2011.02.25 Arka Gdynia - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

2011.02.25, Ekstraklasa, 16. kolejka, Gdynia, Stadion Miejski, 20:00
Arka Gdynia 0:1 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 9.170
sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Bramki
0:1 89' Patryk Małecki
Arka Gdynia
4-5-1
Marcelo Moretto
Marciano Bruma
Ante Rožić
Maciej Szmatiuk
Emil Noll
Giovanni grafika:Zmiana.PNG (62' Tadas Labukas)
Grafika:Zk.jpg Michał Płotka
Miroslav Božok grafika:Zmiana.PNG (88' Filip Burkhardt)
Paweł Zawistowski
Robert Bednarek
Joseph Mawayé grafika:Zmiana.PNG (87' Júnior Ross)

trener: Dariusz Pasieka
Wisła Kraków
4-5-1
Sergei Pareiko
Erik Čikoš
Kew Jaliens
Osman Chávez
Dragan Paljić
Patryk Małecki Grafika:Zk.jpg
Cezary Wilk
Michaił Siwakow grafika:Zmiana.PNG (86' Tomáš Jirsák)
Maor Melikson
Andraž Kirm grafika:Zmiana.PNG (86' Maciej Żurawski)
Cwetan Genkow grafika:Zmiana.PNG (90' Łukasz Garguła)

trener: Robert Maaskant
Debiuty Sergeia Pareiko, Kew Jaliensa, Michaiła Siwakowa, Maora Meliksona i Cwetanka Genkowa w Wiśle.
Sytuacje: 9 - 16
Strzały: 11 - 16
Strzały celne: 3 - 5
Posiadanie: 46% - 54%
Faule: 18 - 10
Dośrodkowania: 29 - 24
Spalone: 2 - 2
Rzuty rożne: 9 - 10

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przed meczem

Ekstraklasa - zapowiedź 16. kolejki

25. lutego 2011, 13:24

Kiedy piszę te słowa, za oknem zimowe słońce skrzy się na zmarzniętym śniegu, a termometr wskazuje nieprzyzwoicie niskie temperatury. Jednak, jak zauważył wujek dobra rada - "Klimat zawsze był raczej przeciwko nam" i choć nijak tego nie widać, wiosna nadchodzi wielkimi krokami, przynajmniej ta piłkarska.

Już dziś Wisła powinna zainaugurować rundę rewanżową sezonu 2010/2011. Piszę "powinna", ponieważ w szalonej polskiej rzeczywistości wszystko jest jeszcze możliwe, jednak szanse na kolejne przesunięcie już raz przełożonej kolejki są moim zdaniem niewielkie. Pomimo przeciwności natury rozegrano już dwa mecze Lecha Poznań, zresztą Polska nie jest krajem trzeciego świata, żeby rozgrywać ligę w środku tygodnia (wzorujcie się na nas nieokrzesani Angole!).

Na piątek zaplanowano dwa mecze, oba rozpoczną się o godzinie 20 - tak aby wszyscy zainteresowani z(a)marznięciem na stadionie zdążyli zjeść w domu ciepłą zupę i pożegnać się z rodziną. W Gdyni Arka podejmie Wisłę. Gospodarze nie byli zbyt aktywni na rynku transferowym. By podreperować swoje marne statystyki strzeleckie Arka zakontraktowała peruwiańskiego napastnika Juniora Rossa. Oddała też Norberta Witkowskiego do Iraklisu Saloniki. W jego miejsce pozyskała golkipera jeszcze bardziej nieprzewidywalnego, by nie rzec szalonego - Marcelo Moretto. Warto nadmienić, że Brazylijczyk dwukrotnie znalazł się w orbicie zainteresowań Wisły. Za pierwszym razem, jeszcze za kadencji Grzegorza Mielcarskiego jako dyrektora sportowego, będący na fali wznoszącej bramkarz wybrał ofertę Benfiki Lizbona. Natomiast za czasów trenera Skorży Moretto był jednym z bardzo wielu testowanych przez krakowski klub golkiperów.

Wisła w przerwie zimowej była zdecydowanie bardziej aktywna. Z klubem pożegnali się kolejni zasłużeni zawodnicy: Paweł i Piotr Brożek, kończący karierę Cleber i Mariusz Pawełek, któremu wygasł kontrakt. Na ich miejsce pozyskano oryginalną mieszankę obcokrajowców. Izraelskiego rozgrywającego z polskimi korzeniami; rosłego bułgarskiego napastnika, któremu nie służył moskiewski klimat; estońskiego bramkarza, który dla odmiany w Rosji bardzo dobrze się odnalazł; holenderskiego stopera z bardzo przekonującym CV i młodego Białorusina z ambicjami. Jednak trener Maaskant w ciągu tygodnia zapowiedział, że z różnych przyczyn w Trójmieście nie będzie jeszcze w stanie wystawić najmocniejszego składu. Teoretycznie drużynie aspirującej do tytułu mistrzowskiego nie powinno to przeszkodzić w pokonaniu drużyny okupującej miejsce spadkowe. Jednak statystyki Arki muszą niepokoić.

Gospodarze w rundzie jesiennej nie przegrali żadnego z domowych spotkań, co więcej odnieśli cztery zwycięstwa - wszystkie nad drużynami z górnej połówki tabeli - w tym nad Jagiellonią i Koroną. Złośliwi twierdzą, że to zasługa sztucznej nawierzchni na Stadionie Narodowym Rugby - "atutu", którego od obecnej rundy gdynianie będą pozbawieni. Mecz z Wisłą będzie pierwszym ligowym przetarciem Arki na nowym stadionie. Czy Arka podtrzyma swoją świetną passę również na nowym obiekcie? A może Wisła tym meczem zamknie usta niedowiarkom i udowodni, że to właśnie ona jest kandydatem numer jeden do mistrzostwa Polski?

W piątkowy wieczór w Krakowie nie tylko kibice Wisły będą nasłuchiwali wieści z Gdyni. Równolegle do spotkania Wiślaków Cracovia będzie podejmować Legię Warszawa. Ostatnia w tabeli Cracovia zapowiada, że powalczy o utrzymanie w lidze, jednak trudno wyobrazić sobie taką sytuację bez sprzyjających wyników innych drużyn, w tym Arki. Również legioniści powinni być zainteresowani wynikiem Wisły - obie drużyny mają tyle samo punktów, jednak to Wisła ma lepszy bilans bramkowy i wygrała pierwsze z bezpośrednich spotkań.

Gospodarze do rundy wiosennej przystępują w mocno zmienionym składzie. Jeszcze na jesieni trener Szatałow zaczął przemeblowywać skład, głównie w obronie. Zimą krakowianie pozbyli się Marcina Cabaja i dokupili kilku zawodników do obrony, jednak jest zdecydowanie zbyt wcześnie by móc stwierdzić, czy wniosą oni nową jakość w szeregi pasiastej defensywy. Jednakże na tym roszady personalne przy Kałuży się nie skończyły. Drużynę opuścili doświadczeni w Ekstraklasie Radosław Matusiak, Bartosz Ślusarski, Dariusz Pawlusiński, Tomasz Moskała i Paweł Sasin, a w ich miejsce przyszli w większości anonimowi gracze, głównie z zagranicy.

Również posunięcia Legii na rynku transferowym nie wyglądają imponująco. Drużynę opuścili krytykowani za swoją postawę Maciej Iwański i Piotr Giza (ten drugi wrócił właśnie do Cracovii), dopiero w ostatnich dniach Legia zakontraktowała czwórkę nowych graczy. O ile Janusz Gol z GKS-u Bełchatów i imponujący formą strzelecką Czech Michal Hubnik z Sigmy Ołomuniec wyglądają na wzmocnienia warszawskiej drużyny, o tyle anonimowy rezerwowy z Belgii - Dejan Kelhar - jest raczej aktem rozpaczy wobec przetrzebionej, słabo spisującej się defensywy. Jest również Felix Ogbuke - Nigeryjczyk, o którym wiadomo tyle, ze w tym sezonie próbował grać w Apollonie Limassol, ale trener nie podzielał jego entuzjazmu. Mimo to, w starciu Legii z Cracovią, wciąż to warszawiacy wydają się być zdecydowanymi faworytami.

W pierwszym z sobotnich spotkań Polonia Bytom podejmie GKS Bełchatów. Obie drużyny raczej nie dostarczały tematów dziennikarzom. Z ciekawszych nazwisk Polonię bytom zasilili niechciani w Białymstoku Krzysztof Król i Przemysław Trytko, a na rzecz Cracovii zmienił barwy bramkarz Szymon Gąsiński. Ponadto do sobotniego rywala z Bełchatowa przeszedł Szymon Sawala. Bełchatów natomiast od lat słynie jako klub, z którym rozmowy transferowe to mordęga. Szalone żądania finansowe, zsyłanie piłkarzy do rezerw i przeciąganie negocjacji w nieskończoność- to bełchatowska codzienność. Ostatecznie Janusz Gol trafił do Legii, Kamil Poźniak, choć miał być dogadany z Jagiellonią, nie trafił ani do Białegostoku, ani do rezerw a do Lechii Gdańsk (w której straszenie rezerwami również jest na porządku dziennym), a Paweł Buzała powędrował w odwrotnym kierunku.

Nie oszukujmy się, spotkanie obydwu ekip nie jest szlagierem, który elektryzowałby nie pół, a chociaż ćwierć Polski. Oba kluby w tabeli rozdziela siedem drużyn i tylko sześć punktów, Bełchatów do lidera traci już 7 punktów, więc powody do ekscytacji mogą mieć tylko kibice gospodarzy. Wprawdzie na dziś bytomianie nie są w strefie spadkowej, ale przedostatnia Arka ma identyczny dorobek punktowy, po drodze jest jeszcze Ruch Chorzów, więc sytuacja może się bardzo szybko zmienić. Z jednej strony Bełchatów wydaje się drużyną o większym potencjale, z drugiej strony już na jesieni giekaesiacy udowadniali, że kiedy im się nie chce, mogą przegrać absolutnie z każdym, szczególnie na wyjeździe.

Z Bytomia przeniesiemy się do pobliskiego Chorzowa, tamtejszy Ruch zmierzy się z Lechią Gdańsk. Obie drużyny również nie szalały na polu transferów. Lechia podpisała ormiańskiego obrońcę - Lewona Harpetjana, który przed powrotem do ojczyzny przez lata szkolił się w Hamburger SV. Ponadto w zamian za Pawła Buzałę pozyskała Kamila Poźniaka i ostatecznie sprzedała Huberta Wołąkiewicza do Lecha Poznań, wcześniej (a jakże) grożąc graczowi zesłaniem do rezerw. W ostatnich dniach z klubem z Trójmiasta kontrakt podpisał wysoki Chorwat grający na pozycji stopera. Luka Vucko ostatnie lata spędził w Turcji, a wcześniej miał za sobą występy m.in. w Hajduku Split. Z klubem z Chorzowa związał się Marek Zieńczuk, który jeszcze jesienią reprezentował barwy Lechii, miejsce Krzysztofa Pilarza zajął Michal Peskovic (brat niechcianego w Wiśle Borisa), a Macieja Sadloka ma zastąpić Serb Zeljko Djokic.

O meczu Ruchu z Lechią można pisać w bardzo podobnych słowach, co o meczu Polonii z GKS-em. Nawet dorobek punktowy zarówno gości, jak i gospodarzy w obydwu przypadkach jest taki sam. Zdecydowanie to gospodarze mają więcej do stracenia w tej konfrontacji i to piłkarzom Niebieskich powinno bardziej zależeć na zwycięstwie. Za chorzowianami dodatkowo przemawia atut własnego boiska, z którego w tym sezonie skrzętnie korzystali- podejmowali u siebie cztery pierwsze drużyny Ekstraklasy oraz Lecha Poznań i przegrali tylko raz - z Koroną Kielce.

Trzecim sobotnim meczem miało być starcie Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław, jednak ze względu na fatalny stan murawy przebudowywanego obiektu w Białymstoku, mecz został przełożony na 8 marca.

