1996.05.15 Cracovia - Wisła Kraków 0:2
Z Historia Wisły
| Cracovia | 0:2 (0:2) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 12.000 | ||||||||||
| sędzia: Bernard Holik z Opola. | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
| Ławka rezerwowych: Mariusz Mucharski Kapitan: Tomasz Kulawik | ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Spis treści |
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1996, nr 113 (15 V) = nr 15779
Trener Wisły Henryk Apostel przyspieszył wczorajszy trening, zawodnicy ćwiczyli o godz. 14.30, potem trener i niektórzy piłkarze pojechali na Suche Stawy, by oglądać pojedynek Hutnika z Rakowem. - Choć nie jestem krakusem - mówi Henryk Apostel - wiem co to atmosfera wielkich derbów. Grałem w takich pojedynkach Poznaniu i Bytomiu. W Poznaniu faworytem był silniejszy zazwyczaj Lech i na ogół nie zawodził. - Czyżby podobnie miało być w środę w Krakowie? Wisła wystąpi w roli faworyta... - Drużyna zagrała już lepiej i skuteczniej z Jagiellonią. Cieszę się z powrotu Kaliciaka, który strzelił bardzo efektowną bramkę. Mamy na pewno lepszy potencjał ludzki, silniejszą i szerszą kadrę. Myślę, że nie powinniśmy przegrać tego spotkania, choć w sporcie dzieją się różne cuda. - Podobno nie widział Pan jeszcze bezpośrednio w akcji piłkarzy Cracovii? - Rzeczywiście, ale mam wystarczająco dużo informacji od moich współpracowników, ponadto widziałem w telewizji fragmenty meczu Cracovia - Lublinianka. W bramce Wisły zapewne wystąpi 25-letni Artur Sarnat: - W jesiennych wielkich derbach nie grałem. W naszej bramce stał wówczas Mariusz Mucharski. Teraz po kontuzji wraca do zdrowia, jak pan widzi już z nami ćwiczy. - Czy obawia się Pan napastników Cracovii? - Bramkarz nie może się nikogo bać! Na koniec krótkie pytanie do menedżera Zdzisława Kapki: - kibice mówią, że Wisła dostanie punkty od Cracovii? - Kibice zawsze swoje wiedzą. W tych derbach każdy wynik będą złośliwie komentować, jeśli nasi wygrają będą sugerować podkładkę, jeśli zwycięży Cracovia padną pod jej adresem zarzuty, iż zamyka krakowskiemu klubowi drogę do ekstraklasy. (AS)
Dziennik Polski. 1996, nr 114 (16 V) = 15780
Na wczorajszy mecz dwóch najstarszych w kraju drużyn futbolowych przybyło ok. 5 tys. szalikowców Wisły i ok. 3 tys. - Cracovii. Na boisku zwyciężyła Wisła 2-0. Po meczu doszło do kilku potyczek między fanami konkurencyjnych klubów. Policja użyła armatek wodnych. Kibice rzucali w Rynku Głównym w interweniujących policjantów tym, co wpadło im w ręce. Leciały więc kosze, kije i kamienie. Na Floriańskiej i Plantach dokonywano dalszych zniszczeń. Przewracano ławki, wyrzucano na trawnik kosze. W okolicach ul. Basztowej zatrzymano kilku agresywnych kibiców i przetransportowano do Komendy Wojewódzkiej Policji.
