1936.05.24 Wisła Kraków - Chelsea Londyn 1:0

Z Historia Wisły

1936.05.24, Mecz towarzyski na 30 lecie Wisły, Kraków, Stadion Wisły, 17:30
Wisła Kraków 1:0 (1:0) Chelsea Londyn
widzów: 10.000
sędzia: Andrzej Rutkowski z Krakowa
Bramki
Antoni Łyko (k) 45' 1:0
Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Władysław Szumilas
Alojzy Sitko
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Mieczysław Jezierski
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Władysław Szewczyk
Grafika:Kontuzja.png Artur Woźniak Grafika:Zmiana.PNG (Kazimierz Sołtysik)
Antoni Łyko

trener: brak
Chelsea Londyn
2-3-5
Victor Robert Woodley
John O'Hare
George Barber
William Mitchell
Allan Craig
Harold Miller grafika:cz.jpg
Dick Spence
James Argue
George Mills
Harry Burgess
William Barraclough

trener: Jack Whitley

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Antoni Łyko strzela zwycięską bramkę dla Wisły, mimo rozpaczliwej obrony bramkarza Woodley'a.
Antoni Łyko strzela zwycięską bramkę dla Wisły, mimo rozpaczliwej obrony bramkarza Woodley'a.
Zwycięska drużyna Wisły.Stoją od lewej: kier. sekcji p.n. dyr. Delekta, Sołtysik, Kopeć, Sitko, Habowski, Szumilas, Józef Kotlarczyk, Jan Kotlarczyk, Artur Woźniak, Szewczyk.Klęczą od lewej: Jezierski, Łyko, Madejski, Koźmin.
Zwycięska drużyna Wisły.
Stoją od lewej: kier. sekcji p.n. dyr. Delekta, Sołtysik, Kopeć, Sitko, Habowski, Szumilas, Józef Kotlarczyk, Jan Kotlarczyk, Artur Woźniak, Szewczyk.
Klęczą od lewej: Jezierski, Łyko, Madejski, Koźmin.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 133 (14 V)

Niebywałe zainteresowanie meczami Chelsei w Krakowie i Warszawie.

Kraków, 13 maja.

Pomimo, iż jeszcze nas dzieli kilkanaście dni od występów słynnej drużyny angielskiej Chelsei w Krakowie, zainteresowanie temi zawodami przewyższa wszystko, co dotąd widzieliśmy w Krakowie. Wszystkie niemal trybuny już zostały rozkupione tak, iż Towarzystwo Sportowe Wisła czuje się zmuszone rozbudować swoją trybunę, a ponadto dostawić setki krzeseł na bieżnię.

Tak samo olbrzymi pokup jest na miejsca stojące, gdyż każdy już się orjentuje, iż niezależnie od ceny biletów, którą oznaczono przy kasie na 3 zł., uchodzi za pewnik, iż wszystkie bilety zostaną wykupione, ponieważ boisko Wisły może pomieścić tylko około 10.000 widzów.

Zjazd z prowincji zapowiada się niezwykle licznie, dyrekcja kolei uruchamia pięć pociągów popularnych na ten dzień do Krakowa, szczególnie z Górnego Śląska, Bielska, Żywca, Oświęcimia, Chrzanowa, Rzeszowa, Tarnowa, Sosnowca, Wadowic itp. Pragnący zakupić bilety, winni uczynić to najwcześniej i zaopatrzyć się w nie w oddziałach „Orbisu” lub biura podróży Cooka, gdyż zachodzi wielkie prawdopodobieństwo, iż biletów wogóle nie dostaną.

Niemniejsze zainteresowanie panuje dookoła meczu w Warszawie, dokąd wybiera się również wielka ilość osób z innych znowu stron Polski. Doskonała forma Chelsei, słynnej z tego, iż nie została do tej pory pokonaną przez żaden zespół kontynentalny i zapowiedź jej managera p. Knightona, iż pragnie pokazać swoją drużynę grającą tak, jak walczy o mistrzostwo w Londynie, sprawiają, iż mecze Anglików w Warszawie i Krakowie są przedmiotem rozmów nietylko sportowców. Na mecz wybiera się bowiem wielka ilość osób, które dotychczas nie widziały wogóle meczu piłki nożnej.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 139 (20 V)

Chelsea Wisła.

Zapowiedź niedzielnego meczu drużyny angielskiej z Wisłą wywołała olbrzymie zainteresowanie, spotęgowane wiadomością, że Chelsea pokonało onegdaj mistrza Szwecji „AIK“ w stosunku 6:0.

Przedsprzedaż biletów po zniżonych cenach trwać będzie tylko do środy włącznie. Od piątku (we czwartek przypada święto) bilety będą sprzedawane tylko po pełnej cenie t. J. o 50 proc. wyższej od normalnych. Ze względu na ewentualność wyprzedania biletów radzimy zaopatrywać się w nie jaknajwcześnie w przedsprzedaży. Początek zawodów w niedzielę o godz. 5.30 popoł. na boisku Wisły,

Pociągi popularne ze Śląska na mecz Wisła-Chelsea.

Katowice, 18 maja (Kl). Niezwykłe zainteresować nie wywołuje również na Śląsku występ słynnej drużyny angielskiej Chelsea w Krakowie z drużyną Wisły. Nie dziwnego, wszak Śląsk to największy w kraju ośrodek piłkarski, gdzie społeczeństwo lubi ten sport i zna się na nim. To też spodziewany jest wyjazd ze śląska wycieczki około 2000 osób na niedziel; do Krakowa.

Celem umożliwienia licznym miłośnikom piłkarstwa na Śląsku oglądania tego meczu, urządza Liga Popierania turystyki łącznie z biurem podróży Or bis w Katowicach specjalne pociągi popularne da Krakowa na niedzielę 2i maja.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 140 (21 V)

Występ angielskich piłkarzy największa atrakcja sezonu.

Jeszcze tylko kilka dni dzieli nas od występu słynnej angielskiej drużyny I Ligi Chelsea z Londynu, a już dziś śmiało można powiedzieć, że mecz niedzielny będzie w historji sportu krakowskiego rekordowym. Zainteresowanie zbliża się do punktu kulminacyjnego, przedsprzedaż biletów po zniżanych cenach kończy się w dniu dzisiejszym, z Górnego Śląska, Bielska, Żywca, Oświęcimia, Rzeszowa i Tarnowa za powiedziany jest przyjazd tysięcy widzów pociągami popularnymi, a tymczasem pra ce komitetu jubileuszowego „Wisły” idą naprzód w całej pełni.

Trybuna środkowa, jak i boczna (prawa) są już ukończone i prezentują się dla sportowca znacznie lepiej i praktyczniej, ani żeli było poprzednio, kiedy potężne filary i słupy nie pozwalały śledzić w całej pełni przebiegu zawodów. Akademja zapowiedziana jest na niedziele godz. 11-tą w Klubie Społecznym (Rynek gł. 25), na którą wstęp jest bezpłatny. Ponadto nakładem Tow. Sport. „Wisła“ ukaże się broszura, omawiająca historję Wisły oraz ważniejsze w jej 30-letniej pracy wydarzenia.

