1933.04.18 Wisła Kraków – DFC Praga 1:4

Z Historia Wisły

1933.04.18, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 16:00
Wisła Kraków 1:4 (0:3) DFC Praga
widzów: 2-3.000
sędzia: Józef Lustgarten z Krakowa
Bramki



Artur Woźniak 52'

0:1
0:2
0:3
3:1
4:1
14' Brossani
17' Truntschke
33' Truntschke

81' (w) Eberhardt
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin Grafika:kontuzja.png Grafika:Zmiana.PNG (45' Tadeusz Brudny)
Aleksander Pychowski
Ferdynand Pachner
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Józef Adamek Grafika:Zmiana.PNG (45' Aleksander Stefaniuk)
Artur Woźniak
Henryk Reyman
Józef Kotlarczyk Grafika:Zmiana.PNG (45' Jan Reyman)
Antoni Łyko Grafika:Zmiana.PNG (45' Mieczysław Balcer)

trener: brak
DFC Praga
2-3-5
Taussig
Ebhardt
Smoleński
Dr. Schillinger
Ulanow
Osterman
Habelt
Stoh
Truntschke
Wicherek
Brossani

trener:
Maksymilian Koźmin w meczu tym złamał rękę.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl



Spis treści

Relacje prasowe

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1933, nr 16

DFC (Praga)-Wisła 4:1(3:0)

Kraków , 16 kwietnia.

Przeciążony zawodami mistrzowskiemi, jałowy sezon piłkarski Krakowa, okraszony miał być zagranicznym rodzynkiem, na który z utęsknieniem oczekiwano. Tymczasem pogoda zepsuta wszystko, grę i kasę, nie dając nikomu nadmiaru zadowolenia, chyba tylko gościom, zwycięzcom spotkania.

Dobre imię D. F. C. z lat ubiegłych, kiedyto w nim grywali sław ni Merz, Karpiel (Polak), Noll, Graubari, Cimera i inni, utrzymuje się do dziś w niewiele mniejszym stopniu. Na podstawie pokazu niedzielnego trudno byłoby to. sobie wytłumaczyć, taka różnica zachodzi między latami 1914—1933. Natomiast potwierdzili goście opinję drużyny „fair“ grającej, na skutek czego stali się pożądanymi przeciwnikami wszelkich reprezentacyjnych drużyn w zawodach treningowych.

A jednak goście z Pragi jeszcze raz uwydatnili braki naszego piłkarstwa ; wykazali praktycznie wartość zespołowości, udowodnili, że przeciętna drużyna umiejąca operować zespołowo daje bez porównania więcej, niż zbiór wybitnych naw et solistów. Jedynie ta wspólność działania, wzajemne uzupełnianie się zawodników, pozbawione całkowicie egoizmu, postawiła drużynę gości ponad miejscowych i przyniosła im zwycięstwo.

Zespołowa gra DFC nie nosiła wysokiej marki jeśli chodzi o środki techniczne, czy taktyczne n wet. Była to tylko przeciętność, nieobca naszym drużynom. Wszystko co robione było proste bez finezji, ale zato celowe i dokładne, a stosowane konsekwentnie aż do skutku. Wielką pomocą dla gości był mokry teren, na którym czuli się lepiej od Wisły i mniej: od niej męczyli przy swej racjonalnej grze.

Wybitnych jednostek nie dało się u gości zauważyć, ale też nie było u nich jednostek tak słabych, jak w Wiśle. Najwięcej podobać się mógł atak, prostem i pociągnięciami szybko dostający się pod bramkę przeciwnika. Obaj skrzydłowi nie grzeszą szybkością, nadrabiają jednak ten brak dokładnością podań do środka. Bresany umie więcej niż Habelt. W trójce, silny fizycznie Wicherek gra rolę tanka o dobrym strzale. Pozostali Stoi oraz Truntschka tworzą duet kombinacyjny. Wartość gry pomocy DFC ustępuje tej samej linji Wisły z Kotlarczykiem II. Jeżeli w czasie zawodów niedzielnych trafiało się też inaczej, wina tego nie leżała w pomocy, ale w obronie Wisły. Dr. Schillinger i po przerwie Ulanov zdawali się być lepszymi od Ostermanna.

W obronie Smoliński grał lepiej od partnera. Bramkarz Taussig zbyt rzadko i w mało groźnych sytuacjach interweniował.

