1951.11.16 Wisła Kraków - Dinamo Tbilisi 0:3

Z Historia Wisły

1951.11.16, mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły,
Gwardia Kraków 0:3 (0:1) Dynamo Tbilisi
widzów: 40.000
sędzia: Czchaturaszwili
Bramki
0:1
0:2
0:3
Czkuaseli
Wardimiadi
Gogoberidze
Gwardia Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Mieczysław Dudek
Stanisław Flanek
Jan Wapiennik
Mieczysław Szczurek
Józef Mamoń
Zbigniew Kotaba
Mieczysław Gracz
Józef Kohut
Rudolf Patkolo
Zdzisław Mordarski

trener: Michał Matyas
Dynamo Tbilisi
3-2-5
Marganja
Ełoszwili
Sardżwiładze
Paniukow
Dżapszpa
Antadze
Dżodżua
Gagnidze
Wardimiadi Grafika:Zmiana.PNG (Dżawachadze)
Gogoberidze
Czkuaseli

trener: Jakuszyn

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Przyjazd Dynamo Tbilisi

Przegląd Sportowy nr 98/1951 str 1 i 2:

Kolebka polskiej piłki - Kraków wita serdecznie Dynamo Tbilisi

KRAKÓW 14.11 (tel. wł.) Tysiące sportowców Krakowa i liczne rzesze sympatyków sportu przybyły w poniedziałek w nocy na dworzec krakowski aby powitać piłkarzy Dynamo Tbilisi. W odświętnie udekorowanej i przystrojonej portretami Generalissimusa Stalina i Prezydenta RP Bieruta sali recepcyjnej oczekiwali nadejścia pociągu warszawskiego przedstawiciele Partii. WRN. ORZZ. WKKF. oraz delegacje zrzeszeń klubów i kół sportowych wśród których zwracała ogólną uwagę delegacja ZKS Górnik w malowniczych strojach. Przybył również konsul radziecki Nikitin.

Do wysiadających z wagonu piłkarzy Dynamo przemówił w imieniu sportowców Krakowa przewodniczący WKKF. mgr Pirożyński, podnosząc że cały naród polski, a wraz z nim i sportowcy doceniają w pełni olbrzymią wagę pomocy udzielanej przez Zw. Radziecki narodowi polskiemu. Widomym znakiem tej pomocy, a trwałym pomnikiem wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej jest m.in. budujący się kombinat Nowej Huty, w którego pobliżu rozegrają sportowcy radzieccy ostatnie spotkanie na terenie Polski.

Przemówienie przewodniczącego WKKF było wielokrotnie przerywane oklaskami i okrzykami na cześć Zw. Radzieckiego i Generalissimusa Stalina. Odpowiadając na powitanie kierownik ekipy radzieckiej Goglidze stwierdził, iż sportowcy radzieccy pragną za wszech miar przyczynić się do pogłębienia braterskiej przyjaźni między narodami Zw. Radzieckiego, a narodem polskim i wzniósł okrzyk na cześć tej przyjaźni. Oficjalna część powitania zakończona. Następuje wzruszająca scena powitania sportowców radzieckich przez delegacje zrzeszeń. Obsypują one sportowców radzieckich wiązankami czerwonych i biało-czerwonych kwiatów, wiwatując długo i serdecznie na cześć najmilszych gości. Obdarowany potężnym bukietem kwiatów popularny już w całej Polsce piłkarz radziecki Antadze pozdrawia ruchem ręki niedawnego swego przeciwnika ze stadionu wrocławskiego Mieczysława Gracza. Na twarzy obu sportowców maluje się zadowolenie, że już wkrótce staną oni znowu przeciwko sobie w szlachetnej walce na boisku.