Emocjonujące 167. wielkie derby Krakowa Wisła pany! Cracovia - Wisła 0-2 (0-2) 0-1 Marzec 23 min. 0-2 Góra 38 min samob. Sędziował B. Holik (Opole). Żółte kartki: Hajduk, Duda, Zając. Widzów ok. 12 tys. CRACOVIA: Kwedyczenko - Duda, Mróz, Góra - Węgiel (46 Kubik), Depa, Hajduk, Wrześniak, Gruchała - Kowalik (46 Zegarek), Hrapkowicz. WISŁA: Sarnat - Matyja, Zając, Głownia - Sydorenko (64 M. Wójcik), Marzec, Łętocha (85 Surma), Kulawik, Giszka - Kaliciak (69 Pater), Świerad. Oczekiwane z wielkim zainteresowaniem drugoligowe derby Krakowa zakończyły się wygraną „Białej Gwiazdy”, która zrewanżowała się rywalowi za porażkę na własnym stadionie w I rundzie 0-1. Po wczorajszym meczu bilans derbów jest następujący: 73 zwycięstwa Wisły, 58 wygranych Cracovii i 36 remisów. Bramki: 284-223 dla Wisły. Mecz -jak na naszą II ligę - był ciekawym i stojącym na bardzo dobrym poziomie widowiskiem. Zacięta walka, często zmieniające się akcje, szybkie tempo gry, duża liczba strzałów, gorące sytuacje podbramkowe - wszystko to mogło zadowolić nawet najwybredniejszych kibiców. Ci, którzy (naiwnie) liczyli, że gospodarze potraktują przeciwników ulgowo - aby zwiększyć ich szanse na awans do ekstraklasy - srodze się zawiedli. „Pasiaki” ani myślały oddawać punkty bez walki. Od pierwszej minuty grano twardo, zdecydowanie, ale - co godne podkreślenia - fair. Szczególnie interesujące były dwa pierwsze kwadranse. Obie drużyny narzuciły ostre tempo i raz po raz dochodziło do groźnych sytuacji. W 6 min Marzec zagrał do Kaliciaka, a ten strzelił obok słupka. Chwilę później Wrześniak z wolnego popisał się „bombą” z 30 metrów i Sarnat z najwyższym trudem wybił piłkę na róg. Dwie kolejne okazje znowu mieli gospodarze: w 9 min po kornerze Duda główkował obok słupka, a 4 min później Gruchała sprytnie strzelił z wolnego. Wiślacy po przejęciu piłki szybko przechodzili do kontrataku. Ich akcje były składniejsze i bardziej urozmaicone. W 15 min Marzec ładnie rozegrał piłkę z Kulawikiem, ten ostatni strzelił jednak niecelnie. W 21 min po rzucie wolnym Kowalika, bramkarz gospodarzy Kwedyczenko wypuścił piłkę z rąk, którą próbował dobić Kulawik, a całą sytuację wyjaśnił Duda. Co się jednak odwlecze... W 23 min Świerad dośrodkowa! z lewej strony, piłka ominęła Wrześniaka, Marzec przyjął piłkę na pierś i mocnym uderzeniem z 7 metrów nie dał żadnych szans Kwedyczence. Gol ten wyraźnie podłamał gospodarzy, którzy już do końca pierwszej połowy nie potrafili poważniej zagrozić bramce Sarnata. Dysponujący lepszą drugą linią goście kontrolowali sytuację na boisku, a kiedy tylko nadarzała się okazja szybko przedostawali się na pole karne rywali. W 38 min Marzec zagrał na lewą stronę do Kaliciaka (gospodarze liczyli, iż jest „spalony”), ten pobiegł do przodu i zacentrował na pole bramkowe, a nadbiegający Góra tak niefortunnie kopnął piłkę, że wpadła ona do siatki. Fani „Białej Gwiazdy” znowu byli w siódmym niebie... W przerwie meczu trener Adamus dokonał dwóch zmian: za Kowalika (który miał długą przerwę w grze) i Węgla (występował z uszkodzoną łąkotką) weszli Zegarek i Kubik, ale nie wnieśli oni zbyt wiele nowego w poczynania drużyny gospodarzy. Wiślacy dysponowali zdecydowanie groźniejszym duetem napastników. Świerad w 56 min najpierw głową, a potem nogą strzelił obok słupka. W 65 min Kaliciak idealnie wyłożył piłkę Łętosze, ale strzał tego ostatniego w dobrym stylu obronił Kwedyczenko. 