Wisła zawiodła.

Dotyczy to tak gry zespołu, ja k i wielu jednostek, które nie zdołały przystosować się do. terenu. Szwankowała grubo machina kombinacyjna; ataków grupami było bardzo niewiele. Nie lepiej szczęściło się wysiłkom solowym, zbyt często stosowanym mimo ich nieproduktywności. Znany u niektórych zawodników brak koniecznej szybkości, a przedewszystkiem startu, pozbawiał ich prawie zawsze piłki mimo korzystniejszej pozycji. Częściowa wymiana graczy po przerwie na pewien czas uratowała sytuację, zanosiło się nawet na wyrównanie rezultatu po strzeleniu bram ki przez Artura. Niestety przybysze nie wytrwali w zapale do końca.

Dużo winy spada na Koźmina, nie kwapiącego się do interwencji przy pierwszych 3 bram ach. Gdy znów pochopnie wybiegł w pole karne, o mało nie stracił dalszego punktu, a potem doznał kontuzji. Rezerwowy Białko fatalnie przepuścił wolny strzał z połowy boiska i to był jedyny jego grzech.

Pychowski nie mógł podołać zadaniu, choć swój obowiązek spełnił b. dobrze, ale Pachner okazał się partnerem bardzo mało opanowanym pod każdym względem. Jego niezrozumiałe wycieczki sprawiały najwięcej kłopotu defensywie Wisły. Linja pomocy Jezierski—Kotlarczycy jest stanowczo. najodpowiedniejszą. Nie można odmówić Bajorkowi. zalet, ale trudno nie zauważyć, że obecność młodszego Kotlarczyka w pomocy lepiej wiąże całość tej linji, jak również wpływa na jakość gry brata, który właśnie po przerwie okazał się doskonałym. Jezierski, jak dotąd dorównywa braciom tylko w defensywie.

A tak Wisły był terenem prób , które nie udały się. Grający w nim przez cały czas Reyman I tym razem nad tą linją nie panował, co przypisać trzeba mokremu boisku, na którem czuł się wyraźnie źle. Z czterech skrzydłowych żaden nie był bez poważniejszych błędów. Łyko i Adamek w pierwszej połowie zapędzali się z piłką w sytuacje, z których oddanie piłki do środka było prawie niemożliwe. Stefaniuk był lepszym od Adamka, jak długo starczyło mu sił. Balcer mógł być groźniejszym , gdyby sąsiedzi lepiej grali. Dwa dobre podania tychże pozwoliły Balcerowi uciec i stworzyć pozycje. J a ko solista, nie miał powodzenia. Na łączniku do pauzy grający Kotlarczyk II marnował się. Zmienił go Reyman II ze słabym skutkiem . Artur był jedynym napastnikiem , posiadającym szybkość, celowość i zapał.

Skład drużyn i przebieg gry .

D. F. C.: Taussig, Ebhardt, Smoliński, dr. Schillinger, Ulanov, Ostermann, Habelt, Stoi, Truntschka, Wicherek i Bresany. Wisła: Koźmin, Pychowski, Pachner, Jezierski, Kotlarczyk I. Bajorek (Kotlarczyk II), Adamek (Stefaniuk), Artur, Reyman I, Kotlarczyk II (Reyman II), Łyko (Balcer).

Dość mocny wiatr i deszcz jest sprzymierzeńcem Wisły. I). F. C. broni się miękko przed atakami miejscowych, pozbawionemi zresztą dawnej energji. Śliska piłka stawia trudności w jej opanowaniu, a dotyka to więcej graczy Wisły. Po kilku minutach gra nabiera życia, gdy Wisła inicjuje kilka szerokich ataków. Wady gry podbramkowej ujawniają się niestety w tych momentach. W najmniej spodziewanym momencie Pachner ułatwia „ucieczkę“ skrzydłowemu, pada podanie do środka, gracze D. F. C. przepuszczają je pod nogami celowo ku Bresanyem u i ten bez trudu lokuje piłkę w siatce zdezorientowanego Koźmina. Goście teraz są spokojniejsi, przerzucają się całkowicie do ofenzywy, prowadzonej krótkiem i podaniami w trójkącie środkowym. Ten system okazuje się skutecznym, bo w 17 min. przynosi im drugi punkt uzyskany przez środkowego. I teraz Koźmin nie odznacza się. Ten stan rzeczy nie zmienia się nadal. Wisła gra mało celowo, posługując się górnemi podaniami, prawie zawsze wyłapywanem i przez przeciwnika. Gdy się uda jakiś atak, brak mu wykończenia. Jeszcze raz w okresie przewagi Wisły ucieka z kiepskiej opieki Pachnera Habelti daje środkowemu sposobność podwyższenia wyniku w 33 min. Wisła zrywa się, Artur i Kotlarczyk w pojedynkę usiłują sforsować tyły przeciwnika, nie udaje się im to.