We wtorek w południe na stadionie Gwardii podążały takie tłumy jakie rzadko zdoła zwabić mecz ligowy. Magnesem przyciągającym widzów na stadion mistrza ligi był trening jaki tam pod kierownictwem trenera Jakuszina odbyli piłkarze Dynamo. Trening piłkarzy radzieckich dający obraz bardzo starannych przygotowań gości do meczu - obserwowało bardzo dużo młodzieży szkolnej. Młody sportowiec SKS Technikum Jacek Kowalski odszedłby z boiska przekonany, że to nie Marganja lecz Gogoberidze był w czasie treningu ubrany na czarno. Zmyliły go wspaniałe strzały jakie bramkarz radziecki posyłał na bramkę. Kiedy koledzy przywiedli Jacka przed oblicze trenera Giergiela, który wyjaśnił pomyłkę, młody sportowiec kręcąc głową powiedział: -Ależ on strzela jak żaden z naszych ligowych napastników!

Przed wyjazdem na stadion Gwardii udali się sportowcy radzieccy wraz z kierownictwem ekipy pod pomnik Nieznanego Żołnierza i Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich, poległych w czasie wyswobodzenia Krakowa i złożyli tam wieńce i kwiaty. Późnym wieczorem we wtorek piłkarze radzieccy byli na koncercie orkiestry pod kierunkiem Gerta w sali Filharmonii, gdzie publiczność zgotowała na ich cześć spontaniczną i długotrwałą owację. W czwartek i piątek odbędzie się w sali konferencyjnej WKKF narada robocza trenerów i instruktorów z udziałem m.in. trenera Jakuszina.

O zainteresowaniu jakie wzbudził mecz Dynamo-Gwardia świadczy fakt, że organizatorzy byli w stanie pokryć ledwie 1/3 zapotrzebowania na bilety, mimo, że przystosowany specjalnie do tego meczu stadion Gwardii pomieścić mógł około 45 000 widzów. Na mecz w Krakowie przybędą m.in. wyróżnieni przodownicy pracy z kopalni węgla w Jaworznie, Brzeszczach, Tęczynku i Libiążu, wieloosobowa ekipa przodowników pracy z Nowej Huty oraz kopalń soli w Wieliczce i Bochni.

St.H.


Relacja z meczu

Przegląd Sportowy nr 99/1951 str. 1:

Trzecie zwycięstwo Dynamo

Mistrz ligi Gwardia przegrywa 0:3

W ostatnim meczu na terenie Polski tbiliskie Dynamo pokonało mistrza 1 ligi - krakowską Gwardię 3:0. Marzenia wielu tysięcy kibiców, ze właśnie w Krakowie trafi Dynamo na zacięty opór, że tam właśnie dojdzie do równej walki, przekreślili sami gwardziści. Po raz pierwszy w spotkaniach na terenie Polski zetknęło się Dynamo z drużyną, która zagrała właściwie bez ambicji, bez woli zwycięstwa.

Pierwsza bramka załamała Gwardię zupełnie i to świadczy o niej jak najgorzej. Nie pomyślano o nawiązaniu walki, o zniwelowaniu niewątpliwej różnicy w klasie właśnie ambicją., zaciętością i wolą zwycięstwa. Mało kto szedł za straconą piłką, rzadko kto rzucał się w pogoń za niedokładnym podaniem. To właśnie sprawiło, że mecz był nieco wolniejszy niż pozostałe trzy i może być uznany ogólnie biorąc za nieco słabszy od tamtych, choć był widowiskowo niezwykle interesujący, dzięki efektownym kombinacjom gości.

Dynamowcy przeważali wyraźnie przez cały czas spotkania, poza 10 minutami po przerwie, kiedy inicjatywę przejęli gospodarze, nieustannie atakując i poważnie zagrażając bramce gości. Goście przewyższali Gwardię, którą uważamy przecież za najlepiej wyszkoloną technicznie drużynę polską, pod każdym względem. Szybkością jedynie Mamoń dorównywał dynamowcom, a kilkakrotnie był od nich nawet szybszy. Dość powiedzieć, że w czasie jego czterech rajdów pod bramkę Dynamo nie dogonił go nikt. Tak, ale był to jeden Mamoń przeciwko dziesięciu tak szybkim jak on graczom w zespole Dynamo. Opanowanie piłki Jasne, że i Gwardia potrafi przeprowadzać ładne kombinacje, że gwardziści potrafią w zmyślny sposób podawać sobie piłkę, myląc przeciwnika, co z resztą kilka razy zaprezentowali w czasie piątkowego spotkania. Co z tego kiedy w większości wypadków celność podań, stoping a niejednokrotnie zwyczajne prowadzenie piłki były po prostu nieudolne.