3 min wcześniej dwie znakomite okazje mieli gospodarze. Najpierw po kornerze Gruchały będący 7 metrów przed bramką Kubik strzelił nad poprzeczkę, a potem Wrześniak z rogu pola karnego posłał piłkę obok słupka. W końcówce spotkania oba zespoły miały po jednej świetnej okazji do zmiany wyniku. W 78 min Hajduk zacentrował z wolnego na pole karne, gdzie nie pilnowany Duda strzelił silnie głową i Sarnat z trudem sparował piłkę. W 90 min Kulawik i Świerad przeprowadzili szybką kontrę, po której piłkę przejął Pater, ale mając przed sobą tylko Kwedyczenkę strzelił nad poprzeczkę. Wisła wygrała zasłużenie i w dobrym stylu. Grała szybciej, dokładniej i, co najważniejsze, skuteczniej. Sarnat nie popełnił praktycznie żadnego błędu, pewnie interweniowali obrońcy. W drugiej linii brylowali Marzec i Kulawik. Dużo zamieszania na polu karnym rywali czynili „Kali” i Świerad. Wygrana umocniła „wiślaków” na fotelu lidera i z pewnością jeszcze bardziej podbudowała psychicznie przed kolejnymi meczami. Cracovia zagrała lepiej niż w ostatnich spotkaniach, ale okazało się, że nie wystarczyło to na „Wisełkę”. Kwedyczenko nie ponosi winy za utracone gole, ale do gry obrońców można już mieć pewne zastrzeżenia (brak asekuracji, kilka niepewnych zagrań). W pomocy najlepiej spisywał się Hajduk, ale nie miał on odpowiedniego wsparcia ze strony kolegów. Ambicja Wrześniaka i aktywność Gruchały na niewiele się zdały. Hrapkowicz nadal jest bez formy, Zegarek przy rosłych obrońcach Wisły niewiele mógł wskórać. JERZY FILIPIUK
Apostel: Krok do I ligi Adamus: Wygrali lepsi HENRYK APOSTEL, trener Wisły: - Uczyniliśmy kolejny, ważny krok do I ligi. Był to dla nas bardzo ważny pojedynek. Wiadomo, że w derbach bywa różnie, ale twierdziłem przed spotkaniem, iż jesteśmy faworytami. I cieszę się, że nie zawiedliśmy. Myślę, że po tym meczu można już powiedzieć, że w Wiśle coś pozytywnie drgnęło. Pierwsza połowa derbowego spotkania w naszym wykonaniu była lepsza niż druga. Strzeliliśmy dwa gole i w drugiej odsłonie zawodnicy myśleli już bardziej o obronie korzystnego wyniku. Dobrze grali nasi napastnicy Świerad i Kaliciak, nieźle także obrońcy, ale najbardziej naharowała się druga linia. Nie wszystkich piłkarzom tej formacji starczyło sił na pełne 90 minut, dlatego dokonałem kilka zmian. Wycofałem też z gry Kaliciaka, bo narzekał na naciągnięte wiązadło w kolanie. IRENEUSZ ADAMUS, trener Cracovii: - Przede wszystkim gratuluję Wiśle wygranej i życzę jej, by skutecznie walczyła o ekstraklasę. Wisła była dzisiaj zespołem lepszym i zasłużenie zdobyła trzy punkty. Nasi rywale dominowali na boisku w pierwszej połowie, my mieliśmy pozycje tylko po stałych fragmentach gry. Obie bramki padły po naszych ewidentnych błędach, przy pierwszym golu Wrześniak nie upilnował Marca, przy drugim, wszyscy to wiedzieli, Góra skierował piłkę do własnej bramki. W drugiej odsłonie zagraliśmy lepiej, mieliśmy trzy dogodne sytuacje (Kubik, Wrześniak, Duda), może gdyby udało się nam strzelić kontaktową bramkę mecz zakończyłby się innym wynikiem. Ale przyznaję obiektywnie, iż w 2. odsłonie Wisła też miała pozycje np. w końcówce Pater. My jednak wtedy graliśmy va banque i rywale mogli wyprowadzać kontry. Niestety, nadal mam kłopoty personalne, dzisiaj nie grał kontuzjowany Rajko, nie w pełni sił po urazach są Kowalik i Góra. (AS