Z czterema nowymi zawodnikami po pauzie przystąpiła Wisła odrazu do ofensywy. Nie wszystko idzie w niej składnie, ale już sam wysiłek znaczy dużo i w rezultacie przewagi strzela Artur pierwszy punkt w 7 min. W zmagający się deszcz i wiatr, znaczne ściemnienie się, nie przeszkadza Wiśle w dalszej ofensywę, która zdaje się wróżyć gruntowną zmianę wyniku wobec słabej gry gości. Tymczasem sytuacja powoli w raca do poprzedniej i goście znowu zagrażają, ale już mniej groźnie. Nieciekawa gra w tym okresie zmienia wynik w 36 min., gdy rezerwowy bramkarz Wisły puszcza piłkę do siatki z dalekiego rzutu wolnego. Dalsza gra to tylko sporadyczne usiłowania obu stron, z których D. F. C. zadowolony z wyniku, gra na czas. Widzów 3.01X1. Sędzia p. dr Lustgarten.

J. K



„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1933, nr 87 (28 III)

D.F.C. rozegra dwa spotkania w Krakowie.

Cracovia i Wisła przeciwnikami drużyny praskiej w Święta Wielkanocne.

Kraków, 27 marca.

W obydwa dni świąt Wielkanocnych gościć będzie w Krakowie słynna drużyna pra ska D. P. C. Drużyna ta rozgrywała już w ciągu ubiegłych lat szereg zawodów z naszem i najsilniejszymi zespołami i zawsze wychodziła zwycięsko. Jest to drużyna o niezwykle wysokiej klasie, w której gra szereg znakomitych graczy, a wyniki jej zwycięskie, m. in. ze Slavią, Spartą, Victorią Żiźkov, oraz wieloma zawodowemi zespołami wiedeńskiemi stawiają ją w rzędzie pierwszorzędnych klubów europejskich. Nic dziwnego, że drużynę te stale zapraszają najpoważniejsze kluby Europy i gościła też ona poza Polską w całej środkowej Europie, na półwyspie Pirenejskim, we Francji, Holandji, Szwajcarji, Szwecji i Norwegji. Po długich dopiero pertraktacjach udało się też definitywnie ściągnąć D. F. C. do Krakowa,

Obok marki niepokonanej drużyny w Polsce i wspomnianych już wyżej sukcesów, D. F. C. może się poszczycić takiemi wynikami, jak zwycięstwa nad F. C. Barcelona, F. C. Milano, Herthą berlińską i t. d.

Niewątpliwie przeto występy D. F. C. w Krakowie będą największą sensacją sportową sezonu wiosennego i ściągną na boiska Cracovii i Wisły tłumy zwolenników piłkarstwa.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1933, nr 103 (13 IV)

Piłkarze D. F. C. Praga w Krakowie.

Świat piłkarski Krakowa czeka niemała sensacja. Oto na święta Wielkanocne przybywa do Krakowa słynna drużyna praska DFC, wielokrotny mistrz niemieckich klubów Czechosłowacji i jedna s najsilniejszych drużyn czeskich. O poziomie tej drużyny świadczy najwymowniej fakt, iż w spotkaniu towarzyskiem rozegranym w ub. tygodniu w Pradze, DFC uzyskał z reprezentacją zawodową Czechosłowacji wynik 1:1, podczas, gdy reprezentacja ta w ub. niedziele pokonała znakomitą drużynę austriacką 2:1,

W Krakowie DFC grać będzie w pierwszy dzień świąt z Wisłą o godz. 16 na boisku Wisły. Drużyna „Czerwonych’’ przygotowuje się pilnie do tych zawodów, a ostatnio okazana forma na meczu z Ruchem pozwala mniemać, iż Wisła nie zawiedzie pokładanych w niej nadziei, zwłaszcza, że wystąpi w najsilniejszym swym składzie.