Pierwsza połowa spotkania to wysoka przewaga gości. Gwardziści trzymają co prawda dość dzielnie, jeszcze starają się przejmować inicjatywę, ale już widać, że grają bez tej nieustępliwości, jaką widzieliśmy w poprzednich meczach naszych drużyn z piłkarzami radzieckimi, zwłaszcza u CWKS. Przez cały czas pierwszej połowy spotkania Jurowicz miał pełne ręce roboty i puścił jedną bramkę podczas, gdy jego kolega z drużyny radzieckiej - Marganja był nieomal wcale niezatrudniony. Może tylko niezwykle szybkie raidy Mamonia wprowadziły na moment lekkie zamieszanie na tyłach Dynamo.

Po przerwie gwardziści przeprowadzają kilka ładnych wypadów pod bramkę gości, podania są celniejsze, zagrania rozumniejsze, ale wszystko niestety bez efektu bramkowego. Akcje Gwardii są jakby nieśmiałe, niezdecydowane i widać, że za chwilę mogą się zerwać. Dynamo przeciwnie, grało niezwykle pewnie i każde zagranie, każda szybka i efektowna akcja miały już od pierwszego kopnięcia zarodek bramki. W rezultacie przewaga Dynamo w meczu krakowskim była raczej większa, niż w pozostałych. Napad gospodarzy, w naszych warunkach szybki i niebezpieczny, nie tylko nie strzelił ani jednej bramki, ale nie stwarzał nawet istotnie groźnych sytuacji. Usprawiedliwia go może nieco fakt, że obrona gości grała w tym meczu o wiele lepiej niż w trzech pozostałych. Zresztą zwróćmy uwagę, że nawet ta "słabo" grająca obrona okazała się lepsza od naszych najlepszych ataków, jeżeli będąc w trzech spotkaniach najsłabszą formacją swej drużyny, pozwoliła polskim napastnikom na strzelenie tylko jednej bramki.

W zespole Gwardii trudno jest kogoś wyróżniać, gdyż nie było tam wybijających się indywidualności. Jurowicz za puszczone bramki winy nie ponosi. Dwie pierwsze były z najbliższej odległości, trzecia z dalszej, ale strzał był ostry, szybki zaskakujący. Poza tym miał on kilka ładnych interwencji. Z obrońców niewątpliwie lepszy Flanek. Spokojniejszy i pewniejszy. Dudek był nie zawsze zdecydowany. W pomocy Mamoń wyróżnił się swymi czterema szybkimi raidami. Poza tym był dość ruchliwy, przez co ułatwione zadanie miał Flanek. Wapiennik nieco słabszy, Szczurek na poziomie, tylko jak zwykle bez kondycji pod koniec spotkania. W ataku trudno stwierdzić kto był najlepszy. Chyba Mordarski. Gracz był dokładnie kryty przez Antadze i niewiele miał do powiedzenia. Kohut ma na swe usprawiedliwienie niedawno przebytą chorobę i doskonałego przeciwnika. Dżapszpa zastopował już doskonale nie gorszych przecież od Kohuta: Alszera, Aniołę i Breitera, a przecież ta czwórka jest uważana w Polsce za najlepszych środkowych napastników. Patkolo nie wypadł najlepiej, chociaż miał kilka efektownych zagrań. Kotaba nie rozegrał dobrze ani jednej piłki i dziwić się należy, że nie wymieniono go na Olszewskiego.

