1989.10.14 Wisła Kraków - Widzew Łódź 1:0

Z Historia Wisły

1250 mecz Wisły w I lidze
1989.10.14, I Liga 1989/1990, 11. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 16:00
Wisła Kraków 1:0 (0:0) Widzew Łódź
widzów: 7.000-10.000
sędzia: Marek Kowalczyk z Lublina
Bramki
Dariusz Marzec 63’ 1:0
Wisła Kraków
4-4-2
Grzegorz Maśnik
Grzegorz Lewandowski
Marek Motyka
Dariusz Wójtowicz
Artur Bożek
Zdzisław Janik
Leszek Lipka grafika: Zmiana.PNG (62’ Sławomir Przytuła)
Grafika:Zk.jpg Marcin Jałocha
Krzysztof Szewczyk grafika: Zmiana.PNG (46’ Dariusz Marzec)
Grafika:Zk.jpg Kazimierz Moskal
Tomasz Dziubiński

trener: Bogusław Hajdas
Widzew Łódź
4-4-2
Jerzy Zajda
Kazimierz Przybyś Grafika:zmiana.PNG (46' Sławomir Pawelec)
Marek Podsiadło
Krzysztof Wewiór
Paweł Chodakowski Grafika:Zk.jpg
Mirosław Myśliński
Andrzej Szulc
Kazimeirz Putek
Robert Augustowski Grafika:zmiana.PNG (66' Jarosław Cecherz)
Jarosław Michalewicz Grafika:Zk.jpg
Jacek Bayer

trener: Czesław Fudalej

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

„Dziennik Polski” nr 240 anons, 241, 242 relacja.

Relacje prasowe

Echo Krakowa. 1989, nr 200 (13/15 X) nr 13009

Emocje związane z eliminacyjnym meczem mistrzostw świata Polska —. Anglia już za nami. Wracamy na ligowe boiska, rozgrywki wznawia ekstraklasa. Pod Wawelem wizytę złoży Widzew, ostatni zespół tabeli, mający w dorobku zaledwie jeden punkt. Wisła plasuje się o dwa miejsca wyżej, z. sześcioma punktami na koncie. W tej sytuacji sobotni mecz ma dla obu drużyn olbrzymie znaczenie. Zwycięstwo wiślaków jeszcze bardziej pogrąży łodzian. Wynik odwrotny postawi w trudnym położeniu krakowian. Jest więc o co walczyć.


Echo Krakowa. 1989, nr 201 (16 X) nr 13010

Radość ze zwycięstwa ale poziom żałosny

WISŁA — WIDZEW 1:0 (0:0). Bramkę strzelił Marzec w 62 min. Sędziował fatalnie Marek Kowalczyk z Lublina, żółte kartki — Moskal i Jałocha z Wisły oraz Chodakowski i Michalewicz z Widzewa.

WISŁA — Maśnik — Motyka, Wojtowicz, Lewandowski, Jałocha — Szewczyk (od 46 min. Marzec), Lipka (od 61 min. Przytuła), Moskal, Janik — Bożek, Dziubiński.

Wiślacy pokonali outsidera tabeli — łódzki Widzew. I chwała im za to. Cenne to punkty. Bardzo się przydadzą krakowskiemu zespołowi. Tyle że widowisko było bardzo kiepskiej marki. Zawodnicy prezentowali bowiem grę prymitywną, niski poziom wyszkolenia technicznego. Stąd brakowało jakichś składnych, przemyślanych akcji z nieszablonowymi rozwiązaniami, kończonych celnymi strzałami. Obserwowaliśmy za to niecelne podania i strzały, chaotyczną, bezmyślną kopaninę i ogromną ilość fauli. Piłkarze bowiem atakowali nie piłkę, lecz graczy drużyny przeciwnej. Stąd co chwila ktoś się zwijał na murawie, ogromnie częste były interwencje lekarzy i masażystów, a pan sędzia gwizdał i gwizdał. Czynił to fatalnie, chwilami zupełnie bez sensu, tak jakby nigdy nie grał w futbol, nie wiedział o co w tej grze chodzi. W efekcie gracze się dodatkowo złościli, denerwowali i... kopali po kościach. Arbiter zaś karał ich żółtymi kartkami. Niekiedy w sposób całkowicie zaskakujący. Przed przerwą np. Wewiór faulowa! atakującego go Moskala, odpychał krakowianina rękami, łapał za koszulkę, a żółtą kartkę ujrzał... wiślak! Takich i podobnych potknięć miał p.

Kowalczyk wiele. Ale absolutnie nie wpłynął na poziom meczu czy na jego wynik. Po prostu źle prowadził zawody dwóch bardzo kiepskich zespołów. Chwilami nieodparcie nasuwało się pytanie — jaki jest sens utrzymywania w polskiej I lidze szesnastu drużyn? Widzew przegrał, choć ma w swych szeregach skupionych z całej Polski wielu tzw. „dobrych” piłkarzy. By wspomnieć tylko tych, którzy kiedyś występowali pod Wawelem, jak bramkarz — Zajda, obrońca — Podsiadło, pomocnik — Putek (czwartym „krakowianinem” jest w tej chwili w Widzewie — trener Czesław Fudalej).

Ten zespół mógł śmiało wywieźć z Krakowa dwa punkty.

Ale już w 2 minucie Szulc zmarnował doskonałą okazję strzelenia gola (tak długo składał się do strzału aż Lipka zdołał mu piłkę wybić). W 40 min. Bayer był sam przed bramkarzem Wisły, ale spatałaszył okazję a w drugiej części obrońcy Wisły kilkakrotnie sami sprokurowali groźne sytuacje pod bramką Maśnika, ale widzewiacy nie potrafili ich wykorzystać.

W sumie było to widowisko bardzo miernej jakości.