Ostatni sobotni mecz rozegrany zostanie z Lubinie, gdzie Zagłębie podejmie Koronę KIelce. Kielczanie w nadziei na skuteczną pogoń za pierwszą trójką ligi wzmocnili się kilkoma ciekawymi nazwiskami. Konkurencję na bramce zwiększył jeden z lepszych ligowych golkiperów- Krzysztof Pilarz. Znany kibicom Wisły powinien być również Estończyk Sander Puri, który nie tak dawno wyeliminował nas z europejskich pucharów broniąc barw Levadii Tallin. Konkurencję na skrzydłach zwiększyć ma też przymierzany latem do Wisły Tomasz Lisowski. Z kielecką ekipą trenuje także Dawid Janczyk, jednak póki co nie jest on zawodnikiem Korony. Najwyraźniej włodarze Korony nie byli zadowoleni z siły ofensywnej swojego zespołu w poprzedniej rundzie (i słusznie).

Co w takim razie mają powiedzieć włodarze Zagłębia? Zagłębie w ofensywie spisywało się bardzo słabo - brakowało zarówno zawodników, którzy napędzaliby akcje, jak i takich, którzy by je wykańczali. Lekiem na mało kreatywną drugą linię mają być nigeryjski skrzydłowy David Abwo i bramkostrzelny Litwin Dominykas Galkievicius. Lekarstwem na nieskuteczność ma natomiast być 18-letni król strzelców ligi łotewskiej - Deniss Rakels. Zagłębie dobrze radzi sobie przed własną publicznością, ale czy to wystarczy by zatrzymać Koronę, która jako jedyna drużyna w lidze skuteczniej punktuje na wyjazdach?

Na niedzielę zaplanowano dwa spotkania. W pierwszym z nich Polonia Warszawa podejmie Górnik Zabrze. Poloniści na jesieni zdobyli najwięcej bramek w lidze, jak więc tłumaczyć kiepską pozycję w tabeli? Słabą obroną. Z takiego założenia wyszedł chyba prezes Wojciechowski, bo oprócz podpisanego już wcześniej Macieja Sadloka, pozyskał również niezbyt popularnego w Krakowie Adama Kokoszkę. Do tego spośród rzeszy podsyłanych na testy zawodników angaż dostał lewy obrońca - Dorde Cotra. Do drugiej linii pozyskano 22-letnich Białorusina Dmitrija Riekisza i Serba Milosa Adamovica. Ponadto Polonia ma też nowego szkoleniowca, został nim Theo Bos. Holender ma już nawet na koncie pierwszy sukces jakim jest pokonanie Lecha Poznań na jego stadionie w Pucharze Polski.

Podobnej zaliczki nie mają na koncie zawodnicy Górnika Zabrze, którzy jak większość ligowców dopiero zaczną sezon. Spośród mało ciekawych nazwisk, jakie zimą trafiły na Śląsk, wybija się jedno - Robert Jez. Słowak jeszcze jesienią reprezentował barwy MSK Zilina w Lidze Mistrzów i był kluczową postacią drugiej linii swojej drużyny. Jednak Jez do zabrzan dołączył bardzo niedawno i nie wiadomo czy pomoże im w bardzo trudnym starciu z Czarnymi Koszulami. Poloniści, jeśli wciąż myślą o europejskich pucharach, powinni wygrać ten mecz.

W ostatnim niedzielnym spotkaniu Lech Poznań podejmie Widzew Łódź. Gospodarze są już w trakcie sezonu, rozegrali dwie potyczki z Bragą i jeden mecz z Polonią Warszawa - bez poważniejszych sukcesów. Drużynę Lecha opuścił jedyny skrzydłowy - Sławomir Peszko, jego miejsce zajęli kolejni obrońcy, kolejni środkowi pomocnicy i typowi środkowi napastnicy. Lech ma bardzo silny trzon zespołu, natomiast na bokach występują gracze albo rzuceni tam przez przypadek (noszący imiona Jose Marii), albo nieprzyzwoicie przeciętni. Efektem tego jest rosnąca bezradność lechitów, którzy już na jesieni mieli problemy ze skutecznym atakowaniem w lidze.

Naprzeciw Lecha stanie Widzew, którego prawdopodobnie największym wzmocnieniem będzie osoba trenera. Czesław Michniewicz w ostatnich kolejkach pokazał, że ma jakiś pomysł na łódzką drużynę, teraz otrzymał czas na jego wdrożenie. Personalnie Widzew osłabiło odejście Marcina Robaka. Do drużyny Widzewa nie dołączył żaden gracz o podobnym profilu, co może być problemem w bardzo fizycznej polskiej lidze. Zakontraktowani piłkarze ofensywni raczej nie grzeszą imponującą posturą. W dodatku zarówno nowo pozyskany Jurijs Zigajevs jak i Krzysztof Ostrowski - nominalni skrzydłowi - borykali się z kontuzjami w trakcie okresu przygotowawczego. Ich miejsce może zająć wracający do formy Rafał Grzelak. Ciekawie prezentuje się również młody Fin Riku Riski, który po transferze zadebiutował w pierwszej reprezentacji swojego kraju. Ponadto trener Widzewa bardzo komplementuje młodego Piotra Mrozińskiego, który ma walczyć o miejsce na boisku.

Oczywiście tematem numer jeden przed meczem będzie dyspozycja psychiczna zawodników Lecha po porażce z Bragą. Czy wyzwoli ona dodatkowe siły, czy wręcz przeciwnie odbierze Lechitom wolę walki? Zasadne są również pytania o formę Lecha. Sięgając pamięcią wstecz do jesieni, z pewnością przypomnimy sobie, że Lech grał wtedy zdecydowanie lepiej, a mimo to w lidze radził sobie bardzo słabo. Rodzi się pytanie: czy Lech aby na pewno powinien przejmować się miejscem gwarantującym start w europejskich pucharach, a nie czymś zgoła odmiennym?

Źródło: wislakrakow.com

Wygrać z rywalem i zimnem! Przed meczem Arka - Wisła

Ten długo oczekiwany moment nareszcie nadszedł. Piłkarze Ekstraklasy wracają na ligowe boiska i zagrają pierwszą wiosenną kolejkę spotkań. Wprawdzie aura za oknami niewiele ma wspólnego z tą miłą porą roku, ale piłkarzom nie pozostaje nic innego, jak grać! Na inaugurację wiosny 2011 "Białę Gwiazdę" czeka potyczka w Gdyni, gdzie nigdy nie było łatwo o punkty. Nie inaczej będzie i tym razem.

Początek każdej rundy to zawsze "niewiadoma". Mecze towarzyskie nie oddają bowiem rywalizacji "na poważnie", więc każdy z nas zastanawia się na pewno - jak ta nowa Wisła zagra? Nowa, bo w składzie "Białej Gwiazdy" zaszły solidne zmiany.

W bramce nie zobaczymy już Mariusza Pawełka, który przeniósł się do Turcji, a jego miejsce zajmie reprezentant Estonii, Sergei Pareiko. Jak zagra na inaugurację nasz nowy bramkarz? To pierwsza niewiadoma.
Drugą jest postawa naszego nowego stopera. Brazylijczyka Clébera, który musiał niestety zakończyć karierę, zastąpił Holender Kew Jaliens. I co ciekawe - wszystkich ligowych defensorów bije na głowę swoim doświadczeniem. Oby pokazał to także na boisku.
Kolejne dwa nowe ogniwa związane są z linią pomocy. Tutaj trener Robert Maaskant ma do dyspozycji Maora Meliksona, który choć cierpi z powodu różnic temperatur pomiędzy Izraelem i Polską powinien zagrać oraz Michaiła Siwakowa. Zawodnik białoruskiej młodzieżówki w ostatnich dniach więcej biegał po urzędach, niż po boisku, załatwiając m.in. formalności wizowe, więc niekoniecznie pojawi się na murawie.
No i na samym końcu ten, który z powodzeniem zastąpić ma Pawła Brożka, czyli Cwetan Genkow. Bułgar robi dobre wrażenie, ale jak na razie w sparingach bramki dla naszych barw nie zdobył. Może uda mu się to w Gdyni?

A w niej iście arktyczne warunki. W porze meczu termometry wskazywać mają -9 stopni, ale "odczuwalna" temperatura sięgnąć może nawet -20 stopni Celsjusza. A to już nie są przelewki, dlatego... do meczu może nie dojść.
I szczerze mówiąc przy tak koszmarnej temperaturze - jeśli rzeczywiście byłoby -20 stopni - choć oczywiście wszyscy stęsknieni jesteśmy meczów - lepiej, aby sędzia zawody odwołał. Warto bowiem pamiętać, że po meczu z Arką czekają nas kolejne potyczki, a przy takim mrozie nie tylko nie trudno o kontuzje, co o solidne przeziębienia. Lepiej wrócić więc z Gdyni w całości, niż w kawałku i pojechać nad morze po raz kolejny, aby zainkasować trzy punkty i pozostać bez strat kadrowych!
Jakie jednak naprawdę będą panować warunki, trudno teraz powiedzieć. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak poczekać na decyzję sędziów, bo to do nich należeć ona będzie ostatecznie. Oby była słuszna i nie narażała zawodników na utratę zdrowia!

Jeśli zaś do meczu dojdzie, to ciekawi jesteśmy sami, jak radzić sobie będzie w gdyńskiej bramce Marcelo Moretto, czyli brazylijski bramkarz, który przed dwoma laty bliski był przejścia do Wisły. Ostatecznie nie porozumiał się jednak z naszym klubem odnośnie swoich zarobków i wrócił do ojczyzny, a ostatnio grał w Portugalii. Moretto zastąpił Norberta Witkowskiego, z którym w Gdyni pożegnano się bez żalu.
Z radością powitano za to peruwiańskiego napastnika, Júniora Rossa, który chce podbić polskie boiska. Na takim mrozie, jaki ma być w piątek, może być o to trudno.

Ogromnie więc ciekawi tego, co czeka nas wieczorem, przypominamy na koniec, że mecz rozegrany zostanie na nowym stadionie gdyńskiego klubu, który pomieścić może 15 tys. widzów. I to na pewno cieszy, że co kilka miesięcy w Polsce przybywa kolejny obiekt, którym można się pochwalić. Nie mamy natomiast nic przeciwko, aby w Gdyni ligową inaugurację stadionu... miło już nie wspominano! 16. kolejka Ekstraklasy, sezon 2010/2011
Arka Gdynia - Wisła Kraków - piątek - 25.02.2011 r., godz. 20:00
Miejsce:
Stadion Miejski w Gdyni
Transmisja:
Canal+ Sport
Sędzia:
Paweł Raczkowski (Warszawa)
Liczba meczu:
4 - ostatnie cztery mecze Wisły w Gdyni kończyły się z zerem po stronie zdobyczy zespołu Arki, jeśli chodzi o strzelone bramki.
Statystyki:
Wisła spotykała się dotąd z Arką 31 razy.
16 razy zwyciężała, 7 razy zremisowała, 8 razy przegrała.
Bilans bramek to 52-24.
Ciekawostki:
» W składzie Wisły zabraknie w tym meczu Rafała Boguskiego, który wciąż przechodzi rehabilitację, a także Nourdina Boukhariego, Serge'a Branco oraz pauzujących za kartki Gordana Bunozy oraz Radosława Sobolewskiego.
» Nasze najwyższe zwycięstwo nad Arką miało miejsce w sezonie 1994/1995. Mecz w ramach rozgrywek II ligi zakończył się naszą wygraną aż 9-0.
» W Gdyni Arka jeszcze w tym sezonie nie przegrała, ale też warto pamiętać, że jesienią swoje mecze rozgrywała na "Stadionie Narodowym Rugby", ze sztuczną nawierzchnią.
» Pauzą za nadmiar żółtych kartek, w kolejnym meczu ligowym, zagrożonych jest aż trzech wiślaków. Są to Erik Čikoš, Andraž Kirm i Tomáš Jirsák - każdy z nich ma na swoim koncie po trzy upomnienia.

Źródło: wislaportal.pl

Patryk Małecki: Jedziemy po punkty

24. lutego 2011, 11:41

Niepokorny Patryk Małecki chciał coś zmienić, więc skrócił włosy. Charakteru nie zmieni, bo dobrze się czuje we własnej skórze. I jak my wszyscy już nie może się doczekać inauguracji rundy rewanżowej.

Kadra Wisły wzbogaciła się o przedstawicieli pięciu kolejnych narodowości. Spodziewasz się większej odpowiedzialności ciążącej na Polakach?