Pisma szwedzkie roją się od artykułów, omawiających wspaniałą grę Chelsei, która wzbudziła podziw dla angielskiego foot ballu w Szwecji. Na meczu Anglików w Sztokholmie była obecną także para królewska. Anglicy przyjeżdżają do Warszawy we czwartek, dnia 21 b. m. o godz. 7.55 rano i zamieszkają w hotelu „Polonia“. Przypominamy, iż początek zawodów Chelsea—Wisła wyznaczone na niedzielę, godz. 5.30 popołudniu na boisku Wisły, a ze względu na spodziewany natłok radzimy zakupić bilety po tańszych cenach w przedsprzedaży.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 142 (23 V)

Chelsea na ustach wszystkich sportowców. Kraków, 22 maja. Nie było dotąd meczu dookoła którego istniałoby większe zainteresowanie, jak dookoła występu Chelsea w Polsce. Aż 25 lat czekać nam przyszło na ponowny przyjazd drużyny angielskiej do kraju. — Właśnie przed 25 laty gościł w Krakowie również u „Wisły” słynny klub szkocki Aberdeen, który pozostawił niezatarte wrażenie wśród ówczesnych widzów. W pamięci starych bywalców meczowych pozostały jeszcze wspomnienia o niedościgłej klasie szkockich piłkarzy, dla których żaden zespół kontynentu nie mógł stanowić odpowiedniego przeciwnika. Oczywiście, iż w łych warunkach oczekują wszyscy ze specjalnem zainteresowaniem nowego zapowiedzianego występu angielskich piłkarzy, który dochodzi do skutku w Innych warunkach, bo już w okresie większego uświadomienia ogółu sportowego. Stąd zainteresowanie meczem niedzielnym przewyższa znacznie tę ciekawość, której świadkami byliśmy w Krakowie przed 25 laty. Odbudowana trybuna „Wisły“ jak i nowowzniesiona trybuna dla miejsc stojących nie będzie według wszelkiego prawdopodobieństwa mogła pomieścić tych tłumów, jakie przybędą nie tylko z Krakowa, ale i całej Polski na powyższy mecz. Ilość biletów będzie musiała ulec ograniczeniu i z tego względu należy w bilety zaopatrzyć się jak najwcześniej, ażeby mieć wejście na miejsce zapewnione. Meczem niedzielnym Chelsea—Wisła kieruje p. Andrzej Rutkowski. Jeszcze jeden dzień przedsprzedaży. Pragnąc umożliwić jak najszerszej publiczności oglądanie tak sensacyjnego meczu, zarząd „Wisły“ postanowił przedłużyć na piątek sprzedaż biletów po tańszych cenach na zawody Chelsea — Wisła na miejsca stojące (częściowo siedzące), które pozostały w małej ilości ze zwrotów z miejsc sprzedaży na prowincji. Potem nastąpi już sprzedaż biletów po normalnych cenach, a więc wstęp 3 zł, miejsce na bieżni 6 zł, trybuna boczna 8 zł, środkowa 10 zł. Bilety po tańszej cenie są zatem dziś w piątek do nabycia tylko w dwu firmach tj. J. Voigt, ul. Florjańska 47, oraz Berger, Plac Szczepański 9.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 143 (24 V)


Kraków, 23 maja.

Podobnie żywy ruch na bilety zapanował i w Krakowie, gdzie wszystkie miejsca przedsprzedaży są dosłownie oblegane przez nabywców. Ze względu na szczupłe rozmiary boiska „Wisły” w porównaniu ze stadjonem warszawskim, należy się spieszyć z zakupem, gdyż może biletów za braknąć. Pozostała ich reszta jest w dalszym ciągu do nabycia, jest przytem i drobna część miejsc siedzących. Cena biletów normalna.

Ze względu na to, że pojawiły się fałszywe bilety, należy we własnym interesie zakupywać je tylko w miejscach sprzedaży, wymienionych na afiszach.

Początek meczu na boisku Wisły o godz. 5.30 popołudniu. Wisła wystąpi w składzie najsilniejszym, wzmocnionym nowemi nabytkami (Szewczyk i Sitko). Główny mecz poprzedzi o godz. 3.45 mecz juniorów Wisły z reprezentacyjną drużyną gimnazjum IX, jako tego, do którego uczęszczali jako uczniowie założyciele dzisiejszej Wisły. Drużyna gimnazjum IX należy do najsilniejszych W Krakowie i liczy wielu dobrych graczy.

Z okazji 30-letniego jubileuszu ukazała się nakładem „Wisły” broszura, która w licznych artykułach omawia historję klubu i przynosi wiele zdjęć do tej pory niereprodukowanych. Broszury są do nabycia w Ośrodku Propagandy LOPP (Pierackiego 1), oraz w F-mie Voigt (Florjańska 47)

Historyczny mecz.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 145 (26 V)

30-lecie krakowskiej „Wisły”


Historyczny mecz.

Kraków, 24 maja. (wd) Dawno Kraków nie miał takiej sensacji, jaką był przyjazd angielskiej drużyny zawodowej Chelsea z Londynu. Obchodząca jubileusz 30-lecia Wisła nie mogła wybrać lepszego przeciwnika dla swej pierwszej drużyny.

Poprzedzeni sławą zwycięstw nad Szwedami, oraz nad reprezentacją Polski w Warszawie, Anglicy przybyli do Krakowa jako zdecydowani faworyci. Liczono sią z wysoka porażką Wisły, tembardziej, ze kontuzjonowany na meczu z Garbarnią Artur nie miał grać, a Kotlarczyk I zmęczony sobotnim meczem z Anglikami i nie rokował tak świetnej gry jak zwykle. Od wczesnych godzin popołudniowych tłumy widzów ciągnęły na boisko Wisły, odrestaurowane po zeszłorocznym huraganie Wisła przewidując tak wielki napływ publiczności, zorganizowała pierwszorzędnie, tak, że każdy z widzów kierowany był natychmiast na swoje miejsce. Mimo olbrzymiej liczby publiczności, obliczanej na 15.000 osób. wszyscy znaleźli swe miejsce na długo przed rozpoczęciem meczu.

Boisko Wisły przybrało odświętny charakter. Nowe trybuny, dwa wielkie maszty, przy których przygotowano flagi polską i angielską, odpowiedni, a niepozbawiony zdenerwowania nastrój widzów, złożyły się na niecodzienną całość, która dowodziła, że impreza, zakrojona na wielką skalę zawsze w Krakowie zostanie dobrze zorganizowana a publiczność zawsze imprezą tą potrafi zrozumieć.

Przed meczem u wejścia na boisko usta wiły się dwie drużyny junjorów, przez których szpaler wbiegli najprzód Anglicy, ubrani w niebieskie koszulki, a następnie Wiślacy, ubrani w czerwone. Drużyna Wisły ustawiła się na kole środkowem i pozdrowiła publiczność, poczem odbyła sią ceremonja powitania gości.

Do Anglików przemówił prezes Wisły dyr. dr Orzelski wręczając kierownikowi ekspedycji płk. Crispowi pamiątkowy proporczyk. Okrzyki obydwu drużyn zakończyły tę część spotkania, a w międzyczasie na masztach załopotały dwie wielkie flagi: angielska i polska.

Jeszcze ceremonia losowania boiska, w której biorą kapitanowie obydwu drużyn, ze strony Wisły Kotlarczyk I, oraz sędzia Rutkowski i wreszcie początek tego pamiętnego meczu. Wisła wystąpiła do tego meczu w składzie: Madejski, Szumilas, Sitko, Jezierski, Kotlarczyk lI, Kotlarczyk I, Łyko, Artur, (Sołtysik), Szewczyk. Kopeć i Habowski. Na trybunie honorowej zasiadło wiele osobistości. M. in. zauważyliśmy wojewodą krakowskiego, p. Gnoińskiego, gen. Łuczyńskiego, dowódcę O. K. V., gen. Bończę Uzdowskiego, prezesa P. Z. P. N., gen. Monda, dowódcę Dywizji Piechoty, płk. Glabisza, prezesa P. K. Ol., wiceprezydenta miasta Krakowa, dr. Radzyńskiego, dyr. Rzadkiewicza, naczelnego redaktora IKC, M. Dąbrowskiego, kier. Okr. Urzędu W. F. z Łodzi, płk. Gabrysia, kier. Okr. Urzędu W. F. z Krakowa, ppłk. Wójcickiego, starostów Pałosza i dr. Wnęka, dr. Czuchajowskiego, dyr. K. Dobije, honorowego prezesa „Wisły“, prof. Dyboskiego, radcą Stankowskiego i w. in.

Spodziewano sią, że początek meczu upłynie pod, znakiem zdenerwowania Wiślaków. Stało sią wręcz odwrotnie,

Wisła zaczyna doskonale i już w pierwszej minucie zapuszcza sią pod bramką Anglików. Wprawdzie Anglicy odpowiadają atakiem i szybko znajdują sią pod bramką Wisły, jednak ten pierwszy zryw zadecydował bodaj o całym charakterze meczu. Gracze Wisły przekonali się, że z Anglikami można także grać jak równi z równymi i że utrzymywanie gry otwartej stanowczo więcej opłaca sią, niż obronna gra defenzywna.