W poniedziałek DFC zmierzy się z mistrzem Ligi KS Cracovią o godz. 16-tej na boisku KS Cracovia. W obydwa dni bilety wstępów bardzo niskie, gdyż kluby krakowskie chcą umożliwić ogółowi publiczności krakowskiej oglądanie tych atrakcyjnych zawodów.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1933, nr 106 (16 IV)

Dwa czołowe kluby krakowskie po raz trzeci przy gotowały imprezę międzynarodową, która przyćmi wszystkie, dotychczas wspólnie urządzane zawody. — Przeciwnikiem bowiem zespołów krakowskich będzie słynny DFC. z Pragi, który ma opinje jednej z najsilniejszych drużyn kontynentu, a zarazem i niezwyciężonej drużyny w Polsce.

Wszystkie bowiem mecze, jakie rozegrał dotąd D. F. C. w naszym kraju, kończyły się stale jego triumfem. Dość wspomnieć iż w r. 1924 pokonał dwukrotnie Cracovią 4:0 i 3:2, w r. 1925 zwyciężył Pogoń w jej okresie największej sławy 2:1 i 2:1, w r. 1926 uporał się gładko z ŁKS-em 3:1 i równorzędną mu drużyną Turystów 10:0 (!), a ostatni raz gościł u nas na Śląsku, gdzie zwyciężył słynny wówczas IFC 4:2. Ozy uda się tym razem choć jednej z drużyn krakowskich pokonać ten świetny zespół i zmusić go do kapitulacji.odpowiedź znajdzie cała sportowa Polska w niedzielę i poniedziałek na boiskach Wisły i Cracovii. Charakterystycznem jest, iż z drużyny DFC. walczącej ostatni raz w Krakowie pozostał tylko jeden jedyny gracz, a jest nim Anglik jimmy Ottavay, znakomity obrońca i trener zarazem klubu. Obok tego świetnego gracza, który wpoił w swój zespół piękną przyziemną stylową grę, wysoką technikę, mamy tam do zanotowania nazwiska, które były ozdobą niejednego teamu państwowego Czechosłowacji, a nawet Austrji, dość wspomnieć Kannhausera, dra Schilllngera, Mahrera, Patka i w. in.

Na zakończenie przypominamy, iż mecz DFC—Wisła odbędzie się w niedzielę o godz. 4.30 popoł. na boisku Wisły, poprzedzi o godz. 3-ciej mecz Wisła I. B.—ZFG. Mecz Cracovia—DFC odbędzie się w poniedziałek o godz. 4.30 popoł. na boisku Cracovii, poprzedzi mecz drużyn młodszych. Celem uniknięcia natłoku przy kasach radzimy zaopatrzyć się w bilety w przedsprzedaży, gdzie jeszcze można nabyć pozo stałe bilety po zniżonych cenach.



„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1933, nr 107 (17 IV)


Kraków, 18 kwietnia.

Mistrz piłkarski czeskich Niemców, praski DFC ma szczęście do Polski. Choć dziś nie odgrywa tej doniosłej roli, co dawniej, to jednak z Polski udaje się mu wyjechać znowu niepokonanym. Gra jego stylowa rzucała się wprost w oczy swem zrozumieniem zadania każdego gracza w swym zespole. Jedenastka gości tworzyła jednolitą całość, czego niestety nie możemy jeszcze powiedzieć o naszej żadnej drużynie ligowej. Aby ten cel osiągnąć, winno piłkarstwo wytężyć całe swe siły, temu zadaniu powinna być też podporządkowana praca w klubach.

Poniżej dajemy opis przebiegu krakowskich zawodów.

DFC-Wisła 4:1 (3:0).