Patryk Małecki: - Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze wyglądało. Pochodzenie nie są istotne, ważne jest, aby zawodnicy zostawiali na boisku umiejętności i zdrowie, jak najlepiej grali dla drużyny. Być może w jedenastce znajdzie się miejsce tylko dla dwóch czy trzech Polaków, ale jeśli zawodnicy przyjeżdżający z zagranicy mają podnieść poziom ligi, to niech przyjeżdżają i grają. Wydaje mi się, że nowi zawodnicy Wisły będą jej dużym wzmocnieniem.

Jak oceniasz te nowe nabytki?

- Wszystko zweryfikuje boisko i mecze ligowe. Z tego co widziałem na treningach i w meczach wyjazdowych, zawodnicy, którzy przyszli posiadają wysokie umiejętności i wierzę, że będą to bardzo dobre wzmocnienia.

Cwetan Genkow zastąpi Pawła Brożka?

- Wydaje mi się, że będzie dużym wzmocnieniem dla Wisły. Strzelał bramki w Bułgarii, mam nadzieję, że w Polsce też będzie je zdobywał.

Dwa tygodnie wystarczyły, aby poznać się z nowymi chłopakami?

- Trzeba dać im jeszcze trochę czasu, aby bardziej wkomponowali się w naszą drużynę, choć już i tak wygląda to dosyć dobrze. Naszą rolą, jako Polaków, jest pomoc nowym chłopakom, aby szybko się tu zaaklimatyzowali, wnosili do drużyny jak najwięcej wartości i grali jak najlepiej już od pierwszego meczu.

Na pierwszym zgrupowaniu nie zdobywaliście bramek, rozstrzelaliście się na drugim, i to w starciu z wysoko notowanym rywalem, BATE Borysów.

- W pierwszej fazie trenowaliśmy bardzo ciężko, pracowaliśmy nad siłą i wytrzymałością. Dlatego w sparingach wszystko wyglądało dobrze do 30. minuty, a później drużyny, z którymi graliśmy na pierwszym obozie, niszczyły nas fizycznie. Pomagało im to, że były na dalszym etapie przygotowań. My mieliśmy po 2-3 treningi dziennie i to się odbijało w tych pierwszych meczach. Na pierwszy obóz pojechaliśmy po to, aby wyćwiczyć wytrzymałość i prezentować się jak najlepiej w trakcie sezonu. Nie po to, by wygrywać w sparingach, a później nie mieć siły w lidze. Wydaje mi się, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę i przyniesie to efekty w trakcie meczów ligowych.

Przestawiliście się już na system 4-3-3?

- Szlifowaliśmy to ustawienie. W ostatnich dwóch sparingach wyglądało to naprawdę dobrze. Każdy z nas złapał świeżość i wiedział co ma robić na boisku. Wierzę, że grę z tych sparingów przełożymy na mecze mistrzowskie.

Lepiej czujesz się w tym systemie, gdy grasz bliżej bramki?

- Tak, bo mnie zawsze ciągnie w stronę bramki. W juniorach, trampkarzach, rezerwach Wisły, a nawet w pierwszej drużynie grałem jako napastnik, dlatego ciągnie mnie do przodu i cieszę się, że trener wpaja nam taką taktykę. Bliskość bramki jest dla mnie ułatwieniem, bo mogę sam strzelić lub podać koledze. Taka taktyka bardziej mi odpowiada niż ta z zeszłego sezonu.

Grałeś w sparingach, strzelałeś bramki, czujesz że trener będzie na Ciebie stawiał?

- Trener jest porządnym człowiekiem i bardzo dobrym szkoleniowcem. Wiem, że mogę się przy nim dużo nauczyć. Dlatego wykonuję wszystkie jego polecenia na treningach i pracuję jak najlepiej.

Jakie jest Wasze nastawienie na kilka dni przed pierwszym meczem o ligowe punkty?

- Wiadomo jak wyglądają te pierwsze mecze, nie wiadomo czego się spodziewać. Drużyny grają coraz lepiej, rozkręcają się z meczu na mecz. My oczywiście jedziemy do Gdyni po trzy punkty. Musimy zagrać tak, jak w ostatnich dwóch sparingach. Komplet punktów jest naszym priorytetem i wszystko jemu podporządkowujemy.

Zagracie na nowym, 15-tysięcznym, stadionie Arki

- Fajnie. Powinna być dobra atmosfera. Na mecz jedzie też spora grupa naszych kibiców, więc będą fajne warunki do grania. Oby tylko jeszcze pogoda dopisała.

Kto będzie Waszym głównym rywalem w walce o mistrzostwo?

- Ciężko powiedzieć, dużo drużyn ma szansę. Jest kilka zespołów, które w zeszłej rundzie pokazały, że potrafią grać w piłkę i mają silnych zawodników. Wiem jak wzmocnili się nasi rywale, ale my nie zamierzamy oglądać się na przeciwników. Skupiamy się na Arce i jedziemy do Gdyni po pierwsze wiosenne punkty.

wislakrakow.com (nikol)

Źródło: wislakrakow.com

Relacje meczowe

Michaił Siwakow
Michaił Siwakow
Kew Jaliens
Kew Jaliens

Zwycięstwo w Gdyni, Małecki bohaterem! (video)

Od zwycięstwa rozpoczęli rundę rewanżową Ekstraklasy piłkarze Wisły. Podopieczni Robert Maaskanta skromnie pokonali na wyjeździe Arkę Gdynia 1:0. Bohaterem meczu okazał się Patryk Małecki. Strzałem nieprzeciętnej urody pokonał Marcelo Moretto.

Przyjeżdżając do Trójmiasta, piłkarze Wisły mieli prawo czuć obawy. W ostatnich potyczkach z Arką szło im jak po grudzie, a piłka za nic nie chciała wpadać do siatki. Przed dwoma laty zwycięstwo dał "błysk" Marcelo. Rok później musiał pomóc Adrian Mrowiec. Historia szybko poszła jednak w niepamięć, bo oto w piątkowy wieczór niemal połowę składu Wisły stanowili debiutanci.

Mimo trzaskających mrozów, trójka sędziowska nie miała wątpliwości, że spotkanie musi się odbyć. W ferworze walki zawodnicy szybko zapomnieli o niskich temperaturach. Wyraźnie przeszkadzała im tylko bardzo śliska murawa.

Z trudnego, pełnego walki starcia górą wyszła Wisła. Tym razem nie potrzebowała pomocy gospodarzy, choć decydującą akcję przeprowadziła tuż przed upływem regulaminowego czasu. Patryk Małecki potwierdził dobrą formę prezentowaną na zgrupowaniu w Turcji i w typowy dla siebie sposób pokonał Marcelo Moretto. "Nawinął" obrońcę i z całej siły huknął na bramkę. Chwilę wcześniej kluczową "główkę" wygrał Erik Czikosz, przeskakując Emila Nolla.

W przekroju całego spotkania nieźle zaprezentowały się nowe wiślackie nabytki. Najbardziej bezbarwnie zagrał Siwakow. Znacznie pewniej Pareiko, imponujący refleksem w bramce, czy wykazujący dużą chęć do gry Melikson. Genkow przez większość czasu nie potrafił uwolnić się spod opieki obrońców, choć już w pierwszych minutach mógł wywalczyć Wiśle rzut karny. Sędzia Raczkowski nie użył gwizdka, jednak telewizyjne powtórki pokazywały, że Bułgar był zatrzymywany nieprzepisowo.

Pierwszą stuprocentową okazję zmarnował Kirm. W 22. minucie powinien trafić wprost do siatki, a skończyło się jedynie na silnym uderzeniu w słupek. Po przerwie kluczową rolę odegrał Patryk Małecki. Najpierw popisał się sprytną "główką", po której piłka o centymetry minęła bramkę, ale już dziesięć minut później nie zabrakło mu niczego. Ograł, uderzył, trafił...

Wisła wraca do Krakowa z kompletem punktów i rozpoczyna przygotowania do pucharowego meczu z Podbeskidziem. Ten już we wtorek przy Reymonta. Arka natomiast kończy świetną, trwającą od początku sezonu, passę bez porażki na własnym stadionie.


Arka Gdynia - Wisła Kraków 0:1 (0:0)
0:1 Patryk Małecki 89 min

Żółte kartki: Płotka (Arka) - Małecki (Wisła)

Widzów: 10 000
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Arka: Marcelo Moretto - Marciano Bruma, Maciej Szmatiuk, Ante Rozic, Emil Noll - Giovanni Duarte (61. Tadas Labukas), Michał Płotka, Paweł Zawistowski, Miroslav Bozok (87. Filip Burkhardt), Robert Bednarek - Joseph Desire Mawaye (86. Junior Ross).

Wisła: Sergei Pareiko - Erik Czikosz, Osman Chavez, Kew Jaliens, Dragan Paljić - Patryk Małecki, Michaił Siwakow (86. Tomas Jirsak), Cezary Wilk, Maor Melikson, Andraż Kirm (85. Maciej Żurawski) - Cwetan Genkow (94. Łukasz Garguła)

Źródło: wislakrakow.com

Siła Małeckiego! Arka - Wisła 0-1

Na inaugurację piłkarskiej wiosny Wisła dopisuje trzy punkty w meczu z Arką w Gdyni. Decydującą o sukcesie akcję w 89. minucie przeprowadził Patryk Małecki, który kapitalnie trafił pod poprzeczkę! Ciężki wyjazd kończymy więc z sukcesem i oby tak dalej!

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy oddali dwa groźne, ale niecelne strzały. Z każdą jednak minutą do głosu dochodzić zaczęli wiślacy i zostało to mocno potwierdzone w 10. minucie, kiedy to po składnej akcji należał nam się rzut karny! W szesnastce sfaulowany został Cwetan Genkow, ale gwizdek sędziego milczał. Powinien natomiast być słyszalny w 22. minucie, a arbiter wskazywałby na środek. Wtedy to sprzed pola karnego solidnie huknął Patryk Małecki, bramkarz Arki, Marcelo Moretto zdołał tylko odbić to uderzenie, a dobitka Andraža Kirma... trafiła w słupek! To miała być bramka! Co gorzej, gospodarze odpowiedzieli natychmiast, tyle tylko, że z dobrze wystawionej piłki koszmarnie przestrzelił Joseph Mawayé.

Mecz był więc "żywy", ale nie mogło być inaczej, skoro termometry w Trójmieście wskazywały -15 stopni, a temperatura "odczuwalna" spadła poniżej 20 stopni!

Końcówka I połowy wyraźnie należała do Wisły, a niedoszłego wiślaka Moretto (był u nas na testach) pokonać mógł Erik Čikoš. Najpierw, w 38. minucie, Słowak źle złożył się do podania Kirma i piłka przeleciała nad bramką, z kolei pięć minut później nasz prawy obrońca zagrał świetnie w pole karne Arki i niewiele zabrakło, a po niefortunnym wybiciu obrońcy padłaby bramka samobójcza. Moretto spisał się jednak bardzo dobrze i był jedynie rzut rożny.

Na II połowę wiślacy wyszli z jeszcze większym animuszem, ostro ruszyli do ataku, ale nie wystarczyło go nam na długo, bo niespodziewanie groźniej strzelali gospodarze. Sergei Pareiko bardzo dobrze obronił jednak uderzenie Michała Płotki. Kapitalnie spisał się też w 59. minucie, gdy po rzucie rożnym wyłapał strzał Mawayé.

Kolejne minuty meczu na pewno nie zachwyciły kibiców, bo zdecydowanie zbyt dużo było niedokładności, z obydwu zresztą stron. I niewiele się działo, aż do 73. minuty. Po faulu na Genkowie, Kirm dobrze wrzucił w pole karne gospodarzy, a główka Małeckiego nieznacznie minęła bramkę! Może więc mówić "Mały" o pechu. Cztery minuty później groźnie strzelał Kirm, ale Moretto obronił na rzut rożny. Po kolejnych dośrodkowaniach mieliśmy jeszcze dwa kornery, ale i z nich nic nie wyszło.

Do końca meczu pozostało już tylko 10 minut i wydawało się, że mecz zakończy się remisem. Inny pomysł na wynik miał jednak Patryk Małecki! W 89. minucie główkę na wysokości pola karnego wygrał Čikoš, zgrał do "Małego", a ten zakręcił Maciejem Szmatiukiem i huknął pod poprzeczkę nie do obrony!