Okres przewagi Anglików utrzymuje sią przez kilkanaście minut, jednak doskonale grająca obrona Wisły nie dopuszcza do wytworzenia groźniejszych sytuacyj. Wielką zasługą ponosi tu

Sitko, który okazał sią pierwszorzędnym nabytkiem dla Wisły. Cała drużyna Krakowian -gra zresztą nietylko z wielką ambicją, ale już w 7 min. Łyko zapuszcza się świetnym przebojem pod bramką Anglików, tak, że obrona wybija piłką na korner. Strzał Łyki z rogu idzie jednak na aut. Znowu Anglicy odpowiadają atakiem i uzyskują korner, ale i tu obrona Wisły wyjaśnia szybko sytuację.

W 10 min. sędzia dyktuje rzut wolny dla Wisły niemal, że z linji pola karnego, ale strzał Sitki wyłapuje pięknie bramkarz. W 10 min. Artur, któremu odnowiła się kontuzja musi zejść z boiska, a zastępuje go Sołtysik. Brak Artura daje sią odczuć na całej akcji napadu, który jest wyraźnie słabszym od doskonale grającej linji pomocy, a zwłaszcza obrony. Gra wyrównuje się i nie widać wcale przewagi Anglików.

W 15 min. uzyskują oni drugi rzut rożny, ale bez efektu. Minutę później Łyko znowu inicjuje przebój, ale na kilkanaście metrów przed bramką przewraca sią przy widocznej „pomocy” obrońcy angielskiego. Zwraca uwagą ustawienie ataku angielskiego, którego środkowy stale jest daleko wysunięty do przodu. Napastnicy angielscy strzelają bardzo szybko i pewnie, ale strzały ich są albo niecelne, albo padają ofiarą obrońców Wisły wzgl. Madejskiego. Anglicy dysponują niewątpliwie lepszą kondycją fizyczną od graczy Wisły. Są przedewszystkiem silniejsi i ciężsi od nich, dysponują wieloma „trickami” technicznymi, ale Wiślacy szybko się orjentują w sztuczkach przeciwników i potrafią je paraliżować.

Wisła znowu ma kilka wypadów, ale Szewczyk nie może równać się w szybkości z obrońcami gości i sytuacje pozostają niewykończone. Strzały Szewczyka, a potem piękny strzał Habowskiego wyłapuje bramkarz. Około 30 min.

Wisła uzyskuje nawet dość wyraźną przewagę i przesiaduje na polu podbramkowem Anglików. W tym okresie gry zostaje kontuzjonowany lewy pomocnik gości, ale gracze Wisły nie ponoszą tu żadnej winy. Na jego miejsce wchodzi odrazu rezerwowy.

Od tego momentu gra zaczyna się zaostrzać, a inicjatorami tego systemu są jednak Anglicy. Sędzia Rutkowski opanowuje szybko sytuacją i szereg rzutów wolnych przeciw Anglikom wpływa zdecydowanie ochładzająco na ich grą. Jeden z rzutów wolnych w 14 m. egzekwuje Sitko ale piłka idzie na aut.

W 32 min. i 36 Kopeć i Szewczyk zapuszczają się pod bramkę, ale znowu sytuacje pozostają niewykorzystane. W 37 min. daleka strzał Sitki bramkarz angielski końcami palców wybija na korner. I ten jednak rzut rożny pozostaje bez efektu. W 43 min. Kopeć przebija sią i strzela — bramkarz pewnie łapie w ręce. W 44 min. Atak Chelsei jest pod bramką Wisły, ale piękny strzał lewego łącznika idzie o metr obok słupka.

W kilkanaście sekund później następuje sensacyjny moment.

Atak Wisły gromadnie przebija sią pod bramkę Anglików i jeden z obrońców gości zatrzymuje piłkę ręką tuż przed bramką. Sędzia Rutkowski dyktuje rzut karny, którego egzekutorem jest Łyko. Wśród wielkiej ciszy, jaka zapanowała w tej chwili na trybunach, Łyko pewnie strzela, tuż o bok bramkarza.

Wisła prowadzi 1:0.

Trybuny trzęsą sią od braw. Speszeni nieco Anglicy powracają na środek, ale w tej chwili gwizdek sędziego przerywa grą. Do pauzy Wisła utrzymuje prowadzenie, a gracze schodzą do szatni oklaskiwani żywo przez publiczność.

Po przerwie.

Po wznowieniu gry Wisła nadal utrzymuje swoją przewagą, a Anglicy zaczyna ją coraz ostrzej stosować swoje brutalne metody. Dochodzi do tego, że w 28 min. jeden z pomocników angielskich protestu je przeciwko orzeczeniu sędziego, zamierza sią na arbitra, a nawet go popycha. Sędzia go oczywiście wyklucza z gry, co staje się powodem do „strajku włoskiego”. Anglicy rozkładają sią na boisku, a ukarany gracz nie chce opuścić boiska.

Dopiero po dłuższych pertraktacjach ukarany gracz zdecydował się opuścić boisko naskutek polecenia kierownika ekspedycji płk. Crispa i wtedy gra może się zacząć.

W dalszym ciągu meczu Wisła ma więcej sposobności do zdobycia bramki niż Anglicy, a nawet Łyko i Szewczyk z odległości 3 m od bramki pudłują fatalnie.

Po owym niesmacznym incydencie Anglicy, grając w dziesiątkę, uspakajają sią nieco, zatrudniają kilka razy Madejskiego, ale wszystko nie jest zbyt groźne. Mimo obustronnych usiłowań sędzia kończy mecz. Wisła schodzi z boiska zwycięsko.

Legenda o fair play Anglików rozwiana.

(jr) No, a więc teraz jesteśmy o jedno złudzenie ubożsi, o jedno doświadczenie bogatsi. Niema cudów, przynajmniej nie w piłkarstwie. „Słynni”, „niezrównani” Anglicy grali jak całkiem zwyczajni śmiertelnicy, grali w dodatku słabo.

To trzeba wreszcie powiedzieć otwarcie: mimo całego uznania dla rzeczywistej klasy Anglików, mimo niewątpliwej wyższości t. zw. kultury piłkarskiej — przestaje my zdecydowanie wierzyć w bajki, opowiadane przez panów managerów i w naiwne rozróżniania między grą Anglików u siebie w domu, a grą na kontynencie.

Przypadkowo nasunęło się nam słowo: kultura. Pojęcie dżentelmena związane jest tak niepodzielnie z Anglją i Anglikami, jest wogóle ta typowe dla tego narodu wyspiarzy, że trudno nawet przetłumaczyć to słowo choćby drogą okrężną przez jakieś długie określania. I oto mieliśmy zobaczyć jedenastu panów, wprawdzie nie w cylindrach, ale w koszulkach sportowych, co w Anglji znaczy niemal to samo. Bo przecież słowo dżentelmen zrodziło się właśnie na boiskach sportowych i można go w Anglji zastąpić doskonale słowem: sportowiec. I okazuje się, że nie warto i nie wolno mówić stale i ciągle: „U nas w Polsce, w naszych warunkach” itd. w znaczeniu lekceważącem. Okazuje się, że — w najgorszym wypadku — nie mamy bynajmniej monopolu na brutalną i ordynarną grę, że słynny brak dyscypliny polskich sportowców to poprostu złoto w porównaniu z tem, co zademonstrowała drużyna Chelsea, właśnie w chwili, która jest sprawdzianem tej dyscypliny sportowej i opanowania nerwowego. Skoro gracz, usunięty z boiska przez sędziego nie chce zejść i otrzymuje w dodatku moralne poparcie całej drużyny, to już to samo jest w sporcie przewinieniem jednem z największych. Jeśli w dodatku gracz ten zamierza się jeszcze na sędziego i pozwala sobie, na tak bezprzykładny „dowcip jak splunięcie, to u nas niema miejsca wśród młodzieży sportowej dla takiego pana wogóle.

Możemy z dumą powiedzieć, ze chociaż wszelkiego rodzaju awantury i wybryki zdarzają się na naszych boiskach, tak jak wszędzie indziej na. świecie, to sportowcy polscy, będąc zagranicą, nie zapominają ni gdy, że reprezentują w danym wypadku nietylko swój własny klub, ale cały kraj. Tyle do wiadomości panu Millerowi osobiście i tym wszystkim płaczkom, którzy stale szermują słowami „zagranicą jest inaczej” lub tym podobnie i pozwalają sobie ze wzruszeniem lekceważącem ramion na porównania między „Wschodem” i „Zachodem”.