Po ostatnich zwycięstwach Wisły, mimo przenikliwego zimna i ulewnego deszczu zjawiło się około 3.000 widzów, którzy oczekiwali pięknej emocjonującej gry. Rozczarowali się oni jednak, a dzień niedzielny był dla Wisły prawdziwie feralnym, gdyż oprócz marnej pogody, a więc i słabej klasy oraz złej gry,' poniosła na dotkliwą, niezasłużoną, z winy bramkarzy wysoką porażkę. Do świąt Wielkanocnych nie mają wogóle nasze drużyny szczęścia w spotkaniach międzynarodowych i rzadko kiedy w tych dniach byliśmy świadkami czyto dobrej gry, czyto zaszczytnych wyników. Przechodząc do drużyny DFC. zaznaczyć warto, iż drużyna ta nie wykazałaby mniej wysokiej klasy a Wisła w normalnej formie mogłaby łatwo zwycięski stawić opór tej klasy przeciwnikowi. Dowodem te go jest choćby druga połowa meczu, gdzie DFC raczej się bronił, a wynik swój (je dyną bramkę) zawdzięcza tylko wielkiemu błędowi młodego bramkarza Wisły. Nie było w tym zespole gości specjalnie wybitnych indywidualności, całość dość zgrana, silna fizycznie może być groźna dla najlepszych naszych drużyn, o ile grają słabo. Przebieg gry nie należał do interesujących, gdyż z jednej strony warunki atmosferyczne — prażący w oczy graczom deszcz, zim no, wiatr — a z drugiej i terenowe — śliskość, miejscami błoto — nie sprzyjały absolutnie normalnemu prowadzeniu zawodów.

Drużyny wystąpiły do meczu w nast. składach: DFC. — Taussig, Ebhard, Smoliński, dr Schillinger, Ulanov, Ostermann, Habelt, Stoi, Truntschka, Wicherek i Bresa. — Wisła: Koźmin (Białko), Pychowski, Pachner, Jezierski, Kotlarczyk I., Bajorek Kotlarczyk II, Adamek (Stefaniuk), Artur, Reyman I, Kotlarczyk II (Reyman II), Łyko (Balcer).

Do przerwy Wisła gra z wiatrem, ale mimo to nic się nie klei ani w jej linji napadu, jak i w tyłach. Skład napadu w I części meczu nie udał się, gdyż nie umiał nawiązać z sobą kontaktu, nie mówiąc dopiero o kombinacji. Z drugiej strony i tyły grały niżej swej dotychczasowej formy. Wykorzystuje to DFC, który łatwo bez wszelkiego trudu zdobywa trzy bramki, w tem dwie nie bez winy Koźmina, który do idą celnie raz obok niego piłki nie wyciągnął nawet ręki. Pierwsza bramka pada w 15 min. ze strzału Habelta, do którego bez przeszkody graczy Wisły dochodzi piłka z prawego skrzydła. W 4 minuty później Truntschka bez trudu przejeżdża przez tyły Wisły i oddaje strzał górny, który Koźmin przepuszcza. Trzeci goal zaś zdobywa znowu Truntschka z dobrej centry prawo skrzydłowego, nieobstawionego zupełnie przez tyły Wisły.

Po przerwie gra jest początkowo znacz nie lepsza ze strony Wisły, która już w 5 min. strzela przez Artura swoją bramkę po: dobrem podaniu przez Reymana. Od tej pory DFC ogranicza się już do obrony a obrońcy jego nierzadko uciekają się do wykopów w aut. Z drugiej strony deszcz prażący w oczy napastnikom Wisły utrudnia im jakiekolwiek celowe podania. Zanosi się na utrzymanie wyniku, gdy wtem w 38 min. rezerwowy bramkarz Wisły, nieorjentujący się w silniejszem odbiciu się piłki na mokrym terenie, przepuszcza obok siebie do siatki piłkę, bitą przez obrońcę DFC (Smolińskiego) z rzutu wolnego z odległości pięćdziesięciu metrów. Niedługo też kończą się te mało interesujące zawody. Sędziował dobrze dr. Lustgarten.

DFC—Cracovia 3:1 (0:0).


Przegląd Sportowy, numer 31, strona 1 lub 4:

środa 19 kwietnia 1933

Piłkarze F.C. Praha niepokonani w Polsce
Nie umiemy wyzyskać swych walorów...


DFC - Wisła 4:1 (3:0)

Po długim okresie "strawy" ligowej przyszła znów na Kraków "inwazja" z zagranicy. Świąteczny przeciwnik drużyn krakowskich przywiózł ze sobą remis z zawodową reprezentacją Czechosłowacji - wynik - który "usprawiedliwia" w zupełności kilkutysięczną publiczność na boisku, pomimo niepogody, wichru i deszczu.

Po dziewięćdziesięciu minutach obserwacji meczu, doszliśmy do wniosków, jakie snuto u nas jeszcze przed laty, podczas gościny piłkarzy zagranicznych: nie umiemy wyzyskiwać naszych walorów, to decyduje w pierwszym rzędzie o wynikach z obcemi drużynami.