Fortel z koszulkami, fan rozebrany który orzeka: - ktoś musi zmienić koszulki. Wisła nie ma rezerwowych, więc za chwilę Wrześniak rozdaje kolegom niebieskie. Piłkarze Cracovii buntują się: - Ja mam grać derbowy pojedynek w takiej koszulce? - narzeka Kowalik. - Te koszulki nie przynoszą nam szczęścia - twierdzi Węgiel. Tymczasem na widowni trwa „koncert” chamskich przyśpiewek szalikowców obu zespołów. Wiślacy w sile ok. 3 tys. siedzą na luku pod nowym zegarem, fani Cracovii, było ich ok. 5 tys., zajęli trybuny na przeciwległym łuku i naprzeciwko loży honorowej. Szalikowców oddzielają buforowe sektory, gdzie stoją policjanci z psami, na wale w pogotowiu - armatka wodna. Atmosferę próbuje rozładować „Makino” Kobyliński ze swoim zespołem Andrusy. Koniec I połowy. Jakiś fan Wisły nieopatrznie trafił do sektora szalikowców Cracovii. Ci rozebrali go do slip. Fotoreporterzy pędzili co sił w nogach, by utrwalić to na kliszy. Ole, ole - nie damy się! Koniec meczu. Wisła pany! Piłkarze z „Białą Gwiazdą” pod swoją bramką wykonują taniec radości, potem biegną do sektora swoich szalikowców, by podziękować im za doping. Piłkarze Cracovii smutni opuszczają murawę. - Najgorsze jest to, że nasi kibice będą myśleć, iż podłożyliśmy się Wiśle - mówi już przebrany w „cywilny” strój Edward Kowalik. - A my naprawdę chcieliśmy dzisiaj wygrać. Ale przyznaję Wisła była od nas lepsza. W drodze do szatni piłkarze Wisły śpiewają: Tak się bawi „Wisełka", a potem już z szatni dochodzi gromki śpiew: ole, ole - nie damy się! Do szatni Wisły wchodzi prezes Ludwik Miętta, potem szef sekcji piłki nożnej Piotr Skrobowski. Szef sekcji piłki nożnej Cracovii Piotr Skalski składa gratulacje trenerowi...Adamusowi. - Dziękuję trenerze za dobry mecz, za walkę. Przed szatnią rozmawiamy z bohaterami derbów. Dariusz Marzec: - Przy pierwszej bramce podanie Świerada było idealne, widziałem, iż piłka przelatuje nad głową Wrześniaka, pozostało mi tylko przystawić nogę. Przy drugim golu zobaczyłem, iż Kaliciak ucieka z pułapki ofsajdowej, rzuciłem mu piłkę na skrzydło, a dalej już panowie widzieliście. Bardzo dobrze gra mi się ze Świeradem. Lubię atmosferę wielkich derbów, krakowskie są jedyne w swoim rodzaju, śląskie, a grałem w kilku w barwach Katowic, nie umywają się do naszych. Dariusz Marzec Janusz Świerad: - Widziałem Marca na wolnej pozycji, więc bez namysłu zagrałem do niego długą piłkę. Ja go widzę na boisku cały czas! Grzegorz Kaliciak: - Podanie Marca było precyzyjne, pognałem w kierunku bramki Kwedyczenki i mocno zagrałem piłkę wzdłuż „piątki”. Gdyby nie trafił w nią Góra zapewne uczyniliby to biegnący za obrońcą Cracovii - Świerad i Kulawik. Poprosiłem o zmianę w 2 połowie, bo zacząłem odczuwać bóle w kolanie. Krzysztof Hajduk: - Wisła była lepsza, o naszej porażce zadecydowały dwa błędy w obronie. W drugiej połowie walczyliśmy, „szarpaliśmy”, ale trochę zabrakło nam szczęścia. Tomasz Kwedyczenko: - Szczęście było po stronie Wisły. Nie byliśmy gorsi o dwie bramki. Przy golach niewiele miałem do powiedzenia. Marzec strzelał z najbliższej odległości, Przy drugim golu zostawiłem Kaliciakowi krótki róg, ale ten nie dał się nabrać, mocno uderzył wzdłuż linii 5 metrów, Waldek chciał wybić piłkę na róg i stało się. Waldemar Góra (długo nie chciał rozmawiać z nikim): - Co ja mogę powiedzieć. W takim meczu samobójczy goi To się nazywa pech! Podanie Kaliciaka było bardzo mocne, jeszcze na dodatek na nierówności piłka podskoczyła, spadła mi na zewnętrzną stronę stopy i stało się. Z szatni Wisły wychodzi Kazimierz Kmiecik. - Typowałem przed meczem 3-0 dla nas - śmieje się. - Nasi piłkarze nie wykonali limitu, trzeba będzie teraz zarządzić im... dodatkowy trening strzelecki. Zdemolowane sektory Na stadionie szalikowcy Wisły demolują sektor, który zajmowali. Większość ławek jest połamanych, policja nie interweniuje. - Straty są olbrzymie - mówi rzecznik prasowy Cracovii Artur Bober. Piłkarze Wisły opuszczają budynek Cracovii. W holu stoją zawodnicy Cracovii. Wymieniają uściski dłoni.- Powodzenia - to najczęściej powtarzane słowo. ANDRZEJ STANOWSKI
”Tempo” z 1996.05.16
Wisła Pany!