1-0 dla Wisły i wynik ten udaje się utrzymać już do samego końca, mimo że Arka ostro ruszyła do ataku, aby straty odrobić. Inauguracja w pełni więc udana, a warto przypomnieć, że wiślacy nie tracą gola w swoim piątym kolejnym meczu!

Źródło: wislaportal.pl


Gdynia: Wisła wygrała z Arką. Gol Małeckiego w arktycznych warunkach

Po dość mocno przeciętnym meczu Wisła wygrała w Gdyni z Arką 1:0. Śmiało można stwierdzić, że to były punkty wykute w lodzie, bo mecz toczył się w arktycznych warunkach, przy kilkunastu stopniach mrozu. Najważniejsze jednak, że krakowski zespół zrobił wczoraj pierwszy krok w kierunku celu, jakim jest mistrzowski tytuł.

Jeszcze w czasie dnia były obawy czy spotkanie dojdzie do skutku. Mróz trzymał bowiem w Trójmieście wczoraj mocno. Organizatorzy stanęli jednak na wysokości zadania. Na nowym stadionie w Gdyni (prezentuje się rzeczywiście okazale) przygotowali boisko znakomicie jak na te warunki pogodowe. Mimo ponad dziesięciu stopni na minusie, jasnym się stało, że inauguracja piłkarskiego sezonu rozpocznie się planowo.

Wisła wyszła w składzie jaki można było przewidzieć. Jedyną zagadką było właściwie czy od początku grać będzie Łukasz Garguła czy Michaił Siwakow. Maaskant ostatecznie postawił na Białorusina i w ten sposób w wyjściowym składzie mieliśmy całą piątkę, pozyskanych w zimie zawodników. Mecz od początku był dość szybki, jakby piłkarze chcieli rozgrzać zmrożone mięśnie. Mniej natomiast było dokładności, co z kolei sugerować mogło, że zmarznięte stopy nie czują piłki.

Pierwsza zaatakowała Arka, która poczuła chyba, że w roli gospodarza to jej obowiązek. Wisła ze spokojem przyjęła te ataki rywali, zwłaszcza, że większego zagrożenia po nich nie było. Jedyne co warto odnotować to strzały Płotki tuż obok słupka oraz Rozicia, z którym poradził sobie Pareiko. Wisła atakowała konkretniej i powinna prowadzić do przerwy co najmniej 1:0. W 22 minucie po uderzeniu Małeckiego Moretto wypuścił piłkę z rąk, a Kirm dobijał w słupek. W 36 min w dobrej sytuacji był z kolei Cikos, ale przestrzelił. Wiślacy mogli też dostać rzut karny na samym początku gry, ale sędzia nie dopatrzył się faulu na Genkowie.

Jeśli ocenić natomiast pierwsze 45 minut w Wiśle nowych piłkarzy, to najlepiej prezentował się aktywny Melikson, a kroku dotrzymywali mu pewni w tyłach Pareiko i Jaliens. Mniej widoczni byli natomiast Genkow i Siwakow. I tak jednak najlepszym piłkarzem nie tylko Wisły, ale całej pierwszej części był Wilk, który notował mnóstwo odbiorów. Pracował z całych sił w obronie, a i akcje ofensywne potrafił wyprowadzić.

Druga połowa była słabsza od pierwszej części. Arka sprawiała wrażenie drużyny, którą w miarę zadowala remis. Wisła natomiast nie bardzo miała pomysł jak przeprowadzić atak, którym rozmontowałaby obronę gospodarzy.

Sporo zatem było szarpaniny w środku pola, fauli, ale składnej gry już zdecydowanie mniej. Brakowało również sytuacji podbramkowych i to z obu stron. Ot ze dwa razy zakotłowało się na przedpolu Wisły i raz Małecki strzelał głową minimalnie niecelnie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.

I pewnie mecz zakończyłby się bezbramkowym remisem, gdyby w samej końcówce na odrobinę szaleństwa nie zdecydował się Patryk Malecki. "Mały" był wczoraj wyzywany przez długie minuty przez kibiców Arki, no to odegrał się na nich w najlepszy z możliwych sposobów, pakując piłkę z całych sił pod poprzeczkę. A później mógł już przebiec całe boisko, żeby cieszyć się z tego gola z fanami z Krakowa, którzy licznie stawili się wczoraj w Gdyni. Później pozostało już utrzymać prowadzenie i pierwsze trzy punkty wiosną trafiły na konto "Białej Gwiazdy".


Bramka: Małecki 89.

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów: 11000.

Arka: Moretto 3 - Bruma 3, Szmatiuk 3, Rozić 3, Noll 3 - Giovanni 3 (62 Labukas), Bożok 3 (88 Burkhardt), Zawistowski 3, PłotkaI 3, Bednarek 3 - Mawaye 2 (87 Ross). Trener: Dariusz Pasieka.

Wisła: Pareiko 4 - Cikos 3, Jaliens 3, Chavez 3, Paljić 2 - MałeckiI 4, Wilk 5, Siwakow 3 (86 Jirsak), Melikson 4, Kirm 3 (86 Żurawski) - Genkow 2 (90+4 Garguła). Trener: Robert Maaskant.


Źródło: gazetakrakowska.pl

Finisz za trzy punkty!

Data publikacji: 25-02-2011 22:32


Po dłuższej przerwie wróciła do Polski liga. Wraz z ligą miała wrócić wiosna, ale ona do Gdyni nie zawitała. Przenikliwy mróz przywitał na nowym stadionie przy Olimpijskiej piłkarzy i kibiców. Z warunków atmosferycznych nikt zadowolony nie był, z wyniku zadowolona mogła być po spotkaniu jedynie Wisła. Krakowianie po golu Małeckiego zwyciężyli na trudnym terenie 1:0.

Kibice Wisły od pierwszych minut z dużym zainteresowaniem przyglądali się grze swojego zespołu. W pierwszej jedenastce Białej Gwiazdy pojawili się bowiem wszyscy zawodnicy, których klub z Krakowa sprowadził na Reymonta w zimowym okienku transferowym.

Spośród pięciu stranieri, którzy rozpoczęli mecz z Arką, najlepiej zaprezentował się Melikson. Izraelczyk raz po raz wygrywał pojedynki z obrońcami gospodarzy, pokazując przy tym niebanalne umiejętności techniczne. W ofensywie dobrze układała się jego współpraca z Małeckim i Kirmem, dzięki czemu przyjezdni nie dali zmarznąć brazylijskiemu golkiperowi Arki.


Bramkarz gospodarzy miał w pierwszej połowie jedną nieudaną interwencję. Po dynamicznym, zakończonym silnym strzałem rajdzie Małeckiego Moretto „wypluł” futbolówkę przed siebie i o mały włos a sprokurowałby w ten sposób gola dla przyjezdnych. Do piłki dopadł Kirm i gdy wydawało się, że Wisła wyjdzie na prowadzenie, Słowieniec trafił jedynie w słupek bramki gości. Świetną okazję miał też Cikos, który po podaniu z lewej strony miał otwartą przestrzeń przed bramką, ale nieczysto uderzył, przez co nie trafił do siatki. Moretto najbardziej wykazał się, gdy przyszlo mu bronić strzał... kolegi z zespołu. Pod koniec pierwszej połowy Brazylijczyk uratował gospodarzy przez stratą bramki samobójczej.

Po drugiej stronie boiska nie nudził się też Pareiko. Estończyk kilkakrotnie musiał interweniować w dość groźnych sytuacjach, a zatrudniać do starał się głównie Mawaye do spółki z Duarte. Na podkreślenie zasługuje bardzo przytomna interwencja golkipera po strzale Rozicia. Obrońca Arki groźnie uderzał głową, ale refleks Pareiki zapobiegł utracie bramki przez Wisłę.


Druga połowa była nie mniej zacięta niż pierwsza, ale nie obfitowała już w podbramkowe spięcia. Obie strony wkładały wiele wysiłku w konstruowanie akcji ofensywnych. Tym próbom daleko było jednak do ideału. W rezultacie gra toczyła się częściej w środku boiska, a jedynym efektem starań Wislaków były kolejne rzuty rożne.

Gdy wydawało się, że w piątkowym spotkaniu żadna z drużyn nie zdobędzie trzech punktów, szalę zwycięstwa na stronę przyjezdnych przechylił Małecki. Pomocnik Białej Gwiazdy jednym zwodem ograł w polu karnym obrońcę Arki i mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Moretto.

Pięć minut nie wystarczyło, by Arka odpowiedziała na trafienie Małeckiego i Wisła po raz kolejny wygrała mecz dzięki konsekwentnej grze do końca. Robert Maaskant nie mógł sobie wymarzyć lepszego rozpoczęcia rundy wiosennej. Michał Probierz i spółka, zgodnie z zamierzeniami holenderskiego szkoleniowca, już w pierwszej kolejce rundy rewanżowej poczuli na plecach oddech piłkarzy spod Wawelu.

Arka Gdynia – Wisła Kraków 0:1 (0:0)

0:1 Małecki 89’

Arka Gdynia: Moretto – Bruma, Szmatiuk, Rozić, Noll – Duarte (61’ Labukas), Bożok (88’ Burkhardt), Zawistowski, Płotka – Bednarek – Mawaye(86’ Ross)

Wisła Kraków: Pareiko – Cikos, Jaliens, Chavez, Paljić – Małecki, Melikson, Wilk, Sivakov (86’ Jirsak), Kirm (85’ Żurawski) – Genkov (90+4 Garguła)

Żółte kartki: Płotka (Arka) – Małecki (Wisła)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Widzów: 11 000

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Zapraszamy na relację z Gdyni: Wisła Kraków gra na nowym stadionie Arki w pierwszym meczu rundy wiosennej.

Przy takim mrozie trudno spodziewać się kompletu widzów. Jednak w Gdyni ma być 750 kibiców gości - w większości fanów Wisły, wspomaganych głównie przez kibiców Lechii.

W Gdyni jest bardzo, bardzo zimno. A temperatura odczuwalna jest jeszcze niższa niż wskazania termometrów. Mamy jednak nadzieję, że mimo wszystko mecz, który już raz był przełożony, dojdzie do skutku i nasza ekipa wróci do Krakowa nad ranem z kompletem punktów.

Fani Wisły i Lechii wchodzą na stadion. Mozolnie to idzie, ale kilkadziesiąt osób jest już na sektorze.

Kwadrans po 19 wiślacki sektor jest już wypełniony. Trwa wymiana uprzejmości.

Na nowym stadionie nie będzie kompletu. Widownię szacujemy na około 10 tysięcy.

Pięciu debiutantów w wyjściowym składzie. Trener Maaskant desygnował do gry wszystkich nowo pozyskanych zawodników. Chętnie zobaczymy co pokażą.

Na ławce rezerwowych Wisły zasiedli: Jovanić, Garguła, Jirsak, Rios, Kowalski, Burliga, Żurawski.

Kapitanem Wisły jest Cezary Wilk.

Wisła w czerwonych koszulkach i białych spodenkach, Arka na niebiesko-żółto.

Gospodarze przygotowali oprawę: sektorówki i kartony układają się w napis Gdynia.

