskim.

RDT nr 49 podsumowanie sezonu. 6 miejsce Wisły. „Sławna swą kondycją fizyczną, bojowością oraz hartem ducha drużyna, w tym roku nagle straciła bardzo dużo ze swych zalet". Przyczyny: fatalny początek sezonu, częste zmiany składu (szczególnie w obronie: grało aż 6 graczy), roszady w ataku (starzy swoje już zrobili, a młodzi jeszcze nie osiągnęli ich poziomu). Starsza generacja "należy już do przeszłości".