Po tej dygresji w stratosferę uczucia wracamy do tego, co się działo na boisku. Spróbujmy na chłodno rozważyć sytuację i lojalnie przyznać gościom to, co się im należy nie tylko z kurtuazji, ale ze względu na rzeczywiste kwalifikacje. Widać, że umieją football na pamięć, że siedzi im to, czego się nauczyli nietylko w nogach, ale poprostu we krwi, w mięśniach, w nogach, wszędzie. Z drugiej strony bez złośliwości stwierdzić trzeba, ze najmniej pozostało im z tych wiadomości w — głowie.

Ich gra jest szablonowa, niemal zupełnie zautomatyzowana i na dłuższy dystans, to znaczy oglądana co tydzień, nawet w warunkach bardziej normalnych, niż niedzielne musiałaby w końcu znużyć.

Prawda — ta gra jest niezwykle bojowa, co ma już swój urok, ale powtarzamy — musiałaby się znudzić dość szybko. Chelsea grała w Krakowie, tak jak i w Warszawie naogół defensywnie, a więc systemem „W”. Tylko, że modyfikacja tego systemu, oglądana w Warszawie, przeszła na drugi dzień jeszcze dalszą deformację. Było to jakieś nierówne, kulawe i koślawe „W“ — zresztą rzeczywiście ciekawe. Stale płynne, ciągle zmieniające się, co chwilę inne. Odnóża tej litery to się wydłużały, to znów wciągały w głąb macierzyste go terenu, punkt szczytowy trójkątu pozo stawał nawet czasami zupełnie samotny. Ściągano do tyłu już nietylko łączników, ale i skrzydła, przyczem jednak wysyłano w razie potrzeby w bój całą piątkę. Słowem zobaczyliśmy rzeczywiście przykładowo przeobrażenie, jaki system ten przeszedł w międzyczasie w Anglji, a nie skostniały pierwowzór, kultywowany z uporem w dalszym ciągu przez jego twórcę Arsenał. I przyznajemy się odrazu — skoro byliśmy przeciwnikami tego systemu, aplikowanego zawzięcie reprezentacji Polski przez trenera Otta, to na jego modyfikację i najnowsze przejrzane i poprawione wydanie godzimy się niemal bez zastrzeżeń.

To więc są plusy. Zbyteczne dodawać jeszcze, że gra głową stała na poziomie, choć bynajmniej nie były to szczyty możliwości, że gdy trzeba było, to pozornie zniechęceni i zmęczeni Anglicy wydobywali nagle skądciś taki zasób sił i taką szybkość, że przy szło się dziwić naprawdę. Szybkość i kondycja — zgoda, ale dawkowane bardzo ostrożnie, byle nie przemęczyć się, byle przypadkiem nie pokazać zadużo.

Tutaj właśnie jest źródło, jak się zdaje, ciągłego nieporozumienia. Kontynent, przyzwyczajony do uczciwych zawodowców, do ludzi, którzy stali się nimi po długich latach amatorstwa i siedzących zwyczaj nie dłużej w swym klubie i mających dla tego klubu umiłowanie i sentyment — spodziewa się tego samego od Anglików, i Oni traktują jednak grę na wyjazdach jako zło konieczne, połączone z miłą wycieczką, jako pańszczyznę i sprawę zawodową. Tak jest zresztą prawdopodobnie nawet w mistrzostwach, tylko tam musi. się wyduszać z siebie maksimum energji i umiejętności, bo tam trzeba tego koniecznie dla punktów dla mistrzostwa i — gaży, czy specjalnej gratyfikacji.

Inna rzecz, że nawet przy tej przypuszczalnej różnicy, niebardzo istotnej dla samego piękna gry i jej wartości abstrakcyjnych, trzeba powiedzieć sobie z ulgą — niema już czasów supremacji angielskiej w footballu — przeszły bezpowrotnie. ten, kto był na meczu Wisły z Chelsea, przyznać musi, że goście nie lekceważyli, sobie przeciwnika, że starali się wy grać za wszelką cenę i wyłazili ze skóry poprostu, pocąc się, jak myszy. Nie udało się im nietylko wygrać, ale nawet wyrównać. Wisła, zdeprymowana z początku. niezwykłemi metodami, przebyła szczęśliwie okres niezdecydowania i niemych skarg na dziejącą się jej krzywdę, przechodząc następnie sama do gry ostrej, męskiej i niemal zdeterminowanej.

Grali ci chłopcy jak straceńcy, jak ludzie, których posłano na zgóry straconą placówkę pod obstrzał brutalnych w swej bezpośredniości metod. Nie potrafili, rzecz jasna wydobyć się spod narzuconego im wpływu i wypośrodkować bardziej odpowiadający im styl i sposób gry, ale system narzucony im przez przeciwnika opanowali -o krótkich chwilach lekcji tak doskonale, że wkońcu powalili Anglików na obie łopatki. W dniu swego jubileuszu osiągnęli gracze Wisły formę, która jest formalnie i faktycznie niemożliwa do utrzymania na dłuższy dystans.

To jest właśnie jeszcze jeden punkt, który dzieli naszych graczy od angielskich. Nasi mogą tak zagrać raz od święta, Anglicy choćby codziennie. To, co nasi chłopcy robili w pocie czoła i z wywieszonemi językami oni potrafili czasami załatwić na prawdę jednem kiwnięciem palca w bucie. Ta ekonomja sił jest oczywiście dość nie widoczna i spostrzega się ją dopiero, po ja kimś czasie. Ponieważ zaś w niedzielnym wypadku Wisła grała conajmniej o klasę lepiej, niż normalnie, a Anglicy nieco gorzej niż w sobotę w Warszawie, złudzenie równowartości obu drużyn potęgowało się jeszcze bardziej. Wszystko, co robili Anglicy obliczone było jedynie i wyłącznie na celowość. Wszystko z jedyną myślą, która przeradzała się niekiedy w idee fixe: dojść do celu jak najprościej, bez bawienia się, bez zbytecznych sztuczek i jak najmniejszym wysiłkiem.

A jednak były chwile, kiedy wytrąceni z równowagi grali zupełnie chaotycznie, na oślep — poprostu źle i niemądrze przytem. Tak, czy owak, nie zapominali jednak nigdy o swych możliwościach fizycznych. Nawet w największem zdenerwowaniu pamiętali jeszcze, że mają łokcie i kolana nie od pa rady. Będą o tem pamiętać niewątpliwie również gracze Wisły...

Uwagi te w niczem nie nadwyrężają rzetelnego sukcesu Wisły, który jest już nawet triumfem.

Anglicy przegrywali już nieraz na kontynencie, ale o klęsce w Polsce nie posądzałby ich nikt na całym świecie W tem leży zasługa Wisły i w tem jej sukces uboczny poza prawdziwie doskonałą grą. Jubilaci wystąpili bez Artura, którego zastąpił młody Szewczyk. Jeśli będzie tak grał zawsze, to można tego nabytku Wiśle pogratulować. Jeszcze więcej pochwał za służył sobie Sitko w obronie, którego debjut w tak poważnem spotkaniu przeszedł wszystkie nadzieje.

Tych dwóch graczy wymięliśmy na samym wstępie, ponieważ poza Belgją po raz pierwszy wystąpili w reprezentacyjnej drużynie Wisły. Reszta nie ustępowała im ani ambicją i zaciętością, ani grą samą, która pozbawiona delikatniejszych składników nie straciła mimo to niczego na wartości, a otrzymała zupełnie nowe, nieznane nam w takiem natężeniu tło bojowości.

Olbrzymi wysiłek, na jaki zdobyła się drużyna.Wisły, zasługuje na to, by me rozdrabniać go i nie kawałkować na poszczególne odcinki indywidualnej oceny graczy. Trzeba wysiłek ten. traktować zbiorowo, jako przejaw ambicji i poświęcenia dla barw klubowych, normalnie nie zawsze znajdujących właściwy wyraz zewnętrzny w obecnem naszem pokoleniu sportowem. Niemniej trzeba, choć w skrócie, przemycić kilka słów o trzech pomocnikach Wisły. Nawet Jezierski, zwyczajnie najsłabszy z tej trójki, podciągnął się tak, że nie poznawało się go i przecierało oczy. Bracia Kotlarczycy stworzyli tandem tak różnorodny i tak wszechstronnie się uzupełniający, że drugiego takiego szukać można by w Polsce nadaremnie. W oparciu o doskonałą dwójkę obrony pozwolić sobie mogli często na myślenie nietylko o przeciwnym, ale i o własnym napadzie.