  • 1’ Ruszyli! Zaczynamy rundę wiosenną 2011!
  • 3’ Po błędzie Siwakowa, piłka trafiła pod nogi Mawaye. Napastnik Arki od razu zdecydował się na strzał, ale posłał piłkę obok dalszego słupka.
  • 5’ Rzut rożny dla Wisły. Melikson krótko rozegrał z Małeckim, następnie dośrodkował, ale prosto w ręce Moretto.
  • 7’ W ostatnim fragmencie gra toczy się w środkowej strefie boiska. Teraz ze skrzydła w pole karne schodził Małecki, ale wyjechał z piłką za linię końcową.
  • 10’ Genkow pada w polu karnym, ale arbiter nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki dla Wisły.
  • 10’ Powtórki pokazują, że jeden z zawodników Arki trafił w nogę bułgarskiego napastnika i spowodował jego upadek.
  • 12’ Groźnie pod bramką Wisły. Zawistowski dośrodkował z rzutu rożnego, głową uderzał Rozić, ale pewną interwencją popisał się Pareiko.
  • 12’ Wilk w ostatniej chwili wybija piłkę głową na rzut rożny po centrze z prawej strona boiska. Na piłkę czekał już Zawistowski.
  • 14’ Moretto szybszy od Kirma po zagraniu nad głowami obrońców.
  • 16’ Siwakow świetnie minął Zawistowskiego w środku boiska, ale następnie niecelnie podawał do Genkowa.
  • 18’ Wilk zdecydował się na strzał zza pola karnego, ale został zablokowany. Po chwili do piłki dopadł Małecki, ale nieczysto uderzył i nie sprawił problemów bramkarzowi gospodarzy.
  • 20’ Patryk Małecki dwukrotnie faulowany, tymczasem rzut wolny dla... Arki.
  • 22’ Powinno być 1:0 dla Wisły! Małecki uderzał z około dwudziestu metrów, Moretto niepewnie interweniował wypuszczając piłkę przed siebie. Do siatki powinien trafić Kirm, który miał praktycznie przed sobą pustą bramkę, ale trafił w słupek.
  • 24’ Paljić dobrze blokuje dośrodkowanie Brumy z prawej strony.
  • 25’ Brzydki faul Siwakowa w środku boiska, ale obeszło się bez kartki.
  • 26’ Kartka dla Płotki za taktyczny faul na Meliksonie.
  • 27’ Kolejny faul Płotki, tym razem na Wilku. Sędzia oszczędził pomocnika Arki.
  • 28’ Dośrodkowanie Paljicia w pole karne, ale ze złapaniem długo lecącej piłki problemów nie miał Moretto.
  • 30’ Korner dla Białej Gwiazdy. Centra Meliksona, ale bez zagrożenia dla bramki Arki.
  • 30’ Małecki wpada z piłką w pole karne, uderzył z około czternastu metrów, ale niecelnie.
  • 34’ Inicjatywa cały czas należy do Wisły, której jednak ciężko jest sforsować skomasowaną defensywę Arki.
  • 37’ Groźnie pod bramką Wisły. Po centrze z prawego skrzydła, Mawaye wyprzedził Jaliensa, ale na szczęście uderzył nad poprzeczką.
  • 38’ Kolejna świetna okazja dla Wisły. Po ładnej akcji, w pole karne dośrodkował Kirm, źle interweniował Szmatiuk, piłka trafiła do niepilnowanego z prawej strony pola karnego Czikosza, który jednak uderzył niecelnie.
  • 39’ Kolejną bardzo dobrą akcję w tym meczu przeprowadził Melikson, który świetnie prezentuje się w swoim debiucie.
  • 40’ Rzut rożny dla Arki. Po centrze Zawistowskiego uderzał Noll, piłka po plecach jednego z wiślaków szybuje nad bramką. Po drugim kornerze dobrze interweniował Chavez.
  • 41’ Tymczasem w drugim dzisiejszym spotkaniu Ekstraklasy, Cracovia po bramce Jarabicy prowadzi 1:0 z Legią Warszawa.
  • 42’ Kolejny korner dla gospodarzy i kolejna centra Zawistowskiego. Tym razem do piłki doszedł Szmatiuk, ale także uderzył głową niecelnie.
  • 43’ Świetna akcja Wisły. Z prawej strony do akcji podłączył się Czikosz, po jego płaskim dośrodkowaniu gospodarze omal nie wpakowali piłki do własnej bramki. Dobrze interweniował Moretto.
  • 45’ W Krakowie już 1:1. Wyrównującego gola dla Legii zdobył Kucharczyk.
  • 45+1’ Paljić ucierpiał po jednym z ataków rywali i wymaga interwencji sztabu medycznego.

Koniec pierwszej połowy.

  • 46’ Wiślacy rozpoczynają drugą połowę.
  • 47’ Cracovia prowadzi 2:1 z Legią.
  • 47’ Zupełnie nieudany strzał Paljicia z dystansu.
  • 48’ Ładna akcja Wisły, ale bez strzału. Chwilę później po centrze Meliksona, obok bramki piłkę barkiem uderzył Genkow.
  • 51’ Rzut rożny dla Wisły. Nieudane dośrodkowanie Małeckiego, ale po chwili piłka wróciła w pole karne Arki. Z przewrotki próbował uderzać Jaliens, ale Moretto nie miał żadnych problemów.
  • 55’ Korner dla Arki. Tym razem w pole karne zagrywa Bożok, ale zbyt głęboko.
  • 56’ Mocny strzał Płotki zza pola karnego, ale piłkę pewnie złapał Pareiko.
  • 58’ W Krakowie już 2:2. Wyrównuje Hubnik.
  • 59’ Uff... Pareiko instynktownie broni po strzale Nolla i piętce Mawaye.
  • 61’ Zmiana w Arce. Labukas zastępuje Giovanniego.
  • 62’ Ntibazonkiza i Cracovia prowadzi 3:2.
  • 64’ Rzut wolny dla Wisły z prawej strony boiska na wysokości pola karnego. Po dobrej centrze Kirma, jeden z obrońców wybija piłkę.
  • 68’ Po dośrodkowaniu Małeckiego z rzutu rożnego, piłkę na raty złapał Moretto.
  • 70’ Kolejny w tym meczu rzut rożny dla Arki. Czikosz wybija piłkę, ale chwilę później wraca ona w pole karne. Głową uderzał Rozić, ale nad bramką.
  • 71’ Małecki ładnie opanował piłkę w polu karnym Arki i zdecydował się na strzał. Płasko uderzona futbolówka wylądowała w rękach Moretto.
  • 73’ Wisła bliska objęcia prowadzenia. Po świetnej centrze Kirma w pole karne, do piłki dopadł Małecki, ale głową posłał piłkę tuż obok słupka.
  • 75’ Już sześć goli w Krakowie. Cracovia - Legia 3:3.
  • 77’ Seria trzech rzutów rożnych dla Wisły. Po ostatniej centrze Małeckiego z piłką minął się Jaliens.
  • 77’ Strzał Kirma z boku pola karnego. Moretto odbija piłkę na rzut rożny.
  • 84’ Za kilka chwil na murawie pojawią się Żurawski i Jirsak.
  • 86’ Zmiany w Wiśle. Schodzą Kirm i Siwakow, wchodzą Żurawski i Jirsak.
  • 87’ Zmiana także w Arce. Ross za Mawaye.
  • 88’ Ostatnia zmiana w Arce. Burkhardt za Bożoka.
  • 89’ GOOOL. Patryk Małecki!!!! Świetna indywidualna akcja Małego, który w polu karnym zbiegł z piłką do środka, a następnie potężnym strzałem pod poprzeczką pokonał Moretto.
  • 90’ Sędzia doliczył trzy minuty.
  • 90+2’ Na murawie leży Melikson, które prawdopodobnie zaczęły łapać skurcze. Nowy pomocnik Białej Gwiazdy opuścił boisko na noszach.
  • 90+4’ Ostatnia zmiana w Wiśle. Garguła za Genkowa.

Koniec meczu. Wisła rozpoczyna rundę rewanżową od zwycięstwa.

Źródło: wislakrakow.com

Trenerzy po meczu

Dariusz Pasieka - trener Arki

- Uważam, że z przebiegu całego meczu zasłużyliśmy przynajmniej na jeden punkt - powiedział po spotkaniu trener Arki Gdynia. - Wisła ma w swoich szeregach graczy, którzy w pojedynkę potrafią rozstrzygać losy spotkania. Żal mi swojej drużyny, bo włożyli w to spotkanie dużo ambicji i umiejętności. Brakowało niewiele, byśmy zostali nagrodzeni tym jednym punktem. Byłby to niezły start.

Jedyną bramkę w meczu inaugurującym rundę wiosenną w Gdyni zdobył Patryk Małecki. - Podobną sytuację miał Giovanni Duarte, który niepotrzebnie oddawał do Mawaye i nie skończyło się to strzałem z naszej strony. Małecki pokazał jak wykorzystuje się takie sytuacje.

- W okresie przygotowawczym traciliśmy bramki w końcówce po stałych fragmentach gry, dzisiaj była to bramka z akcji. Zadecydowały indywidualne umiejętności Patryka Małeckiego.

Trener Dariusz Pasieka doszukał się pozytywów w grze swoich podopiecznych. - Postawiliśmy Wiśle poprzeczkę wysoko, to napawa optymizmem przed następnymi potkaniami. Szkoda jednak, że przerwaliśmy passę nieprzegranych meczów u siebie.

Źródło: wislakrakow.com

Robert Maaskant - trener Wisły

Robert Maaskant podczas pomeczowej konferencji prasowej
Robert Maaskant podczas pomeczowej konferencji prasowej

Wisła Kraków przerwała passę nieprzegranych meczów Arki w Gdyni. Nie było łatwo, ale w końcówce meczu szkoleniowiec krakowian przesunął Małeckiego bardziej do przodu, a ten, podobnie jak w sparingach, znalazł drogę do siatki. - Małecki chyba zawsze ma problemy z kibicami gospodarzy, ale strzelił pięknego gola - skwitował Robert Maaskant.

- Arka zaczęła mecz bardziej agresywnie niż my, oddała kilka strzałów z dystansu. Potem nie pozwoliliśmy im na zbyt wiele i przejęliśmy kontrolę nad grą. Ważnym momentem była sytuacja, w której powinniśmy byli otrzymać rzut karny. Stworzyliśmy sobie też 2-3 dobre okazje, które powinniśmy byli zakończyć zdobyciem gola - wyjaśniał holenderski szkoleniowiec.

W pierwszym starciu rundy wiosennej zadebiutowali wszyscy zawodnicy, których Wisła pozyskała w zimowym okienku transferowym. - Przed meczem mieliśmy kłopoty, m.in. Siwakow nie trenował z nami, bo załatwiał sprawy formalne, zaś Genkow nie czuł się dobrze i jego występ stał pod znakiem zapytania. Uznałem jednak, że dam im szansę i wstawię do drużyny nowych zawodników.

Trener Maaskant czekał ze zmianami aż do 86. minuty, wtedy to w miejsce Kirma i Siwakowa wstawił Żurawskiego i Jirsaka. - Zmieniłem system bardziej na 4-4-2, Meliksona przesunąłem na lewo, a Małeckiego do przodu. W trakcie przygotowań strzelił kilka bramek i dlatego postawiłem na niego. Nie zawiódł.


Źródło: wislakrakow.com

Piłkarze po meczu

Małecki o pogodzie, znaku firmowym, koszulce...

Radość Patryka Małeckiego po golu dla Wisły
Radość Patryka Małeckiego po golu dla Wisły

Bohater meczu w Gdyni, Patryk Małecki, mówił po wygranej o swego rodzaju znaku firmowym "Białej Gwiazdy" - zwycięstwach wywalczonych w końcówkach. - Ważne, że wygraliśmy, ważne, że zagraliśmy do końca. To taki nasz znak firmowy - uważa Małecki.

- Pokazujemy, że nawet gdy walimy głową w mur przez 80-90 minut to potrafimy grać do końca - dodaje zawodnik Wisły. - W meczu mieliśmy kilka sytuacji, ale wykorzystaliśmy tą jedną. Byliśmy cierpliwi. Niby sytuacja powstała "z niczego", ale padła bramka i z tego trzeba się cieszyć.

Zdaniem Małeckiego Wisła stworzyła sobie więcej okazji na rozstrzygnięcie spotkania i dlatego uważa wygraną za sprawiedliwy rezultat. - Byliśmy przygotowani na walkę do upadłego. Wydaje mi się, że z przebiegu meczu byliśmy wyraźnie lepszą drużyną. Szkoda tej niewykorzystanej okazji Andraża Kirma, ale najlepsi zawodnicy na świecie też nie zawsze strzelają - mówi "Mały".

Kilkunastostopniowy mróz dał się we znaki zawodnikom "Białej Gwiazdy". - Przyznam szczerze, że pierwszy raz gram przy takiej pogodzie - powiedział bohater meczu w Gdyni. - Cieszę się, że zagraliśmy, ale pod koniec było naprawdę ciężko. Mięśnie w nogach były zmrożone. Tyle, że ta temperatura była taka sama dla obu drużyn. Boisko? Było zrobione naprawdę super, bardzo dobrze przygotowane do meczu o takiej porze.

Patryk chwalił też nowych graczy, którzy zadebiutowali w oficjalnym meczu w składzie "Białej Gwiazdy". - Melikson z pewnością po raz pierwszy grał przy aż tak niskiej temperaturze, a był jednym z najlepszych o ile nie najlepszym zawodnikiem tego meczu. Cieszę się, że mamy wreszcie drużynę w której jeden walczy za drugiego. Oby tak dalej - podkreślał.

Wisła meczem z Arką umocniła się na drugim miejscu w tabeli, wyprzedzając trzecią Legię o dwa punkty. - To zwycięstwo to dobry prognostyk przed następnymi kolejkami. Pamiętajmy jednak, że przed nami mecz Pucharu Polski z Podbeskidziem. Musimy się zmobilizować i przede wszystkim wygrać.

"Mały" bardzo pilnował się, by nie odpowiedzieć na zaczepki kibiców Arki. Gdy jednak zdobył bramkę - eksplodował z radości. - Nie jest łatwo wytrzymać przez 90 minut wyzwiska pod swoim adresem, ale one mnie tylko motywują. Nie patrzę na trybuny, kibice przychodzą obejrzeć dobre "show", żeby wspomagać swoich piłkarzy, a piłkarze koncentrują się na meczu. Miałem taką adrenalinę w sobie i chęć zwycięstwa, że naprawdę niewiele z tych okrzyków do mnie docierało.

Po zdobyciu gola strzelec jedynego gola meczu zaprezentował specjalną koszulkę. - Dostałem ją od kolegi z Pruszcza Gdańskiego. Zawsze gdy na meczu wisi flaga "Pruszcz Gdański" to strzelam bramki. Dlatego zrobił mi taką koszulkę, zakładam ją zawsze przed meczem i przynosi mi szczęście.

Swojej dobrej dyspozycji Małecki nie doszukuje się tylko w "motywacji" ze strony kibiców gospodarzy. Twierdzi, że dobrze przepracował obóz przygotowawczy. Przed rozpoczęciem przygotowań głośno domagał się miejsca w ataku, okazuje się jednak, że jest w stanie strzelać bramki także jako skrzydłowy. - Teraz gramy systemem 4-3-3, jestem coraz bliżej bramki. Teraz trener mnie widzi w pomocy, ale jeśli nawet będzie dla mnie widział miejsce na obronie to będę grał tam, gdzie będzie na mnie stawiał - zakończył Patryk.

Źródło: wislakrakow.com

Melikson: Było bardzo zimno

26. lutego 2011, 09:09

Maor Melikson był wyróżniającym zawodnikiem meczu Arka - Wisła. Choć nie wziął udziału w kluczowej akcji meczu, to pokazał nieprzeciętne, jak na naszą ligę, umiejętności techniczne i dużą szybkość.

Jakie były jego wrażenia po pierwszym meczu w polskiej lidze? - Było bardzo zimno - odpowiada z uśmiechem. - Gra w polskiej lidze jest bardziej agresywna. No i ta pogoda stanowi dużą różnicę, przynajmniej w dzisiejszym meczu. Mój występ? Poprawny. Nie mam problemów z komunikacją z resztą kolegów.

- Arka po raz pierwszy przegrała na własnym boisku, więc ten wynik jest dla nas sukcesem. Przyjechaliśmy po trzy punkty i po nie sięgnęliśmy. Jednak możemy grać lepiej niż dziś - zapewnia. - Myślę, że gdybyśmy wcześniej zdobyli bramkę, a mieliśmy ku temu sytuacje, to nasza gra wyglądałaby lepiej - uważa Maor.

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Wilk: Był taki krytyczny moment

26. lutego 2011, 09:29

Cezary Wilk pod nieobecność Radosława Sobolewskiego zastąpił go nie tylko na pozycji defensywnego pomocnika, ale także w roli... kapitana drużyny. 25-letni zawodnik przeciwko Arce Gdynia bardzo dobrze wypełnił swe zadania, jednak zdaje sobie sprawę, że w kolejnym meczu ligowym prawdopodobnie zasiądzie na ławce rezerwowych.


Wydaje się, że wykorzystałeś swoją szansę.

- Cieszy mnie taka opinia, ale wielu innych zawodników też pokazało się z dobrej strony. Myślę tu przede wszystkim o "Małym", który zdobył zwycięskiego gola, Melikson zrobił kawał dobrej roboty z przodu. Na to zwycięstwo złożyła się więc dobra gra wielu zawodników, choć trzeba przyznać że sam mecz nie wyszedł nam do końca tak jak sobie tego życzyliśmy.

Tego zwycięstwa nie było by jednak, gdyby nie Twoja ciężka praca w destrukcji.

- Każdy na boisku ma swoje zadania i każdy ze swoich zadań powinien się wywiązywać. Trener nakreśla takie a nie inne znaczenie zawodnika w zespole, więc robiłem to, co do mnie należało. Wykonałem to, czego wymagał ode mnie trener.

Jak grało się w takich warunkach?

- W trakcie meczu aż tak bardzo ta minusowa temperatura nie była tak odczuwalna. Troszeczkę gorzej było w momencie, gdy wychodziliśmy na drugą połowę - był to taki krytyczny moment. Nie było jednak tak źle, chyba gorzej znosili to obcokrajowcy, którzy z taką temperaturą nie mieli nigdy do czynienia.

Zwycięstwo po nie najlepszej grze może dać pozytywnego kopa na rozpoczęcie sezonu?

- Jak najbardziej. Brakowało nam polotu, takiej fantazji w grze. My przede wszystkim chcieliśmy wygrać. Wiedzieliśmy, że w takich warunkach piękno gry zejdzie na bok, a najważniejsze będą trzy punkty. "Najważniejsze jest zwycięstwo" - to takie wyświechtane powiedzenie, ale tak właśnie dziś było. Cel udało się osiągnąć. Patryk Małecki oddał piękny strzał, zwycięstwo w końcówce podwójnie cieszy.

Gdyby porównać dzisiejszy mecz z tymi w okresie przygotowawczym. Jest lepiej?

- Myślę, że przede wszystkim sparing z BATE Borysów był lepszy w naszym wykonaniu niż ten dzisiejszy, ale też porównywanie sparingów i meczów mistrzowskich nie ma najmniejszego sensu, bo wiążą się z nimi zupełnie inne emocje.

Za tydzień do wyjściowego składu wróci pewnie Radosław Sobolewski. A co z Czarkiem Wilkiem?

- Radek jest numerem jeden i to na dzień dzisiejszy się nie zmienia.

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Kibicowsko

Kibice Wisły na meczu
Kibice Wisły na meczu




















Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2010/2011

Analiza meczu i oceny piłkarzy

Po miesiącach oczekiwania powróciła Ekstraklasa. Wisła w Gdyni odniosła ważne i cenne, choć skromne zwycięstwo. Dla Arki, która od lat stawia Wiślakom twarde warunki, była to dopiero pierwsza porażka przed własną publicznością w obecnym sezonie. Dla Wisły - już piąty mecz z rzędu bez straconej bramki, oraz czwarty wyjazd zakończony wynikiem 0:1. Kibice pomimo przenikliwego mrozu i śliskiej murawy zobaczyli dobre widowisko prowadzone w niezłym tempie i pozbawione wyraźniejszych przestojów. Przerażająca niektórych liczba 16 obcokrajowców w wyjściowych składach zdołała się przełożyć na nieco dokładniejszą i płynniejszą grę, niż zwykło się oglądać na boiskach Ekstraklasy.

O meczu

Mecz w Gdyni miał dwie dosyć różne odsłony. W pierwszej połowie Wisła grała bardzo składnie i choć nie zdobyła się na absolutną dominację boiskową, to jednak kontrolowała przebieg wydarzeń. Po przerwie dało o sobie znać kilka problemów. Zaczęło szwankować wychodzenie za akcją. Wisła atakowała coraz mniejszą ilością piłkarzy, w dodatku ci, którzy ruszali do przodu nie zawsze byli tak ruchliwi jak wymagała tego sytuacja.

Nie wszyscy piłkarze operowali na tym samym poziomie dynamiki, bardzo brakowało przytrzymania piłki w środkowej strefie gry i narzucenia własnego tempa gry, dostosowanego do kurczących się sił naszych piłkarzy. Coraz częściej Wisła szarpała się między jednym polem karnym, a drugim. Nie mam tutaj pretensji do piłkarzy, którzy za wszelką cenę chcieli odwrócić losy meczu, bo przecież bezbramkowy remis z outsiderem stanowczo nas nie satysfakcjonował. W piątek jednak wyraźnie zabrakło w drugiej linii doświadczenia i zgrania, które zapewniłoby uporządkowanie naszej gry. Na pewno będzie to obiektem pracy sztabu szkoleniowego w najbliższych tygodniach.

Po pierwsze nasuwają się pytania o przygotowanie fizyczne - wiadomo, że nie wszyscy piłkarze są na tym samym etapie. Pareiko i Genkow mają spore zaległości, podczas gdy Melikson i Jaliens są w rytmie meczowym, natomiast Siwakow, choć cały czas trenował, to rzadko grywał. Oczywiście trener najlepiej wie, kto jest w jakiej dyspozycji motorycznej i ma swoją wizję gry drużyny, jednak wydaje się, że przynajmniej jedną zmianę mógł przeprowadzić zdecydowanie wcześniej, już około 60-70. minuty.

Druga kwestia to jakość naszej formacji defensywnej. Nasi obrońcy mają potencjał, ale na tą chwilę nie stanowią dostatecznie dużej siły. Mają problemy z samodzielnym zażegnywaniem niebezpieczeństwa i muszą czekać na powrót partnerów z drugiej linii lub przerywają akcję oddając rywalom aut lub róg, co również zmusza drugą linię do powrotu. W konsekwencji druga linia pożytkowała coraz więcej sił na defensywę i problemem stało się utrzymywanie ciągłości ataków.

Oceny piłkarzy

Oceny w skali 0-10
0 (Występ poniżej krytyki!), 1 (Fatalnie), 2 (Źle), 3 (Słabo), 4 (Dostatecznie), 5 (Przeciętnie), 6 (Poprawnie), 7 (Dobrze), 8 (Bardzo dobrze), 9 (Świetnie), 10 (Co ten piłkarz jeszcze robi w Polsce?)


Sergei Pareiko - 7
Dobry występ debiutującego w Wiśle bramkarza. Co prawda Arka rzadko testowała umiejętności naszego golkipera, to jednak przez pełne 90 minut zachował on zarówno spokój, jak i pełną koncentrację. Na brawa zasłużył po interwencji z drugiej połowy, kiedy po zamieszaniu po stałym fragmencie gry nie dał się zaskoczyć uderzającemu z niewielkiej odległości piętą rywalowi. Oczywiście jeden mecz to zbyt mało, żeby ocenić klasę zawodnika, ale w meczu w Gdyni Estończyk zaprezentował się z jak najlepszej strony.

Erik Cikos - 4
Nienajlepszy występ Słowaka. Arka atakowała raczej naszą lewą stroną, a mimo to Cikos przy naszych akcjach ofensywnych udawał, że nie ma go na boisku. Dość powiedzieć, że Jaliens musiał bardzo często przejmować jego obowiązki we wprowadzaniu piłki do gry, bo nasz prawy obrońca chował się przed partnerami. Przed przerwą Cikos zdecydował się na dwa odważniejsze wyjścia do przodu, za pierwszym razem zabrakło precyzji w podaniu Siwakowa, za drugim wszystko poszło jak należy i od razu zawiązała się bardzo groźna akcja, a po dośrodkowaniu Erika jeden z Arkowców prawie wbił sobie samobója. Cikos ma potencjał do gry ofensywnej, szkoda, że tak rzadko z niego korzysta. W drugiej połowie było z tym trochę lepiej, ale wciąż niewystarczająco. Można odnotować, że wygrał pojedynek główkowy z Emilem Nollem, po którym padła bramka, jednak trzeba przyznać, że bramka to w znakomitej większości zasługa Patryka Małeckiego.

Kew Jaliens - 6
Po debiucie Holendra można śmiało powiedzieć, że to bardzo ciekawy zawodnik. Dobra dynamika i siła doświadczenia. Bardzo podoba mi się, jak umiejętnie kryje zawodnika od bramki - w ten sposób wypycha rywali z szesnastki nie posiłkując się siłą, bazując jedynie na dynamice i umiejętnościach. Do tego widać, że grywał na boku defensywy, bo futbolówkę prowadzi krócej niż polscy skrzydłowi. Jaliens może okazać się najlepszym stoperem, jaki biegał po boiskach Ekstraklasy od czasów... Hm, być może kiedykolwiek. Skoro jest tak dobrze, to czemu tylko 6?

Po pierwsze Jaliens miał spore problemy z utrzymaniem równowagi na murawie. Oczywiście usprawiedliwiają go poniekąd warunki atmosferyczne, ale faktem jest, że w kilku momentach był zbyt daleko od rywala i pod bramką Wisły było groźnie. Gdyby w pierwszej połowie bodajże Mawaye z pięciu metrów trafił w bramkę, wątpię żeby Jaliens mógł usprawiedliwiać się murawą. Ponadto pozostaje kwestia zgrania z partnerami. Momentami Holender grał po swojemu, co niekoniecznie współgrało z postawą partnerów. Szczególnie przy zamieszaniach podbramkowych powstałe luki łatać musiał Wilk, a niestety uważam, że przy o klasę lepszym rywalu i on mógłby już nie podołać.

Pozostaje jeszcze kwestia gry ofensywnej. Jaliensa ciągnie do przodu bardziej niż niejednego bocznego obrońcę grającego w naszej lidze i bardzo mi się to podoba. Uważam, że w dzisiejszym futbolu wprowadzanie piłki do gry przez stoperów to bardzo ważny element gry i stanowczo nie powinno ograniczać się do grania długich piłek. Niestety w piątek na ofensywnych wyjściach Holendra Wisła niewiele skorzystała, bo niestety większość z nich kończyła się niecelnymi podaniami. Tu oczywiście również na pierwszy plan wychodzi kwestia zgrania. Miejmy nadzieję, że wraz z upływającym czasem Wisła będzie miała z Jaliensa coraz więcej pożytku.

Osman Chavez - 4
Zdecydowanie słabszy występ Honduranina, podobnie jak w Warszawie, tak i w Gdyni Chavez wyraźnie nie radził sobie na śliskiej murawie. Warunki krępowały jego zwrotność i często zmuszały do wyboru między ryzykownym zagraniem a oddaniem stałego fragmentu gry. W efekcie Arka miała naprawdę dużo rzutów rożnych i autów po stronie Chaveza. Oczywiście na postawę naszego stopera miało też wpływ ustawienie go po lewej stronie oraz słabe zgranie z partnerem na tej pozycji. Chavez jest zawodnikiem wybitnie prawonożnym, w dodatku z natury nieszczególnie zwrotnym, więc gra po lewej stronie tylko uwypuklała jego problemy związane ze stanem boiska. Mimo to trzeba oddać, że choć Wiślak nie był najpewniejszym punktem swego zespołu, to jednak zdołał przetrwać 90 minut bez kartki a jego błędy nie miały poważniejszych konsekwencji.

Dragan Paljić - 6
Dobry występ tego zawodnika z pewnymi zastrzeżeniami. Paljić nie wyróżnił się jakimiś fajerwerkami, jednak przez 90 minut był bardzo aktywny zarówno w defensywie jak i ofensywie. Nawet jeżeli popełniał błędy, to starał się je naprawiać, dużo biegał i walczył. Obok Wilka i Meliksona był to zawodnik, który najwięcej pracował na grę Wisły. Niezmiennie imponował w pojedynkach powietrznych, gdzie swoimi timingiem i skocznością nadrabiał braki w centymetrach. Jednak o dziwo najwięcej zastrzeżeń mam do momentów, w których Paljić był przy piłce. Kilkukrotnie zbyt krótko wybijał futbolówkę, popełnił trzy błędy przy wyprowadzeniu piłki, z czego jeden bardzo poważny, bezpośrednio pod własnym polem karnym- na nasze szczęście obyło się bez. Martwi to tym bardziej, że Niemiec akurat z murawą nie miał większych problemów i błędy te raczej podpadają pod futbolowe niechlujstwo.

Cezary Wilk - 7
Miał za zadanie zastąpić Radosława Sobolewskiego i wywiązał się z niego świetnie. W defensywie był bardzo ważną postacią, szczególnie na początku meczu ratował naszych nie najlepiej czujących się na śliskiej murawie stoperów. Również w ofensywie zaliczył kilka ciekawych wyjść, m.in. to po jego akcji Wiśle należał się rzut karny po faulu na Genkowie. Nie bał się gry, choć z racji odgrywanej roli raczej samemu inicjował ataki po przechwytach, niż pokazywał się partnerom. Kilkukrotnie zbierał piłkę przed szesnastką rywali, nie pozwalając na zainicjowanie kontry i przedłużając ofensywę Wisły. Zarówno w ofensywie jak i defensywie cechował go spokój i zdecydowanie. Po pauzie wywołanej nadmiarem kartek, do pierwszego składu prawdopodobnie wróci Sobolewski, jednak Wilk z pewnością dał do myślenia trenerowi Maaskantowi. Niewykluczone, że wobec niezbyt imponującej postawy Siwakowa, Polak zajmie miejsce Białorusina.

Michaił Siwakow - 4
Przyznam, że Białorusin zaskoczył mnie i to negatywnie. Widać po nim potencjał, ale bardzo mało trenował z drużyną, przez co chwilami zdaje się nie wiedzieć, co ma robić. W dodatku w meczu z Arką wyraźnie zjadła go trema. W efekcie pierwsze 20 minut miał słabe- kilka strat i piłek oddanych za darmo rywalom, dwa niepotrzebne faule. Dopiero od czasu efektownej "siatki" założonej rywalowi zyskał nieco na śmiałości, zaczął zagrywać również do przodu, dłużej utrzymywać się przy piłce. Mimo to cały czas był zbyt mało aktywny, nie szukał gry, rzadko pokazywał się partnerom. Zdarzały mu się ciekawe zagrania, jednak po partnerze Meliksona oczekiwałbym przede wszystkim rozsądnego i odpowiedzialnego regulowania tempa gry, jako odpowiedzi na żywiołowość Izraelczyka. Siwakow był stanowczo zbyt nerwowy, czasem wydawało się, że gra w "piłka parzy".

Mimo to trzeba oddać, że choć brakowało mu automatyzmów, w defensywie starał się grać bardzo odpowiedzialnie. Często był tym, który asekurował partnerów i choć nie stawiało go to na pierwszym planie, wykonywanie założeń taktycznych z pewnością kosztowało go sporo pracy. Na dziś trudno stwierdzić na ile ten zawodnik może Wiśle pomóc w wywalczeniu mistrzostwa, ani nawet na co stać Białorusina. Jest zdecydowanie zbyt wcześnie aby go skreślać, jednak moim zdaniem na dziś korzystniejsze byłoby wystawianie w pierwszym składzie Łukasza Garguły lub, jeśli trener oczekuje zawodnika bardziej defensywnego, Cezarego Wilka. Tymczasem Siwakow powinien zgrywać się z zespołem na treningach i wchodzić z ławki jako "pierwszy rezerwowy".

Maor Melikson - 7
Dobry debiut Izraelczyka. Melikson był motorem napędowym większości wiślackich akcji. Niezwykle przebojowy, bardzo dynamiczny i przede wszystkim świetnie czujący grę. Już po jednym meczu widać, że dysponuje nietuzinkowymi umiejętnościami indywidualnymi. Natomiast aby Wisła w pełni wykorzystywała potencjał tego zawodnika potrzeba jeszcze trochę czasu, a przede wszystkim pracy na treningach. Choć na grę Wiślaka patrzyło się z niekłamaną przyjemnością, to trzeba przyznać, że wynikało z niej zbyt mało konkretów. Nie jest to winą samego zawodnika, bo to przede wszystkim partnerzy nie nadążali z pokazywaniem mu się do gry. Poza tym w Wiśle wyraźnie brakowało zawodnika, który dyrygowałby naszą grą w ofensywie.

Patryk Małecki - 6
Przeciętny występ Wiślaka, zakończony bardzo ważną bramką. Małecki przez większość spotkania nieskutecznie szarżował sam przeciwko obrońcom Arki, nie wykazując się przy tym żadnym wyczuciem. Czasem przynosiło to lepsze, czasem gorsze wyniki. Patryk powinien jednak zwrócić więcej uwagi na grę zespołową. Nie ma nic złego w tym, że spróbuje kilku akcji indywidualnych, ale nie zawsze takie rozwiązanie jest najlepsze dla drużyny. Nawet gracz pokroju Arjena Robbena denerwują nadmiernym egoizmem na boisku. Kiedy zawodnik sam pcha się w sytuacje, której wiadomo, że nie podoła, jest to tym bardziej irytujące- szczególnie dla partnerów z drużyny. Nie piszę tego żeby czepiać się Małeckiego, ale dlatego, że uważam, że zawodnik ten zatrzymał się nieco w swoim piłkarskim rozwoju i potrzebuje nad sobą pracować, żeby nie zmarnować potencjału, który niewątpliwie posiada. Na plus dla Patryka warto zanotować jeszcze kilka dobrze bitych stałych fragmentów w drugiej połowie meczu.

Andraż Kirm - 5
Kirm pracował może nawet więcej niż Małecki, bo częściej miał okazje do interwencji w defensywie, jednak w ofensywie z jego gry wynikało mało konkretów. To właśnie dziwi w grze Słoweńca, który zawsze daje z siebie wszystko, zawsze stara się być wszędzie, zawsze pracuje na grę drużyny, a mimo to często jego gra nie przekłada się na sytuacje dla drużyny. Co więcej, w piątek Kirm przypomniał o nieskuteczności, która co jakiś czas go prześladuje. Pod koniec jesieni wydawało się, że jest z tym już nieco lepiej, a tymczasem Wiślak znowu przestrzelił w bardzo dogodnej sytuacji. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej z jego skutecznością, bo jest on ważnym ogniwem obecnej Wisły.

Cwetan Genkow - 5
Ostatni z debiutantów, podobnie jak Siwakow, wydawał się nieco zagubiony. Kiedy trzeba było uczestniczyć w rozegraniu piłki, raczej chował się przed grą, co sprawiało, że okresami był niewidoczny. Zdecydowanie lepiej sprawdzał się tam gdzie liczyły się jego indywidualne umiejętności. Kiedy tylko Wiślacy zagrywali dłuższą piłkę, pewne było, że na drugim końcu podania znajdzie się Genkow. Co ważne, wiele z tych piłek wygrywał, choć nie zawsze dawało to bezpośrednią korzyść drużynie. Po Bułgarze widać też było instynkt w szesnastce. Choć nie dysponuje on taką szybkością i dynamiką jak Brożek, przy dośrodkowaniach potrafił "odkleić się" od kryjącego go obrońcy i wypracować sobie pozycję. Niestety Wisła posyłała w pole karne zbyt mało udanych dośrodkowań z gry, aby Genkow mógł się w pełni wykazać.

Rezerwowi:

Tomas Jirsak czas gry: 4 (podstawowego czasu gry)+4 (doliczonego czasu gry) minuty
Grał zbyt krótko, aby podlegać ocenie
Maciej Żurawski czas gry: 4+4 minuty
Grał zbyt krótko, aby podlegać ocenie
Łukasz Garguła czas gry: 0+1 minuta
Grał zbyt krótko, aby podlegać ocenie

Podsumowanie

W piątkowy wieczór Wisła zaprezentowała momentami bardzo ciekawą grę, jednak do mistrzostwa jeszcze daleka droga. Warto pamiętać, że choć Arka zagrała dobry mecz, a liga jest bardzo wyrównana, to mierzyliśmy się jednak z jedną ze słabszych drużyn. Przed nami z pewnością kilka trudniejszych przetarć, choć szczęśliwie najbliższe tygodnie przynajmniej na papierze zapowiadają się względnie łatwo.

Zarówno Ruch Chorzów jak i Widzew Łódź to drużyny z dołu tabeli, którym w dodatku przyjdzie grać na wyjeździe. Rywale, na których drużyna może poćwiczyć zgranie, bo z tym jest chyba najgorzej. I trudno się dziwić, w piątek w wyjściowym składzie mieliśmy 9 obcokrajowców z 9 różnych krajów, 5 z nich to debiutanci w naszej lidze. W dodatku stażem dłuższym niż pół roku w Wiśle poszczycić mogli się tylko Kirm i Małecki.

Ciekawe, jak w takiej sytuacji będą wyglądały zestawienia personalne Wisły na mecze w Pucharze Polski. Podbeskidzie Bielsko-Biała to teoretycznie rywal wyraźnie słabszy od Wisły, czy trener zdecyduje się na dodatkowe obciążanie zawodników z nominalnej pierwszej jedenastki w imię "bezstresowego" zgrywania składu, czy też może da szansę zawodnikom, którzy o miejsce w składzie dopiero walczą? Warto może w tym miejscu przypomnieć, że sam Puchar Polski to jak najbardziej gra warta przysłowiowej świeczki. Zdobywca pucharu zaczyna przygodę z Ligą Europejską od trzeciej rundy eliminacji. W razie niezdobycia mistrzostwa, późniejszy start w pucharach to poważny handicap, jeśli idzie o przygotowania do sezonu.

Źródło: wislakrakow.com
Autor: Aleksander Lusina

Kibice Wisły na meczu
Kibice Wisły na meczu

16. kolejka Ekstraklasy – podsumowanie


26. lutego 2011, 15:28 (aktual. 27. lutego 2011, 21:40)

Piątkowe mrozy okazały się czynnikiem mobilizującym dla piłkarzy, którzy stworzyli dwa ciekawe widowiska. Wisła pokonała na wyjeździe Arkę Gdynia, a Legia Warszawa zremisowała w Krakowie z Cracovią 3:3. W sobotę mróz zelżał i piłkarze zamiast grać - opalali się. W trzech spotkaniach padły trzy remisy i cztery bramki, a z boisk wiało bardziej nudą niż chłodem. Podobnie "ciekawie" prezentowało się pierwsze z niedzielnych spotkań, w którym Polonia Warszawa zremisowała bezbramkowo z Górnikiem Zabrze. Pasmo remisów przerwali dopiero aktualni mistrzowie Polski z Lecha Poznań, którzy na własnej "murawie" pokonali Widzew Łódź 1:0.
Podobnie jak w pierwszej kolejce obecnego sezonu, Wisła okazała się o jedną bramkę lepsza od Arki. Autorem jedynego trafienia meczu, tak jak i w sierpniu, został Patryk Małecki. W pierwszej połowie Wisła była drużyną grającą ciekawszy futbol od rywali. Brylował przede wszystkim Maor Melikson, który pokazał potencjał na miarę gwiazdy ligi. Jeszcze w trakcie pierwszego kwadransa gry sędzia nie odważył się podyktować rzutu karnego za ewidentne przewinienie na Tzvetanie Genkovie. Kolejną wyborną sytuację zmarnowali sami Wiślacy, a konkretniej Andraż Kirm, który z kilku metrów dobił jedynie w słupek. W efekcie na przerwę obie drużyny schodziły z bezbramkowym remisem.
Po przerwie gra Wisły była mniej składna. Krakowianie często zmuszani do powrotów pod własne pole karne mieli problem z regulowaniem tempa gry i narzucaniem własnych warunków. Najlepszą sytuację po rzucie wolnym miał Patryk Małecki, jednak jego strzał głową minimalnie minął długi słupek. Blisko był też Genkov strzelając szczupakiem. Złota bramka padła jednak dopiero w 89. minucie. Erik Cikos wygrał powietrzny pojedynek z Emilem Nollem pod polem karnym rywali. Zgrana piłka padła łupem Małeckiego, który wpadł w pole karne, wkręcił w ziemię obrońcę i huknął pod poprzeczkę obok bezradnego golkipera. W ciągu czterech minut doliczonego czasu gry Arka nie była w stanie wyrównać i pierwsza w tym sezonie porażka gdynian przed własną publicznością stała się faktem.
Jeśli ktoś odczuwał niedosyt bramek w meczu Wisły, z pewnością zadowoliłby go mecz drugiej z krakowskich drużyn. Skazywana na pożarcie Cracovia trzykrotnie obejmowała prowadzenie w meczu z Legią, jednak podopieczni trenera Skorży za każdym razem odpłacali swoim rywalom podobną monetą. Mecz był emocjonujący od samego początku, jednak pierwsza bramka padła dopiero na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy. Po stałym fragmencie fatalnie skiksował Wojciech Skaba. Piłka wydostała się z jego rąk pod nogi gości, którzy nieco szczęśliwie przegrali ją poza gąszcz nóg na środku pola karnego. Sytuację wykończył Marian Jarabica z łatwością pakując piłkę do pustej bramki. Tuż przed przerwą wyrównał Michał Kucharczyk pięknym szczupakiem po równie ładnej miękkiej centrze Jakuba Rzeźniczaka.
Cztery minuty po wznowieniu gry Cracovia znów była na prowadzeniu. Dalekie wybicie obrońców przyjął na rękę Saidi Ntibazonkiza. Akcja w ty momencie powinna być przerwana, ale oddalony sędzia nie zauważył nieprzepisowego zagrania. Piłka trafiła pod nogi Bartłomieja Dudzica, który w polu karnym został bardzo nieodpowiedzialnie sfaulowany przez Inakiego Astiza. W konsekwencji gospodarze otrzymali rzut karny, który na bramkę pewnie zamienił Alexandru Suvorov. W 61. minucie przypomniała o sobie defensywa Cracovii, która tak jak i na jesieni postanowiła pomóc rywalom w zdobywaniu bramek. Jarabica wyłożył futbolówkę Michalowi Hubnikowi, a świeżo pozyskany Czech ładnym plasowanym strzałem pokonał Kaczmarka.
Chwilę później było już 3:2. W sytuacji sam na sam ze Skabą znalazł się Ntibazonkiza, którego pierwszy strzał, choć wybroniony, to przełamał ręce bramkarza i uczynił dobitkę formalnością. Ostatnia bramka meczu padła w 78. minucie. Alejandro Cabral nieszablonowo odegrał piłkę do wbiegającego Jakuba Wawrzyniaka, a ten popisał się fantastycznym uderzeniem z kilkunastu metrów po krótkim rogu. Choć sędzia przedłużył mecz o osiem minut ze względu na poważny uraz odniesiony przez kapitana Legii- Ivicę Vrdoljaka, wynik spotkania nie uległ już dalszemu podwyższeniu. Z podziału punktów nie jest zadowolona Legia, która traci dystans do Wisły a być może także do Jagiellonii. zadowolona nie może być także Cracovia, która trzy razy obejmowała prowadzenie, a kończy z jednym punktem i traci kolejnych 8 do przedostatniej Arki Gdynia.

W pierwszym sobotnim meczu Polonia Bytom przed własną publicznością zremisowała 1:1 z GKS-em Bełchatów. Z wyniku z pewnością nie są zadowoleni gospodarze, którym trzy punkty pozwoliłyby na chwilę przestać przejmować się bliskością strefy spadkowej. Przed przerwą na boisku działo się niewiele, jednak drugie 45. minut przyniosło sporo emocji i dwie bramki. W 51. minucie Grzegorz Podstawek nie wykorzystał błędu GKS-u i strzelając na pustą bramkę trafił w słupek. Jednak dwie minuty później poloniści objęli prowadzenie za sprawą pięknego uderzenia Łukasza Tymińskiego. W 64. minucie z powodu drugiej żółtej kartki boisko musiał opuścić Łukasz Bocian z GKS-u. Mimo to Cztery minuty później bełchatowianie cieszyli się z wyrównania. Wprowadzony chwilę wcześniej Paweł Buzała zgrał piłkę głową do Dawida Nowaka, a snajper gości również głową wyrównał stan meczu. Pomimo ataków gospodarzy wynik nie uległ już zmianie.

W Chorzowie Ruch zmierzył się z Lechią Gdańsk. Przy Cichej obyło się bez większych emocji. Obie drużyny, tak jak w pierwszej kolejce, zadowoliły się podziałem oczek po bezbramkowym remisie i nieciekawej grze. Zdobyte punkty nie spowodowały również większych przetasowań w tabeli. Lechia wciąż ma daleko do podium, a Ruch tylko na punkcik uciekł przedostatniej Arce.

Trzecie i zarazem ostatnie spotkanie soboty rozegrano w Lubinie. Piłkarze Zagłębia i kieleckiej Korony powtórzyli rezultat z pierwszej kolejki, kiedy to padł remis 1:1. Mecz rozpoczął się "z wysokiego C". Już w 6. minucie po stałym fragmencie piłkę do siatki gości wkopał Michał Stasiak. Cztery minuty później swoje dziewiąte trafienie w obecnym sezonie zanotował Andrzej Niedzielan, który wykorzystał dobre dogranie Pawła Golańskiego. Tempo żywego przed przerwą spotkania po przerwie słabło z minuty na minutę. W 82. minucie Aleksandar Vuković obejrzał swoją drugą żółtą kartkę i musiał zejść z murawy. Korona tracąc punkty w Lubinie z pewnością skomplikowała sobie pościg za drużynami z pierwszej trójki.

Mecz Polonii Warszawa z Górnikiem Zabrze równie dobrze mógł się nie odbyć. Na boisku działo się niewiele. Niedawno działaczom Górnika Zabrze zarzucano niegospodarność i wydawanie pieniędzy na przereklamowane leniwe gwiazdeczki. Dziś w podobnym miejscu znalazła się Polonia, która nie dość, że nie potrafi pokonać skleconej za grosze jedenastki beniaminka, to wciąż traci do niego dwa oczka w tabeli. Chyba warszawski sen o potędze budowanej w oparciu o Polaków ulega właśnie bardzo brutalnej weryfikacji.

W Poznaniu Lech pokonując Widzew Łódź daje do zrozumienia, że na skreślanie go wciąż jest zbyt wcześnie. Co prawda skromne zwycięstwo 1:0 nie przyszło w zbyt spektakularnych okolicznościach, do czego przyczyniła się również murawa, a w zasadzie jej brak, ale zainkasowane trzy punkty sprawiają, że aktualny mistrz traci do Wisły i liderującej Jagiellonii wciąż tylko 8 punktów. Zwycięska bramka padła w 32. minucie. Świetnym crossem popisał się Siergiej Kriwiec a podanie na bramkę równie ładnym uderzeniem zamienił Jakub Wilk. Po przerwie stroną przeważającą był Widzew, jednak nic z tego nie wynikało. Pod koniec meczu Kriwiec obił jeszcze poprzeczkę gości i piłkarze mogli zejść do szatni.

Kalendarz i wyniki spotkań 16. kolejki Ekstraklasy:
25 lutego 2011 (piątek)
20.00 Arka Gdynia - Wisła Kraków 0:1
20.00 Cracovia - Legia Warszawa 3:3
26 lutego 2011 (sobota)
Polonia Bytom - GKS Bełchatów 1:1
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 0:0
Zagłębie Lubin - Korona Kielce 1:1
27 lutego 2011 (niedziela)
Polonia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
Lech Poznań - Widzew Łódź 1:0
8 marca 2011 (wtorek)
Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław, 18:15
(Mecz przełożony z powodu złego stanu boiska)

Tabela Ekstraklasy
(miejsce, klub, mecze rozegrane-punkty-bramki zdobyte:bramki stracone)
1.Jagiellonia Białystok – 15-30-22:13
2.Wisła Kraków – 16-30-22:15
3.Legia Warszawa – 16-28-22:22
4.Korona Kielce – 16-26-21:18
5.GKS Bełchatów – 16-24-20:19
6.Lechia Gdańsk – 16-24-22:18
7.Górnik Zabrze – 16-23-15:25
8.Lech Poznań – 16-22-19:14
9.Polonia Warszawa – 16-21-23:18
10.Śląsk Wrocław – 15-20-21:20
11.Zagłębie Lubin – 16-20-14:17
12.Polonia Bytom – 16-18-14:17
13.Widzew Łódź – 16-18-23:19
14.Ruch Chorzów – 16-18-12:14
15.Arka Gdynia – 16-17-9:15
16.Cracovia – 16-9-19:34
Liderzy klasyfikacji strzelców

9 bramek - Andrzej Niedzielan (Korona Kielce);
8 bramek - Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok);
7 bramek - Artjoms Rudnevs (Lech Poznań), Darvydas Sernas (Widzew Łódź), Marcin Robak (Widzew)

wislakrakow.com
(Uran235)

Źródło: wislakrakow.com

Wideo

Źródło: wislakrakow.com