W drużynie Dynamo najlepszy był niewątpliwie Dżapszpa. Trzymanie szybkiego i nieobliczalnego Kohuta to rzecz nie łatwa, a to zadanie wypełnił Dżapszpa doskonale z cechującym go spokojem. Dobrze zagrali również Gogoberidze, Dżodżua, Paniukow, Ełoszwili i po przerwie Czkuaseli. Lewoskrzydłowy Dynamo, którego pamiętamy z doskonałej gry w Zabrzu do przerwy nie był należycie wykorzystywany. Grano wówczas przeważnie niezwykle szybkim Dżodźuą i stąd Czkuaseli wypadł nieco słabiej. Po przerwie za to zaprezentował się doskonale.

(ptr)


Przegląd Sportowy nr 99/1951 str. 4:

Piłkarze Dynamo kończą swój pobyt w Polsce przekonywającym zwycięstwem w Krakowie

KRAKÓW, 16.11 (tel. wł.). Dynamo (Tbilisi) - Gwardia (Kraków) 3:0 (1:0). Bramki zdobyli: Czkuaseli, Wardimiadi i Gogoberidze. Sędzia Czchaturaszwili. Widzów 40.000.


Dynamo: Marganja, Ełoszwili, Sardżwiładze, Paniukow, Dżapszpa, Antadze, Dżodżua, Gagnidze, Wardimiadi, (Dżawachadze), Gogoberidze, Czkuaseli. Gwardia: Jurowicz, Dudek, Flanek, Wapiennik, Szczurek, Mamoń, Kotaba, Gracz, Kohut, Patkolo, Mordarski.

Jedenastka Dynamo mimo krótkiego pobytu w Polsce dała się poznać nie tylko jako zespół wyszkolonych technicznie i doskonale kondycyjnie postawionych piłkarzy, ale każdy z jej zawodników stał się już popularną i charakterystyczną dla swych zalet postacią. Nic tedy dziwnego, że sportowcom Wielkiego Kraju Rad, którego przyjaźń i pomoc stanowi dla nas warunek spokojnej pracy dla szczęśliwej przyszłości - zgotowano serdeczne i gorące powitanie. Raz po raz zrywały się długo nie milknące oklaski i okrzyki: Stalin - Pokój, kiedy witający piłkarzy radzieckich , ob. Kociołkowski podkreślił, że mieszkańcy Krakowa, miasta ocalonego dzięki kunsztowi strategicznemu Wielkiego Stalina i bohaterstwu żołnierzy Czerwonej Armii, żywią gorące uczucia wdzięczności na narodów Związku Radzieckiego. Nie tylko za wyzwolenie i ocalenie, ale również za nieustanną i tak ogromną pomoc, bez której nie moglibyśmy marzyć nawet o wybudowaniu potężnego kombinatu Nowej Huty. Z równie żywiołowym entuzjazmem przyjmowano serdeczne słowa kierownika ekipy radzieckiej, Goglidze. Po przemówieniach powitalnych, odegraniu hymnów państwowych oraz wymianie pamiątkowych proporczyków między kapitanami drużyn wbiegła na boisko grupa uczennic V szkoły TPD w strojach krakowskich i obdarowała piłkarzy wiązankami kwiatów. Po kilkuminutowej rozgrzewce obu drużyn, sędzia Czchaturaszwili daje sygnał do rozpoczęcia gry.

SUROWY EGZAMIN

Rozpoczął się mecz, w którym Dynamo było surowym egzaminatorem dla mistrza ligi, u którego zauważyliśmy pewien kryzys psychiczny, zwłaszcza po utracie pierwszej bramki. We wszystkich nieomal meczach Gwardii prowadzenie, jakie zdobywał przeciwnik zwykło działać animująco na gwardzistów. Tym razem - mimo nawiązania w polu równorzędnej gry, mimo okresowego goszczenia w obrębie przedpola bramkowego przeciwnika, nie potrafili gospodarze poważnie zagrozić bramce Dynamo i zmusić Marganji do wykazania swej klasy. W ciągu 90 minut tylko 2 razy zaistniało poważniejsze niebezpieczeństwo. Raz - na krótko przed przerwą - kiedy po dobrej centrze Kohuta Mordarski z bliska główkował w górny róg bramki, a drugi raz - po przerwie - kiedy w krótkich odstępach czasu na bramkę Dynamo strzelali kolejno: Mordarski, Szczurek, Kohut i Gracz. Strzał Mordarskiego przeszedł obok bramki, bomba Kohuta tuż nad poprzeczką, strzał Szczurka odbił się o nogę Ełoszwili, a strzał Gracza wylądował w rękach dobrze ustawionego Marganji. Poza tym Marganja zmuszony był jeszcze do interweniowania przy 2 rzutach rożnych, podczas gdy jego vis a vis znalazł się w tej sytuacji aż 12 razy. W tych warunkach gasł szybko entuzjazm jaki towarzyszył krótkotrwałemu szturmowi gwardzistów na bramkę Dynamo w pierwszych chwilach meczu tym bardziej, że w wyniku bezpośrednich pojedynków, które rozgrywały się na boisku stało się jasnem, że dynamowcy są o wiele lepsi technicznie, górują kondycją i rozstrzygają pojedynki w sposób tak przekonywający, iż o jakimś zaskoczeniu nie mogło być mowy.


ZŁA TAKTYKA

Obrońcy Gwardii grali źle taktycznie, zbyt kurczowo trzymając się własnego pola karnego, usiłując przy tym wyręczać Jurowicza w obronie strzałów. Stąd Jurowicz, wyciągający się np. w lewy róg bramki musiał nagle przerzucać się w rozpaczliwym wysiłku w przeciwny róg, gdyż krótko odbitą przez obrońców piłkę tam właśnie posyłał inny z napastników Dynamo. Gracze Gwardii przegrywali również wszystkie pojedynki przy górnych piłkach, ustępując wyraźnie przeciwnikowi nie tyle co wzrostem ile skocznością. Zwycięstwo Dynamo jest wynikiem kolektywnej pracy całego zespołu.

PIERWSZA BRAMKA

Podyktowane przez Gwardię ostre tempo drużyna radziecka nie tylko przyjęła, ale potęgowała je z każdą minutą zwłaszcza do momentu zdobycia pierwszej bramki. Padła ona w 23 min. gry. Paniukow był rzut wolny mniej więcej z połowy boiska, obrońcy Gwardii, wkraczając w akcję na polu karnym zawinili następny rzut wolny. Przewinienie nie było może tak rażące - natomiast bardzo rażąca była niezdarność, z jaką przystąpiono do obrony, tego drugiego rzutu wolnego, bitego z kilku metrów. Dynamowcy stosunkowo łatwo zdobyli prowadzenie, a na listę strzelców wpisał się jako pierwszy Czkuaseli. Po bramce tempo nieco osłabło z tym, że każda wizyta Dynamo w okolicy bramki Gwardii niosła z sobą niebezpieczeństwo utraty dalszej, podczas gdy kontrataki z trudem docierały do linii pola karnego. Przez kilka minut po przerwie wydawało się, że sytuacja ulegnie radykalnej zmianie. Za piątką napastników Gwardii podążał Szczurek zasilając napad, dokładnymi podaniami i sam próbując roli strzelca. Dwa szybkie ataki Dynamo, zakończone strzałami Gogoberidze i Wardimiadi nakazały Szczurkowi zaniechania akcji zaczepnych i czujniejszą troskę w niesieniu pomocy Dudkowi i Flankowi.

JUŻ JEST 2:0

Trzeci, szybki atak Dynamo zainicjowany przez Antadze , przyniósł dalszy rzut rożny. W zamieszaniu podbramkowym piłka powędrowała znów na korner. Dokładne dośrodkowanie Dżodżuy, zbyt krótkie wybicie piłki przez Jurowicza i...2:0. Tym razem strzelał Wardimiadi. Kilka agresywniejszych przebojów Gracza, Kohuta i Mordarskiego wskazuje na to, że Gwardia nie rezygnuje z walki. Lecz równocześnie daje się zauważyć wyczerpanie graczy krakowskich.

TRZECIA BRAMKA

Najcięższe uderzenia w blok defensywy drużyny krakowskiej idą z prawej strony, lecz trzecia bramka pada ze strzału lewego łącznika. Gogoberidze przejmuje prostopadłe podanie Czkuaseli i z bliskiej odległości strzela płasko i ostro obok bezradnego Jurowicza. Była to najpiękniejsza bramka meczu wykazująca przytem dobitnie , w jaki sposób nagłym przerzutem można znaleźć "dziurę" w formacjach przeciwnika. Znów następuje krótkotrwały zryw Gwardii i raid Kohuta wzdłuż linii autowej, zamiana pozycji z Graczem, wystawienie piłki do środka Kotabie, ale benjaminek Gwardii z trudem dochodzi do piłki na wysokości pola karnego i tam przegrywa pojedynek z Sardżwiładze.

W ostatnich pięciu minutach popisuje się jeszcze Jurowicz, obroną 2 groźnych strzałów Gagnidze i Dżawachadze, który przez ostanie minuty grał na miejscu Wardimiadi.

S.Habzda


Komentarze pomeczowe

Przegląd Sportowy nr 99/1951 str. 4:

Co mówią o meczu

TRENER JAKUSZYN: Drużyna Gwardii to dobrze postawiony technicznie zespół. Zarzucić im jednak można by skłonność do wkraczania tzw. "otwarta nogą", czego my unikamy, widząc w takim wkraczaniu źródło bolesnych kontuzji. Najlepszymi w drużynie Gwardii byli Kohut i Mordarski, mający doskonałe zadatki na rasowych przebojowców, jednak nie znajdujący zrozumienia dla takiej gry u swoich partnerów. Napad Gwardii niepotrzebnie zbyt dużo kombinuje.

KAPITAN DRUŻYNY DYNAMO GOGOBERIDZE:

Gwardia to trudny przeciwnik. Gra jednak zbyt jednostronnie i traci wiele czasu na nieproduktywne akcje wszerz. Osobiście najwięcej podobali mi się Flanek, Mamoń i Mordarski. Jurowicz grał bardzo nerwowo.

ANTADZE:

Tym razem Gracz za dużo poświęcił się defensywie i dlatego mało współpracował z partnerami w napadzie. Chciałbym podkreślić, że teren do gry na boisku Gwardii jest znakomity. O wiele lepszy, niż na innych stadionach, na których graliśmy.

DUDEK:

Wydaje mi się, że Dynamo grało z nami jeszcze lepiej, niż we Wrocławiu. Jestem przekonany, że przez mecze z tak doskonałym przeciwnikiem nauczymy się wiele. Imponowało mi "zbieranie" piłki z powietrza przez Dynamowców i ich dokładne dalekie podania do partnerów.

MAMOŃ:

Ten Dżodżua to świetny piłkarz. Kilka razy wydawało mi się, że musi z piłką wyjechać poza linię boiska, jednak nie wyszedł z nią na aut. Doskonale grali również obrońcy Dynamo nie pozwalając naszym napastnikom zbliżyć się do bramki.

MORDARSKI:

Sądzę, że mogliśmy uzyskać lepszy wynik, ale jakoś nic nam się nie kleiło. Musimy solidnie pracować, aby dojść do takiej formy, jaką reprezentuje Dynamo. Moim zdaniem najlepszymi graczami Dynamo byli: Ełoszwili, Paniukow, Gogoberidze i Dżodżua.

(st. h.)

Wspomnienia

Jerzy Jurowicz

Do najciekawszych wydarzeń piłkarskich sezonu należał występ w Krakowie drużyny Dynamo Tbilisi. Wygrali piłkarze radzieccy 3:0. Gra Dynamo, wicemistrza ZSRR, dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Mecz ten długo z pewnością pozostanie w pamięci krakowskich entuzjastów piłki, niewątpliwie najdłużej pamiętać go będzie nasz pomocnik – Wapiennik, któremu właśnie w tym dniu urodził się syn.

Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki


Stefan Kisielewski

„Rok temu grało w Krakowie Dynamo. Na meczu ponad 50000 ludzi dyszących nienawiścią do sowieckiej jedenastki. Wrogość bardziej sportowa niż polityczna, ale zawsze wrogość. Należało tedy przypuszczać, że zgodnie z rozsądkiem piłkarze sowieccy zechcą pozyskać sobie sympatię kibiców, zagrają czysto, uczciwie, fair. Błąd. Rosjanie zagrali z rzadko oglądaną brutalnością, sędzia-Rosjanin – co samo w sobie było nieoczekiwanym nadużyciem – oszukiwał na ich korzyść. Wygrali na siłę, za wszelką cenę i zeszli z boiska ogłuszająco wygwizdani. Dziewięciu ludzi na dziesięciu, w tej liczbie uczciwi, lecz głupi komuniści, powiedzą: propagandowy błąd. Moim zdaniem – nie, a zresztą nie o to chodzi. Propagandowo mecz, jako fakt, ma minimalne znaczenie. Prasa, całkowicie w rękach komunistów, roztrąbi po kraju dokładnie zafałszowany obraz meczu, napisze o przygniatającej przewadze Rosjan i ich dżentelmeńskiej grze, i co im zrobisz? Jak zaprzeczysz? To dla całego społeczeństwa, zaś 50000 krakowiaków otrzymało przy okazji lekcję specjalną. Pokazano im naocznie, że wściekłość wielkich mas ludzkich, sportowa rzetelność i poczucie sportowej sprawiedliwości w ogóle nie korelują, są zupełnie nie a propos w dzisiejszym świecie: Rosjanie muszą wygrać, żeby nawet świat stanął na głowie, no i Rosjanie wygrywają. Taka demonstracja niezłomnej siły komunizmu identyfikuje się z czasem w umysłach ludzkich, wadliwie, lecz faktycznie, z prawidłowością jego zasad i ma daleko donioślejsze znaczenie wychowawcze niż sfałszowana wersja meczu – korzyść doraźna, do załatwienia przez cenzurę. Po kilkudziesięciu latach praktyk dzisiejsze pojęcie sportowej etyki, gry fair, bezstronności sędziowania zanikną, natomiast przekonanie, że Rosjanie muszą zawsze wygrać, pozostanie, utrwali się, umocni, zatriumfuje. To przekonanie wzrośnie w końcu w nas, opory ulegną atrofii, hegemonia Rosjan i komunizmy stanie się prawem natury, nową wyzwoloną świadomością. Wyzwoloną z pojęć, które kilku zdecydowanych na wszystko ludzi uznało za błędne. Przykład z meczem błahy, a do jakich prowadzi konsekwencji…”

Zobacz więcej w osobnym artykule: Wisła w mediach.


Jerzy Mikułowski-Pomorski

HW: Czy jakiś mecz piłki nożnej zapadł Panu profesorowi szczególnie w pamięć?

Jasne! Wisła-Dynamo Tbilisi. Wielki mecz polityczny. Mianowicie Dynamo jeździło po Polsce i grało mecze. Z własnym sędzią. On prowadził mecze, to znaczy gwizdał by było dobrze dla gości. Z zawodników pamiętam zwalistego Antadze i napatnika Gogoberidze. A sędzia mówiono, że się nazywa Golaniewidze. Nasi wiedzieli, że muszą przegrać, ale i robili gości „w dziada”. Ten Antadze biegał od jednego do drugiego naszego zawodnika, ci sobie podawali w trójkąciku. Nie mieli zamiaru strzelać, bo im nie wolno było, a tamci byli tacy spoceni, wściekli.. W końcu sędzia się zdenerwował, gwizdnął, pokazał gdzie ma być wolny.

To było 3:0 niestety. No ale co było robić?

Zobacz więcej w osobnym artykule: Jerzy Mikułowski-Pomorski, wywiad 15.04.2010.