A jeśli można tak powiedzieć, myśleli w tych wypadkach — konstruktywnie. Stąd tyle możliwości, jakie stały przed atakiem Wisły.

Pomoc była rzeczywiście pomocą, a atak był naprawdę atakiem. Być może, że ktoś powie — mogli strzelić dwie bramki, albo i cztery nawet. No tak, ale w spotkaniu z każdą inną polską drużyną ten atak nie straciłby napewno ani jednej z tych pozycyj, które poszły w niedzielę na marne. A tak grali jak mogli, a mogli nie wszystko. bo starali się o to Anglicy bardzo namacalnie. Pozostaje jeszcze samotnik z bramki Madejski. Wytrzymał do końca i wytrwał bohatersko nie puściwszy ani jednej bramki.

Już to samo wystarczyłoby za tysiąc słów. Bo choć Anglicy poza rudym Arguem nie mogą pochwalić się żadnym strzelcem o specjalnie niesamowitym strzale, to jednak Madejski w bramce nie miał bynajmniej beztroskiego życia i napewno się nie nudził. Sędzia p. Rutkowski nie zapomni tego meczu chyba nigdy. Tu trzeba było pracować tak, jak gracze, przyczem nie wolno było puszczać samopas swych nerwów, co graczom uchodziło często bezkarnie. Pan Rutkowski był spokojny w miarę i w miarę taktowny. Tam jednak, gdzie w grę wchodziły podstawowe zasady dyscypliny sportowej — zrezygnował szybko z przesadnej kurtuazji.


Najcenniejszy wynik polskiego piłkarstwa. Refleksje po wielkim meczu.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 146 (27 V)

Najcenniejszy wynik polskiego piłkarstwa. Refleksje po wielkim meczu.

Kraków, 26 maja.

Sensacyjne zwycięstwo piłkarzy krakowskiej „Wisły” nie przestało być tematem rozmów sportowców nietylko Krakowa, ale i całej Polski — Fakt, iż drużyna angielska, niepokonana do tej pory na kontynencie, musiała właśnie na boisku „Wisły” ugiąć czoła przed dzielnie walczącym zespołem gospodarzy, którego przewaga mogła nawet wyżej cyfrowo się wyrazić, ma tak wielką wymowę, iż wobec niego bledną wszelkie ewent. zastrzeżenia, któreby można na usprawiedliwienie angielskich zawodowców przytaczać, jak np. zmęczenie podróżą i meczem warszawskim. Okazało się przecież, iż odbywający tę samą podróż i grający w sobotę w Warszawie Kotlarczyk II mógł być mimo to jednym z najlepszych graczy na boisku. A przecież w danym wypadku mieliśmy do czynienia z angielskimi profesjonałami, dla których nie jest dziwnem grać dwa mecze pod rząd o mistrzostwo nawet w ciągu 2 dni i to z odbyciem kilkugodzinnej podróży.

Anglicy sami nie mają zresztą nic na swoje usprawiedliwienie. Przygnębieni porażką nie chcą nawet rozmawiać o wczorajszym meczu, nie przypuszczali bowiem, że na taki opór się na tkną. Z graczy „Wisły” wyróżniają przedewszystkiem: Sitkę, Kotlarczyka II, Habowskiego i Madejskiego w bramce. Ich manager Kighton który był sam znakomitym graczem w drużynach zawodowych I. ligi angielskiej, twierdzi, iż podobnego momentu, jakim była na tym meczu w pewnej chwili wspaniała obrona bramki przez Madejskiego, w ciągu całej swej karjery sportowej nie oglądał.

Wynik „Wisły” przyjęty był powszechnie z niedowierzaniem, Redakcję naszą zapytywano zewsząd o potwierdzenie tej wiadomości a największa agencja sportowa niemiecka prosiła parokrotnie o bliższe wyjaśnienia. Jest to w bilansie polskiego piłkarstwa najpiękniejszy, najcenniejszy wynik.

Trzech graczy Wisły typowała opinja publiczna zaraz po meczu na przyszłych reprezentantów Polski i opinja ta została potem zaaprobowana w pełni przez prasę. Są to Madejski, Łyko i Sitko. Madejski przewyższa już dziś Albańskiego nietylko większym spokojem, ale i szybszym refleksem. Poza tem uderza stałość jego formy. Łyko powinien był właściwie grać w reprezentacji już dawno. Na meczu z Chelsea wyszły na jaw wszystkie jego zalety w całej pełni. Bojowość tego gracza poparta jest szybkością i zupełnym brakiem egoizmu. Łyko rezygnował może aż za często z ambicji i możliwości strzelenia bramki na rzecz swych kolegów. Skoro nabędzie jeszcze rutyny w wielkich międzynarodowych spotkaniach, stanowić będzie niewątpliwie podporę ofensywnej piątki reprezentacyjnego napadu polskiego.

Sitko prawdopodobnie poczeka jeszcze trochę na promocję do reprezentacji. Jest jednak jeszcze młody i ma czas. Szumilas nie był w niedzielę gorszy od niego, ale Sitko imponował wszystkim spokojem i zupełną swobodą, z jaką rozwiązywał najcięższe zagadnienia taktyczne.

Zarówno w Warszawie, jak i w Krakowie, brak było płynności akcyj. Sędziowie obu spotkań zostali przez Anglików zmuszeni do częstej interwencji i gwizdek ich hamował co chwilę grę, nie pozwalając na jej rozwinięcie się. — Anglicy skarżyli się na to zgodnie i dziwili się bardzo, że nie pozwala się im grać tak, jak umieją i jak są przyzwyczajeni.

Można na tę sprawę zapatrywać się różnie. — Można ewentualnie nawet zgodzić się na to, że sędziowie traktowali grę ciałem zbyt rygory stycznie — w tym względzie pogodzimy się z Anglikami szybko. Należałoby sobie życzyć nawet, aby nasi gracze wykorzystywali więcej wagę ciała, niż dotychczas i aby gra ich nabrała więcej twardości, ale pokaz „remplowania”, za demonstrowany przez „Chelsea” na ogół odstraszał.

Sędziowie może chwilami gwizdali …rawdę niepotrzebnie, ale trudno było dopuścić do rozpanoszenia się niebezpiecznej gry. A goście grali często właśnie niebezpiecznie.

Rozgłośnia krakowska Polskiego Radja nadała w niedzielę z występu Anglików w Krakowie reportaż z końcowego fragmentu gry. Audycja niedzielna wywołała reakcję naszych Czytelników w postaci kilku listów, bardzo ciekawych. Sportowcy są naogół tak zniechęceni audycjami sportowemi, że po rozlicznych protestach początkowych zrezygnowali z nadziei naprawy dotychczasowego stanu rzeczy. I oto teraz dostajemy listy niemal entuzjastyczne i pełne zadowolenia. „Nareszcie porządny reportaż z meczu piłkarskiego, żywy, dowcipny i ciekawy” — oto mniej więcej kwintesencja tych głosów. — jeden z Czytelników dziwi się, że ten „talent reporterski” tkwił tak długo w ukryciu, zanim odnalazła go rozgłośnia krakowska i kończy życzeniem: „Pro simy częściej”.

Notujemy te głosy z tem żywszem zadowoleniem, że speakerem niedzielnym był nasz kolega redakcyjny.

Bardzo korzystne wrażenie robi nowa trybuna Wisły. Zarówno rozwiązanie architektoniczne, jak i rozmieszczenie miejsc, podyktowane troską o wygodę widza i dążnością do upewnienia mu jak największego pola widzenia spotkały się z uznaniem publiczności. Nowością jest piękna loża reprezentacyjna i loża prasowa, która nie została niestety wykończona na czas. — Dziennikarze miejscowi i zamiejscowi, którzy przybyli do Krakowa bardzo licznie, zostali więc częściowo rozmieszczeni w pobliskich lożach.