Takie mecze ogląda się z autentyczną przyjemnością i nie ma w tym spadku żadnego znaczenia to, komu się kibicuje. Pełna widownia już na pół godziny przed rozpoczęciem (oby tak jeszcze bardziej skoncentrowana na dopingu swej drużyny, a nie na wyzwiskach rywali), ładna oprawa spotkania, a przede wszystkim wysoki poziom widowiska toczonego w sportowej atmosferze - to coraz rzadziej spotykane obrazki na rodzimych piłkarskich stadionach. Wczoraj w Krakowie byliśmy świadkami prawdziwie wielkiego futbolowego święta. W 167. derbach Krakowa zwyciężyli piłkarze Białej Gwiazdy i przynajmniej do następnego pojedynku obu drużyn to Wisła będzie królować pod Wawelem.
Towarzyszące przed meczem rozmaite spekulacjo kibiców na temat tego, komu bardziej są potrzebne punkty, zostały szybko rozwiane na boisku, na którym nikt nikogo nie oszczędzał i nie próbował ułatwiać zadania rywalom. Jeśli jednak bliżsi są prawdy ci, co sugerowali niecne zamiary zespołów, to tylko należałoby sobie życzyć, by wszystkie pojedynki były tak po mistrzowsku reżyserowane.
Zwłaszcza pierwsza odsłona mogła przypaść do gustu najwybredniejszym malkontentom. Mnogość szybkich, płynnych akcji na obie bramki, sporo strzałów, efektownych interwencji bramkarskich i nieustępliwej walki o każdy skrawek murawy. Wymianę ciosów rozpoczęła Wisła. W 6. min Grzegorz Kaliciak otrzymawszy podanie od Dariusza Marca oddał z 12 metrów mocny strzał na bramkę Tomasza Kwedyczenki, ale piłka poszybowała o metr nad poprzeczką. Minutę później odpowiedział Rafał Wrześniak. Z 30 metrów posłał potężną bombę z wolnego, po raz pierwszy zmuszając do maksymalnego wysiłku Artura Sarnata, który w ostatniej chwili wybił piłkę na róg. Chwilę później bliski zaskoczenia golkipera Wisły był Krzysztof Duda, za którym nie podążył Kaliciak. Obrońca Cracovii doszedł do piłki centrowanej z rzutu rożnego przez Wrześniaka, ale jego „główka" nie była precyzyjna.
Goście nie oddali jednak na dłużej inicjatywy „pasom". Gdyby w 14. min Tomasz Kulawik lepiej przymierzył z kilkunastu metrów, sfinalizowałby pewnie golem pomysłowe zagranie Kaliciaka z Marcem. Za moment gorąco było pod bramką Sarnata, którego wybawił z opresji Jacek Maryja, dość ryzykownie na róg ekspediując piłkę, dośrodkowywaną spod linii bramkowej przez Piotra Gruchałę. By wyrównać saldo stworzonych zagrożeń, Kaliciak popisał się kąśliwie wykonanym wolnym, po którym futbolówka wypadła z rąk Kwedyczence, ale Kulawik nie zdołał wykorzystać dobitek.