DFC był coprawda zespołem istotnie pierwszorzędnym. Gracze silni fizycznie, o świetnym starcie do piłki, nie bawią się w żadne hyperkombinacje, piłka wędruje od nogi do nogi - a zawsze w kierunku bramki przeciwnika - i zawsze trafia na "swój" but. W sytuacjach podbramkowych nie ma jakiś finezyjnych sztuczek czy dribblingu, z każdej pozycji następuje ostry i przeważnie celny strzał. Pozatem trochę tricków, które znajdują się w repertuarze każdego "szanującego" się zespołu i na tem koniec. Jednem słowem dobry, solidny zespół zagraniczny, który może liczyć na powodzenie na "rynku" piłkarskim.

Ależ taką drużyną nie powinniśmy przegrywać w tak zdecydowanym stosunku. I nie ulega wątpliwości, że gdyby goście natrafili w meczu tym na normalnie grający zespół Wisły, byłoby inaczej to wszystko wyglądało. Być może jednak, że wydobyliby wtedy jakieś ukryte jeszcze arkany sztuki futbolowej i zadokumentowali swą wyższość.

Wisła nie stanowiła przeciwnika który mógł im zagrażać. Nie grała nawet tak, jak podczas pierwszych swych meczów w tym roku. W pierwszych minutach, gdy goście się jeszcze nie rozegrali, wyglądało to jako tako. Później przyszły trzy bramki, widoczne załamanie się, którego nie potrafiło nawet przemóc zmienienie czterech graczy po przerwie.

Czerwonym zabrakło najważniejszej formacji: bramkarza i ataku. Koźmin mógł obronić dwie bramki, napad nie był jednak w stanie strzelić ani jednej. Zadowolili obrońcy, dobra była pomoc. W ataku Reyman I starał się pchać naprzód całą linie, nie znajdował jednak zrozumienia ani u Kotlarczyka II, który, doskonały w pomocy, nie jest jednak napastnikiem, ani u Artura, który do słabej jeszcze gry dorzucił niepotrzebną manię wózkowania. Z pomiędzy czterech skrzydłowych jedynie Adamek umiał przeprowadzić kilka groźnych wypadów, ale na tem się kończyło, nie umiał swych wysiłków zrealizować.

Drużyny wystąpiły w składach:

DFC: Taussig; Ebhardt, Smoleński; Dr. Schillinger, Ulanow, Osterman; Habelt, Stoh, Truntschke, Wicherek, Brossani.

Wisła: Koźmin; Pychowski, Pachner; Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek; Adamek, Artur, Reyman I, Kotlarczyk II, Łyko

Przebieg meczu

Pierwsze fazy gry nie wskazywały na porażkę gospodarzy. Ataki nie wykazują zbytniej ruchliwości. Powoli goście się rozgrywają, uderzenia ich są coraz bardziej celowe, efektem tego jest pierwsza bramka uzyskana przez Brossani'ego w 14 min. Stan utrzymuje się zaledwie 3 minuty, bo Truntschke po kombinacji ze swym sąsiadem z prawej strony podwyższa wynik. Koźmin nie ruszył się nawet. Następuje znów okres gry równej. Akcje Wisły jednak nie są zupełnie groźne. Ten stan utrzymuje się do 33 minuty, gdy Truntschke, uzyskuje trzeci punkt. Odtąd następuje się załamanie gospodarzy, przeciwnik panuje coraz bardziej na polu.

Po przerwie Koźmina w bramce zastępuje Brudny, w ataku gra na lewem skrzydle Balcer, na lewym łączniku Reyman II, a na prawem skrzydle Stefaniuk. Jest to tylko chwilowy "zastrzyk", który kończy się sukcesem Artura w 7 minucie. Minąwszy ładnie obrońcę, uzyskuje on punkt honorowy. Pomimo wysiłków przeciwnik zdobywa znów okres przewagi, który mija wśród ulewnego deszczu i zapadającego mroku bez ciekawszych momentów. Balcer usiłuje kilkakrotnie wyrwać swe szeregi z apatji, ale niestety - jeszcze rzut wolny z 40 mtr. egzekwowany przez Ebhardta w 36 min. i na tablicy widnieją cyfry 4:1.

Sędzia p. dr. Lustgarten, nienaganny i czujny arbiter, kończy gwizdkiem spotkanie.