Z okazji jubileuszu 30-lecia swego istnienia, Towarzystwo Sportowe „Wisła” otrzymało setki telegramów i pism z życzeniami, m. in. od pp. min. Ulrycha, gen. Narbut-Łuczyńskiego d cy O. K. V., gen. Olszyny-Wilczyńskiego dyrektora PUWF., wicewojewody dr. Małaszyńskiego, prezydenta dr. Kaplickiego, założyciela „Wisły” b. wicemin. Łopuszańskiego, prezesa P. K. 01. płk. dypl. Glabisza prezesa WKS.-ów płk. dypl. Wendy, wiceprezesa Ligi mjr. dypl. Kempskiego, Tadeusza Kuchara, b. prezesów Marjana Orzelskiego i mjr. Szkolnikowskiego, Ligi Pol. Związku Piłki Nożnej, „Sokoła”, Akademickiego Związku Sportowego, Warszawskiego OZPN.-u, Związku Pol. Związków Sportowych i Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Łódzkiego Okr. Kolegjum Sędziów, krakowskiej Rozgłośni Pol. Radja, Związku Pracowników Handlowych i Biurowych w Krakowie, naszych klubów ligowych, Klubu Sportowego Gedania, LKS. Czarni we Lwowie, WKS. Wawel w Krakowie, Grzegórzeckiego Klubu Sportowego, Klubu Sportowego „Sanoczanka“, licznych redakcyj pism oraz wielu starych graczy i zawodników.

Od swego sympatyka Kornela Makuszyńskiego otrzymało T. S. „Wisła” nast. telegram: „O Wisło, niech posuchy nie dotknie Cię klęska, płyń w chwale zawsze dumna i zawsze zwycięska. Kornel Makuszyński”.

Od Szczepka i Tońka nadszedł nast. telegram do „Wisły”: „Na Wasz Lubyleusz amy wygrany meczy za wyjątkiem broń Boże naszy Pogoń, życzy Szczepko Tońko”.

Od prezesa Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich red. dr. Flacha nadeszło do T. S. „Wisła” nasi pismo:

„Stan zdrowia nie pozwala mi niestety na wzięcie osobistego udziału w dzisiejszych uroczystościach jubileuszowych. Muszę się ograniczyć do przesłania „Wiśle” tą drogą życzeń i Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich i moich własnych. Nie życzę „Wiśle” samych tylko sukcesów na boiskach, bo żadnej, nawet najchlubniej działającej organizacji los nie oszczędza na dalszą metę sporadycznych niepowodzeń. Nie na wygranych tylko meczach zresztą i nie na nich przedewszystkiem opiera się najlepsza strona „Wisły“, ile na powszechnem, trzema już dziesiątkami lat utrwalonem przeświadczeniu Krakowa, że., Wisła“ najszlachetniej zawsze pojmuje i realizuje piękną ideę sportu. Ta sportowa „virtus” „Wisły” — a nie wygrane czy przegrane mecze, nie taka czy inna pozycja w tabeli ligowej — sprawiło, że Kraków serdecznie jest do „Wisły” przywiązany, że jesteście Panowie jedną z jego chlub. I niech tak będzie dalej. Bądźcie nadal takimi, jakimi byliście i jesteście a będzie z tem dobrze i Wam i Krakowowi! Tego Wam, Panowie, życzy zrzeszona krakowska brać dziennikarska! —


Komentarze prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 149 (30 V)

Ze zrozumiałem zaciekawieniem przeglądaliśmy po zwycięstwie Wisły prasę zagraniczną. Dzienniki angielskie miały tylko króciótką wzmiankę: Chelsea w e r e defeated 1:0 by Wisła, y es t e r d a y a t C r a c o v, s a y s R e u t e r“.

To wszystko, ale nie spodziewaliśmy się nawet więcej. Anglicy są aż dziecinnie śmieszni w swej naiwnej zarozumiałości i lekceważeniu z jakiem traktują występy kontynentalne swych piłkarzy. — Wystarczy im wynik podany przez agencję Reutera. W tych samych poniedziałkowych numerach prasy angielskiej był również wynik Chelsea—Polska, przyczem podano nawet strzelców obu bramek.

Anglicy są — jak widzimy — wstrzemięźliwi. Gorzej, że w ich ślady poszła r ed a k c j a PA T-a, która nie uważała za wskazane zawiadomić zagranicę o tym — bądźcobądź niezłym — wyniku polskiej drużyny. Tak więc przeszukaliśmy poniedziałkową prasę francuską, niemiecką, włoską, szwajcarską, austriacką, czeską i węgierską i nigdzie nie znaleźliśmy ani śla du, ani jednego słowa O suk cesie Wisły.

Była to niespodzianka tem przykrzejsza, ze we wszystkich tych pismach był naturalnie zwycięski wynik Beogradskiego z Liwerpoolem. Postarała się o to jugosłowiańska agencja telegraficzna Avala i to było właśnie również obowiązkiem PAT-a. Wysłać do kilku miast Europy kilka równobrzmiących depesz nie jest chyba robotą zbyt wytężającą.

PAT jednak jest wy g o d n y. Kto wie, czy wynik meczu z Wisłą dostałaby od PAT-a nawet agencja Reutera. W każdym razie korespondent tej agencji, znając widocznie zwyczaje i przyzwyczajenia PAT-a, wolał już pofatygować się sam z Warszawy do Krakowa.

1 tylko dzięki temu prawdopodobnie zna leźliśmy w pismach angielskich krótką no tatkę, zaczynająca się od słów: „Chelsea were defeated 1:0 by Wisla“.

Nasza urzędowa agencja — bądźcobądź informacyjna — „was defeated“ (została pobita) przez swoje własne niedbalstwo: przegrała z agencją Reutera conajmniej 0:1. Ta porażka, nie martwi nas rzecz jasna, Martwi nas natomiast, to, że znowu, jak ty le razy nie wyzyskano możliwości propagandy, która w dodatku nie kosztu je ani grosza.


Wisła będzie zaproszona na rewanż do Londynu.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 150 (31 V)

Wisła będzie zaproszona na rewanż do Londynu.

Londyn, 29 maja (PAT.) Drużyna angielska Chelsea, która bawiła ostatnio w Polsce, powróciła już do Londynu. W chwili obecnej staje się aktualną sprawa zaproszenia Wisły na rewanż do Londynu. W lutym b. r. menager Chelsea p. Knighton, prowadząc pertraktacje z delegatem Wisły p. Hauptmanem na temat wyjazdu Anglików do Polski, wyraźnie zaznaczył, że jeżeli Wisła okaże się drużyną wysokiej klasy, zaprosi ją na jesień do Anglji. W tym okresie Chelsea od szeregu lat tradycyjnie rozgrywa na swym boisku mecz z jedną z drużyn kontynentalnych. Obecnie po porażce Anglików w Polsce, Wisła automatycznie będzie zaproszoną do Londynu. Sprawa ta zostanie zdecydowaną w najbliższym czasie.

Ewentualny wyjazd drużyny krakowskiej nastąpiłby w listopadzie, przyczem Wisła rozegrałaby pozatem w drodze powrotnej dwa mecze we Francji lub Holandji.

W drodze powrotnej z Polski do Londynu menager Chelsea p. Knighton odbył w Brukseli konferencję z p. Hauptmanem na temat przyjazdu Wisły na mecz rewanżowy do Londynu.


Porażka piłkarzy Chelsea w Krakowie sensacją w Belgji.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 152 (2 VI)

Porażka piłkarzy Chelsea i Krakowie sensacja w Belgji.

Bruksela, w maju.

(Man). Największy dziennik sportowy belgijski „Les Sports” podaje ze sensacyjnym tytułem wiadomość o porażce Chelsea w Krakowie. Wynik ten posiada tem większe znaczenie, że o ile w Wiedniu i Brukseli pokonano reprezentację Anglji, po grze bardzo mało zaciętej i Anglicy nie zdawali się przywiązywać żadnego znaczenia do tych porażek, to w Krakowie Chelsea nie przyjęła jej z lekkiem sercem lecz zaczęła grać bardzo ostro, chcąc za wszelką cenę wyjść ze spotkania zwycięsko. Było to przeciwieństwem do gry Anglików w Wiedniu i Brukseli, gdzie ostro grali natomiast ich przeciwnicy.