W tym momencie wiadomym było, że zdobyta przez którąkolwiek z drużyn bramka, będzie mieć zasadnicze znaczenie dla przebiegu całego spotkania. Ktoś przecież musiał wreszcie złamać rywala nokautującym trafieniem. I rzeczywiście, nastąpiło ono w 24. minucie. Janusz Świerad dostrzegł wbiegającego w pole karne Marca i zagrał do niego trzydziestometrowego loba. Cofający się Wrześniak nie sięgnął piłki, przejął ją pomocnik Wisły i z kilku metrów bez trudu już pokonał Kwedyczenkę.
Zdawało się, że gospodarze są w stanie jeszcze się podźwignąć. Próbę strzałów podjęli Edward Kowalik i Marek Węgiel, zbyt słabych jednak, by zaskoczyć pewnie w tym dniu broniącego Sarnata. Wisła w tym czasie jakby czekała na kolejną okazję do skontrowania coraz częściej odkrywającego się rywala. Okazja nadarzyła się prędzej niż się tego spodziewano. Defensorom Cracovii nie udała się próba zastawienia pułapki ofsajdowej, z czego skrzętnie skorzystał Kaliciak. Marzec, który w tym dniu był pierwszoplanową postacią w środku pola, podał w uliczkę do wspomnianego Kaliciak, ten ostro ruszył z piłką do linii końcowej i mocno zagrał wzdłuż bramki. Piłka zmierzała nieuchronnie do Świerada, ale wyręczył go Waldemar Góra, który będąc w pełnym biegu metr od bramki podjął się niewykonalnej sztuki wybicia piłki nad poprzeczką. Oczywiście, musiała ona wpaść do siatki.
Po zmianie stron nie było aż tylu soczystych wymian, nadal jednak walczono bez pardonu, dążąc do zmiany wyniku. Trener Ireneusz Adamus rzucił na szalę wszystko, czym w tym dniu mógł dysponować. Okazało się jednak, że dysponuje zdecydowanie mniejszym arsenałem środków rażenia niż Henryk Apostel na ławce Wisły. Wprawdzie wprowadzony do gry Paweł Zegarek był trudniejszym do upilnowania niż jego poprzednik, ale nie na tyle,. by zdecydowanym manewrom poderwać kolegów do odrabiania strat.
Owszem - nie można tego odmówić gospodarzom tej „wojny” – natarli oni jeszcze z impetem, ale nie mieli już tej wiary, co przed utratą drugiego gola. Przed wielką szansą zdobycia kontaktowego gola byli Łukasz Kubik i Wrześniak z kilkunastu metrów nie trafili jednak w światło bramki. Trafił w nie w 80. min Duda, ale jego strzał głową z kilku metrów po dośrodkowaniu Krzysztofa Hajduka ponownie w świetnym stylu obronił Sarnat. Wiślacy nie mieli tyłu sytuacji po zmianie stron (niecelna „główka" Świerada w 57. min. zbyt słaby strzał Krzysztofa Łętochy w 68. min), ale tuż przed końcowym gwizdkiem Grzegorz Pater powinien wykorzystać sytuację sam na sam z Kwedyczenką. Ale jeśliby trafił oznaczałoby to klęskę Cracovii, która absolutnie na nią nie zasłużyła. Jak dzielny wojownik stawiła czoła rywalowi, który w tej bitwie okazał się odrobinę przebieglejszy, lepiej zorganizowany, a nade wszystko posiadający nieco więcej atutów. Po raz 73. w piłkarskiej „wojnie” Krakowa górą Wisła!
Marek Latasiewicz
Po meczu powiedzieli:
Dariusz Marzec: Ogromna satysfakcja!
Najlepszym piłkarzem środowych derbów Cracovia - Wisła był rozgrywający „Białej Gwiazdy" - Dariusz Marzec. Grał skutecznie w obronie, doskonale rozdzielał piłki, a na dodatek strzelił pierwszą - jakże ważną - bramkę, a przy drugiej idealnym podaniom otwarł drogę Kaliciakowi, co w efekcie przyniosło pełny sukces.
- Jak to było przy golach z pańskiej perspektywy widzenia?
-Przy pierwszym widziałem, ze piłka musi dojść do mnie. Rafał Wrześniak się cofał i byłem pewny, że nie sięgnie głową do idealnej centry Janusza Świerada. Później pozostało tylko przyjąć dobrze to podanie, pójść z piłką do przodu, a końcowy strzał do siatki - w sytuacji „sam na sam " z Tomkiem Kwedyczenką - był w zasadzie zwykłą formalnością.
Natomiast przy golu na 2-0 zorientowałem się błyskawicznie, że „pasiaki" ustawiają - ale nieskutecznie - pułapkę ofsajdową. Doskonale wytrzymali nerwowo Grzesiek Kaliciak i Tomek Kulawik. Wystartowali po skrzydłach idealnie. Przez moment zawahałem się do którego zagrać piłkę, ale zdążyłem podać .w tempo. Wybrałem ostatecznie „Kalego”.
Jak się szybko okazało była to słuszna decyzja.
-Z której z tych świetnych akcji jest pan bardziej zadowolony?
- Na odpowiedź wybieram... trzecią możliwość. Nieważne, kto w naszej drużynie - w takim meczu - strzela gole. Najbardziej więc zadowolony jestem z naszego zwycięstwa Zwłaszcza że uzyskaliśmy je po dobrej grze. To naprawdę daje ogromną satysfakcję. Dzięki tej wygranej jesteśmy znów o krok bliżej w drodze do I ligi.
- W środowym składzie, który rozpoczął mecz z Cracovią był pan praktycznie jedynym wychowankiem Wisły. Ale i w pana karierze jest krótki epizod, kiedy grał pan w GKS-ie Katowice. Wtedy wystąpił pan również w derbach - przeciw Górnikowi Zabrze - tyle że Śląska. Jak pan porówna, te dwa wydarzenia sportowe?
- Tego nie da się porównać. Nasze krakowskie derby są jedyne i niepowtarzalne. Towarzyszy im wyjątkowa atmosfera. A tym razem mam - powtórzę - ogromną satysfakcję. Przecież wygraliśmy z „pasami". Dołożyłem do tego skutecznie swoją „cegiełkę”. Wisła znów pany w Krakowie!
Rozmawiał (jug)
Henryk Apostel (trener Wisły):
Wisła zrobiła mały kroczek w kierunku pierwszej ligi. To byt bardzo ważny mecz. Wiadomo, jak to jest z derbami, mimo to byłem przekonany, że jesteśmy faworytem. Po tym spotkaniu powiedzieć można, że coś w Wiśle drgnęło w dobrą stronę. Pierwsza połowa derbów była lepsza. Stworzyliśmy sporo sytuacji bramkowych. Druga połowa już mniej emocjonująca, po prostu obrona wyniku. Obrońcy w moim zespole, choć nie ustrzegli się kilku błędów i w sumie zagrali dobrze. Chcę podziękować II linii, która wytrzymała pressing przeciwnika i harowała co sił. Różni różnie to wytrzymali. Jedni do końca, inni 80 minut, ale generalnie ta formacja wykonała zadanie. Przed nami jeszcze sporo meczów, dlatego w II połowie trochę pofolgowaliśmy, nie chcąc szafować siłami.
Ireneusz Adamus (trener Cracovii):
Gratuluję Wiśle i życzę powodzenia w walce o ekstraklasę. Wisła była w tym dniu minimalnie lepsza. Szczególnie w pierwszej połowie nasi rywale stwarzali groźne sytuacje podbramkowe. My wówczas mieliśmy szanse tylko po stałych fragmentach gry. Drugi gol padł po pułapce ofsajdowej i nie chcę się wypowiadać - udanej, czy nie są tacy obserwatorzy, którzy twierdzą, że była udana. Sędzia jednak nie zagwizdał i straciliśmy gola. Druga połowa przebiegała już inaczej. Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale ani Kubik, ani Wrześniak nie potrafili ich wykorzystać. Wisła grała w tej części gry z kontry i trzeba przyznać, te w ostatniej minucie Pater miał doskonalą sytuację.
Poszliśmy w tym meczu va banque, ale siła naszego ataku jest w porównaniu z Wisłą niewielka. Mogło być lepiej, gdybyśmy zdobyli kontaktowego gola, jednak nie udało się. (asko)