Zgodnie zresztą cała prasa angielska podkreśliła, iż drużyny z I. ligi, jak Chelsea, Sunderland i Arsenał grają lepiej od reprezentacji Anglji. Sensacja główna wreszcie porażki Anglików w Krakowie polegała na tem, iż Chelsea nie należy do zespołów, które podróżują tylko dla przyjemności i nie łatwo myśli pogodzić się ona z porażką. Nie ma mowy o porównywaniu jej do drużyn w rodzaju Liverpoolu, który zostaje pokonany w Belgradzie 5:1 i nie przywiązuje do wyniku na kontynencie najmniejszego znaczenia.

Wszystkie wyżej podane argumenty podkreślają w sumie tylko wartość zwycięstwa Wisły i dziennik belgijski, który wszystkie poprzednie wyniki drużyn angielskich uzyskiwane obecnie w Europie, podawał bez komentarzy, poświęca teraz zwycięstwu Wisły krakowskiej obszerne sprawozdanie.

„Les Sports“ pisze, iż Krakowianie zastosowali podobną taktykę, co Belgowie w Brukseli. Obstawili trzech napastników wysuniętych według systemu W do przodu a przy tem nie zapominając o energicznem atakowaniu skrzydłami, rozegrali to spotkanie pierwszorzędnie taktycznie. Anglików pokonano więc tą samą bronią w Wiedniu, Brukseli i ostatnio w Krakowie Wisła tym wynikiem stałą się jeszcze głośniejszą w całej Belgji, gdzie tak często jest zapraszana.

Ze zdziwieniem jednak przeglądaliśmy prasę francuską, holenderską, szwajcarską i wreszcie nawet belgijską, nie znajdując w niej nawet wyniku tego spotkania. „Les Sports” zamieścił wyżej wspomniany artykuły tylko dlatego, iż jednym z jego redaktorów jest Polak, który poprostu o meczu tym dowiedział się z polskiej prasy. Zwycięstwo Wisły nad Chelsea stanowi bezsprzecznie jeden z największych sukcesów naszego piłkarstwa. Powinien on więc być rozpowszechniony przez naszą propagandę, jak każdy inny, uzyskany na jakiemkolwiek polu.

Tymczasem wynik ten nie wydostał się dalej poza Niemcy —i Zachód, z którym od lat próbujemy napróżno nawiązać kontakt, wogóle się o nim nie dowiedział. Z całą pewnością sportowcy francuscy i inni, dowiedziawszy się o porażce Chelsea w Polsce i to zasłużonej, zmieniliby swój obojętny stosunek do naszego piłkarstwa. Specjalnie przecież duże zainteresowanie wywołał w Londynie wyjazd najpopularniejszej tam obok Arsenału drużyny Chelsea. Jeden z najbardziej znanych dziennikach z pośród wszystkich pism wieczorowych „The Star‘‘, do tego stopnia intere sował się meczami Chelsea w Polsce, iż kilka dni temu wiadomość o wyjeździe tem zamieścił na naczelnem miejscu przed wy padkami politycznemi, sensacjami etc. W Londynie każdy dziennik dla reklamy rozlepia zawsze na mieście afisze, w których podaje tytuł najciekawszego swego artykułu lub wiadomości. I otóż „The Star“, pisząc o meczach Chelsea z Ligą i Wisłą, umieściła tytuł tego artykułu na afiszu, nazywając Chelsea — „Chelski“, o czem już donosiliśmy.

Po raz pierwszy sport polski zainteresował do tego stopnia Anglików. Jest to też pierwszy z całą pewnością wypadek, ażeby mecze polsko-angielskie zepchnęły wszystkie inne wiadomości z Anglji i zagranicy na dalsze miejsca. Świadczyło to coprawda najlepiej o popularności Chelsea w. Londynie, a zarazem jednak o smutnym fakcie niewykorzystania tego momentu przez naszą propagandę.

Przegląd Sportowy numer 44/1936 strona 1 i 2:

Wisła wygrywa - Polska przegrywa
Zwycięstwo piłkarzy angielskich w Warszawie 2:0 i porażka w Krakowie 0:1


Reprezentacja Polski - Chelsea 0:2


Opis meczu Wisły

Wisła w jubileuszowym humorze
zwycięża zawodowców londyńskich 1:0


KRAKÓW, 24.5. - Tel. wł. - Wisła - Chelsea 1:0 (1:0). Bramkę dla Wisły strzelił Łyko z karnego. Publiczności 10 tysięcy. Sędzia p. Rutkowski.

Bilet na mecz i okolicznościowa odznaka
Bilet na mecz i okolicznościowa odznaka

Chelsea: Woodley, O'Hare, Barber, Mitchell, Craig, Miller, Spence, Argue, Mills, Burgess, Barraclough.

W górnym rzędzie od lewej: trener J. Whitley, J. O'Hare, J. Bambrick, V. Woodley, T. Law, A. Cheyne i G. Barber. Siedzą od lewej: R. Spence, W. Mithell, W. Barraclough, A. L. Knighton (Secretary - Manager), A. Craig (kapitan drużyny), H. Miller i G. Gibson.
W górnym rzędzie od lewej: trener J. Whitley, J. O'Hare, J. Bambrick, V. Woodley, T. Law, A. Cheyne i G. Barber. Siedzą od lewej: R. Spence, W. Mithell, W. Barraclough, A. L. Knighton (Secretary - Manager), A. Craig (kapitan drużyny), H. Miller i G. Gibson.

Wisła: Madejski, Szumilas, Sitko, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Jezierski, Habowski, Kopeć, Szewczyk, Sołtysik, Łyko.

Dumni synowie Albionu zawiedli pod każdym względem!

Nie dali nam tego o czem marzyliśmy, idąc wśród gęstych szpalerów taksówek w stronę boiska. Przepychając się między wielobarwnym tłumem, myśleliśmy o pięknej grze angielskiej, o czekającym nas pokazie ojców piłkarstwa. Siedząc na trybunie, czekaliśmy na ten pokaz. Wraz z nami czekało jeszcze 10.000. I... nie doczekało się.

Mijała minuta za minutą, zegar posuwał się wolno, a na trybunach rzedły miny.
-Ta, oni beznadziejnie grają, ta Pogoń nalałaby ich fest - zawodził obok jakiś lwowianin.

Anglicy, ustawieni w literę "W", próbowali najpierw ostrych przebojów. Długonogi Mills raz po razie wyrzucał piłkę na skrzydła, forsując Spenca, ale bez efektu. Całość ofensywy nie kleiła się. Jedynie rudowłosy Argue ciągnął naprzód piątkę napastników, strzelając najczęściej i będąc najgroźniejszym z całej linji.

W pełni jubileuszowego nastroju zagrała Wisła, zdobywając sobie szturmem serca widowni. Nawet nabardziej zagorzali antagoniści "czerwonych" byli dziś przy nich duszą. Tu nie szło już o wynik klubowy.

Oklaski zbierał doskonały Madejski w bramce, zasłużył sobie w pełni na pochwałę Sitko, obrońca wielkiego formatu, jakiego Wisła nie miała już od paru lat. Ci dwa, wespół z Łyką na lewem skrzydle, stanowili rdzeń Wisły, walczącej skutecznie z renomowanym przeciwnikiem, Kotlarczykowie poświęcili się w zupełności akcjom defensywnym. Odbiło się to brakiem piłek w napadzie, ale zastopowało zupełnie atak angielski.

Publiczność jest tak pod wrażeniem renomy gości, że pierwszy przebój Łyki i jego centra wywołują grzmot oklasków. Niemniej radosny jest nastrój, gdy Madejski brawurowo trzyma rzut wolny, bity z bliskiej odległości. Artur schodzi zaraz z boiska, gdyż kontuzja nie pozwala mu na grę. Zastępuje go Sołtysik. Obie strony uzyskują po jednym kornerze. W wykonaniu angielskiem jest on bardziej groźny. Rudowłosy Irlandczyk wali jednak pięścią w piłkę, marnując sytuację.

- Gdy ja chodziłam dawniej na mecze - żali się jakaś pani - to się o wiele lepiej grało.

Pod bramką Wisły zakotłowało się kilkakrotnie. Madejski wyjaśnił jednak sytuację. Wspaniały bieg Łyki zelektryzował znów widownię, ale skończył się poślizgnięciem na polu karnem. Anglicy przestawiają swój atak, gdyż Wisła ujmuje inicjatywę i jest coraz częściej przy głosie.

Habowski strzela ostro w róg, bramkarz angielski jest jednak na miejscu. Publiczność dopinguje gospodarzy, atakujących żywo. Prawy obrońca angielski rozbija sobie kolano i schodzi z boiska, by wrócić dopiero po przerwie. Anglicy podnieceni faulują coraz bardziej. Tracą dwa kornery i bronią się coraz goręcej przed atakami Wisły.

Zbliża się 45 minuta i nadchodzi sensacja. Strzał Artura ląduje na ręce obrońcy angielskiego. Rzut karny. Wśród olbrzymiego napięcia Łyko strzela nieuchronnie. Zrywa się niebywała burza oklasków. Laski i kapelusze fruwają w powietrzu. Za parę sekund przerwa.

Tuż po rozpoczęciu Wisła ma znów szansę. To Łyko, to Sołtysik są sami pod bramką, jednak bez rezultatu. Anglicy coraz częściej faulują, coraz częściej dochodzi do konfliktó. Urozmaica je jasny moment, gdy w 19 minucie Łyko przebija się znów wspaniale. I teraz jednak marnuje swą szansę.

Na boisku jest coraz goręcej. Pomocnik Miller upomniany przez sędziego, pluje w jego stronę. Za niesłychany ten gest zostaje wykluczony z boiska. Anglik nie chce jednak ześć. Rozpoczynają się targi. Na boisku zjawia się meneżer, perswaduje coś graczom i po 5-minutowej przerwie winowajca opuszcza boisko.

Gra toczy się już spokojnie, tylko Szewczyk ma tuż przed końcem wspaniałą szansę, której nie wyzyskuje. Wśród niebywałego entuzjazmu sędzia p. Rutkowski odgwizduje zawody. Arbiter miałbardzo trudne zadanie, z którego wywiązał się jednak zupełnie dobrze.


Opinie pomeczowe

Po meczu krakowskim przeprowadzamy szereg rozmów:

Kpt. Zw. Kałuża: Anglicy byli dziś słabsi, niż w Warszawie, a szczególnie mniej skoordynowani. System ich, to resztki "W". Jeśli chodzi o brutalność, to może, jakkolwiek mniejsza jakościowo niż w Warszawie, ale ilościowo ta sama. Wisła grała dobrze, doskonale przystosowała się do gry Anglików i dlatego przeciwnik był dla niej mniej groźny.

Prezes Wisły, dyr. Orzelski: Jestem z drużyny zadowolony. Grała dobrze, a szczególnie nowe nabytki nie zawiodły, specjalnie Sitko. To samo dotyczy pomocy. Atak ucierpiał na braku Artura. Anglików widziałem pierwszy raz, spodizewałem się jednak, że zagrają lepiej. Zaimponowali grą ciałem oraz głową.

Kierownik sekcji Wisły, p. Delekta: Wszyscy grali tak ambitnie, że gdyby to było w rozgrywkach ligowych to nie przegraliby chyba ani jednego spotkania. Anglicy poza ostrą grą nie pokazali niczego, ale graczom naszym wyjdzie to na dobre. Zobaczą jak winno się grać w piłkę.

Kierownik drużyny angielskiej, p. Knighton: Jestem nadzwyczaj zadowolony z pobytu w Polsce. Gracze polscy są bardzo dobrzy, a między Wisłą i drużyną warszawską nie było wielkiej różnicy. Gdy przyjadę do Anglii będę wszystkim drużynom polecał, aby wyjechały do Polski.

Galeria

Wspomnienia

Jerzy Jurowicz

Chelsea pokonana w Krakowie

Wiosna 1936. – w związku z zakrojonymi na szeroką skalę przygotowaniami piłkarzy polskich do Igrzysk Olimpijskich w Berlinie – przyniosła cały szereg spotkań międzynarodowych. Gościliśmy wówczas w kraju wiele drużyn zagranicznych, między innymi przybył zespół zawodowców pierwszej ligi angielskiej – Chelsea.

Anglicy przyjechali do Polski poprzedzeni sławą rozgromienia nieoficjalnej reprezentacji Holandii 6:0 i wysokimi zwycięstwami w Danii. OO tym, że reprezentowali oni istotnie wysoką klasę opinia publiczna miała możność się przekonać po łatwym zwycięstwie futbolistów angielskich nad polską kadrą olimpijską w Warszawie.

Drugie swe spotkanie w Polsce Chelsea rozegrać miała w Krakowie, gdzie została zaproszona przez Wisłę na uroczystości jubileuszowe tego klubu.

Szczupły stadion krakowski wypełniony był w tym dniu po brzegi.

Zrozumiałe podniecenie widzów, niepokój o wynik (byle tylko nie jakaś „dwucyfrówka” na prezent jubileuszowy), wreszcie chęć jak najszybszego ujrzenia jedenastki gości sprawiły, że bez większego zainteresowanie obserwowano w oczekiwaniu na „wielką grę” przedmecz juniorów.

Broniłem wówczas bramki Wisły w spotkaniu z reprezentacją IX Gimnazjum. Po naszym meczu utworzyliśmy szpaler, przez który witane huraganami braw wkroczyły na boisko drużyny gości i jubilatów.

Gospodarze rozpoczęli grę z kompleksem niższości, niezbyt wierząc we własne siły w zawodach z tak renomowanym przeciwnikiem. Wisła grała jednak z wielkim poświęceniem i ambicją, toteż chociaż mijała minuta za minutą – Anglikom nie udawało się zmusić Madejskiego do kapitulacji.

Piłkarze Chelsea, których atak grał wówczas mało znanym u nas systemem „WM” raz po raz przedzierali się na pole karne gospodarzy. Center napadu, długonogi Mills co chwila dalekimi przerzutami wypuszczał skrzydłowych. Rudowłosy łącznik Argue, najgroźniejszy zresztą zawodnik w linii ataku niezmordowanie usiłował przedrzeć się z piłką przez linię obrony krakowian.

Wszystkie usiłowania gości były jednak daremne. Wisła grająca w jubileuszowym nastroju rozbijała i powstrzymywała akcje przeciwnika, a w miarę upływu czasu ataki gospodarzy zaczęły stawać się coraz groźniejsze. Gra Wiślaków porwała kibiców. Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy „Czerwonych” byli teraz cała duszą za nimi. Tu nie szło już przecież o wynik klubowy.

Gorąco oklaskiwano Madejskiego w bramce za piękne parady, jako obrońca wielkiego formatu prezentował się Sitko, niezawodne były interwencje Kotlarczyków. Zmuszeni do obrony Anglicy, podniecenie napotkanym oporem zaczęli grać już nie twardo, ale wprost brutalnie. Mnożyły się faule i rzuty wolne.

- Wskazówka boiskowego zegara zbliżała się do cyfry 45. Oczekiwano na gwizdek sędziego, sygnalizujący przerwę – i wtedy nieoczekiwanie padło rozstrzygnięcie. W zamieszaniu podbramkowym jeden z obrońców gości dotknął piłkę ręką. Rzut karny!

Do piłki podszedł Łyko i ustawił ją dokładnie na „jedenastce”. Na trybunach widzowie wstrzymywali oddechy, najbardziej przesądni przesłonili oczy. Krótki bieg skrzydłowego Wisły i mimo rozpaczliwej obrony Woodleya – piłka zatrzepotała w siatce. Huragan oklasków był nagrodą za celny strzał. W powietrzu fruwały laski i kapelusze – a za kilka sekund gwizdek sędziego oznajmił pauzę.

Po przerwie mecz stracił na atrakcyjności. Coraz częściej dochodziło do konfliktów. Pomocnik Chelsea – Miller upomniany przez sędziego ostentacyjnie splunął w jego stronę. Za nieobliczany ten gest zostaje wykluczony z boiska – Anglik nie chce jednak zejść i rozpoczynają się targi. Dopiero na skutek perswazji trenera drużyny angielskiej winowajca opuścił teren gry.

Wynik nie uległ już zmianie i tak to Wisła zapisała w swym albumie jeszcze jeden cenny sukces, którego echa odbiły się daleko poza granicami kraju. Bramka, jaką zdobył Łyko, była jedyną, którą Anglicy stracili w czasie ówczesnego tournée po kontynencie, a przegrana w Krakowie jedyną ich porażką.

Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki