Magdalena Ziętara

Z Historia Wisły

Magdalena Ziętara
Informacje o zawodniczce
narodowość Polska
pseudonim Maggie
urodzona 1 października 1992, Warszawa
wzrost 180 cm
pozycja obrońca
osiągnięcia juniorskie
  • Grafika:Med 1.png - Mistrzostwa Polski Juniorek 2009, 2010
  • Grafika:Med 2.png - Mistrzostwa Polski Juniorek 2008
  • Grafika:Med 2.png - Mistrzostwa Polski Juniorek Starszych 2010
  • Grafika:Med 3.png - Mistrzostwa Polski Juniorek Starszych 2011, 2012
  • Grafika:Med 3.png - Mistrzostwa Europy Juniorek Starszych 2011
osiągnięcia seniorskie
  • Mistrzostwo Słowacji: 2014
  • Mistrzostwo Polski: 2015, 2016
  • Wicemistrzostwo Polski: 2017
  • Puchar Słowacji: 2014
  • Puchar Polski: 2015, 2017
Kariera klubowa
Sezon Drużyna
2002/2003 Pivot Piastów
2003/2004 Pivot Piastów
2004/2005 Pivot Piastów
2005/2006 Pivot Piastów
2006/2007 Lider Pruszków
2007/2008 Lider Pruszków
2008/2009 MUKS Poznań
2009/2010 MUKS Poznań
2010/2011 Lotos Gdynia
2011/2012 Lotos Gdynia
2012/2013 Centrum Wzgórze Gdynia
2013/2014 Good Angels Koszyce
2014/2015 Good Angels Koszyce
2015 (w) Wisła Can-Pack Kraków
2015/2016 Wisła Can-Pack Kraków
2016/2017 Wisła Can-Pack Kraków
2017/2018 Wisła CanPack Kraków
2018/2019 Wisła CanPack Kraków
2019/20 Wisła Kraków

Magdalena Ziętara (ur. 1 października 1992 r. w Warszawie) – koszykarka Wisły Can-Pack Kraków grająca na pozycji rzucającego obrońcy. Do zespołu dołączyła w styczniu 2015 roku przechodząc ze słowackiej drużyny "Dobrych Aniołów". Na parkiecie występowała z numerem 24 . W następnym sezonie 2015/2016 występowała z numerem 7. W kolejnym sezonie pod Wawelem 2017/18 została kapitanem drużyny występując nadal z numerem 7.

Magdalena Ziętara jest brązową medalistką mistrzostw Europy do lat 20 w 2011 roku.

W 2013 roku selekcjoner Jacek Winnicki powołał ją do reprezentacji seniorek przygotowującej się do eliminacji mistrzostw Europy 2015. W październiku 2017 roku powróciła do gry w reprezentacji po długiej przerwie otrzymując powołanie od Arkadiusza Rusina.

Spis treści

Informacje prasowe

Magdalena Ziętara zawodniczką Wisły Can-Pack!

10 stycznia 2015

Towarzystwo Sportowe „Wisła” Kraków informuje, że nową zawodniczką Wisły Can-Pack Kraków została Magdalena Ziętara. Umowa obowiązywać będzie do zakończenia sezonu 2014/2015.

Urodzona 1 października 1992 roku koszykarka mierzy 180 cm i występuje na pozycji rzucającego obrońcy. Poprzednio reprezentowała barwy słowackiego Good Angels Koszyce.

Ziętara z Białą Gwiazdą na piersi zadebiutuje podczas wyjazdowego meczu ze Ślęzą Wrocław, który zaplanowany jest na 17 stycznia.

W Wiśle Can-Pack Kraków Ziętara występować będzie z numerem 24.


Magdalena Ziętara nadal zawodniczką Wisły Can-Pack Kraków!

28.05.2015

Kolejną zawodniczką zakontraktowaną przez Wisłę Can-Pack Kraków na sezon 2015/2016 została reprezentantka Polski – rzucająca Magdalena Ziętara.

Magdalena Ziętara w barwach krakowskiej Wisły zadebiutowała 21 stycznia 2015 roku w euroligowy meczu przeciwko ZVVZ USK Praga, po wcześniejszym przejściu do Krakowa z Good Angels Kosice.

W sezonie 2014/2015 Ziętara wystąpiła w 21 meczach spędzając na parkiecie średnio 22 minuty. W tym czasie wiślaczka notowała średnio 4 punkty, 2 zbiórki i 2 asysty.

W Wiśle Can-Pack Kraków Ziętara występować będzie z numerem 7.

Źródło: wislacanpack.pl


Historia występów w barwach Wisły Can-Pack Kraków

Podział na sezony:

Sezon Rozgrywki Mecze
2015 (w) Ekstraklasa 17
2015 (w) Puchar Polski 2
2015 (w) Euroliga 4
2015/16 Ekstraklasa 31
2015/16 Puchar Polski 1
2015/16 Euroliga 16
2016/17 Ekstraklasa 31
2016/17 Puchar Polski 2
2016/17 Euroliga 10
2017/18 Ekstraklasa 16
2017/18 Puchar Polski 2
2017/18 Euroliga 13
Razem Ekstraklasa 95
Puchar Polski 7
Euroliga 43
RAZEM 145


Wywiady

Magdalena Ziętara: Zostawimy serce na parkiecie!

Dodano: 2015-09-16

W rozpoczynającym się w najbliższych dniach sezonie Magdalena Ziętara powinna odgrywać istotną rolę w ekipie Wisły Can-Pack Kraków. W wywiadzie dla naszego serwisu 23-letnia obecnie rzucająca opowiada o swojej dotychczasowej karierze, w tym występach na Słowacji, a także planach na bliższą i dalszą przyszłość. Zapraszamy do lektury!

Co zdecydowało, że trafiłaś do Krakowa w połowie minionego sezonu?

Jak wiadomo, Agnieszka Szott-Hejmej miała poważne problemy z kolanem, a skład był tak zbudowany, że oprócz niej w kadrze były tylko trzy doświadczone Polki, co znacząco utrudniało rotację w ekstraklasie. Z tego powodu zgłosili się do mnie działacze Wisły. Wyraziłam zainteresowanie tą ofertą. Rozmowy w tej sprawie z moim ówczesnym klubem - Good Angels Koszyce, nie należały do łatwych. Było trochę nieporozumień, rozstałam się z menedżerem słowackiego klubu w niezbyt dobrych relacjach, podobnie było z niektórymi koszykarkami. Oddzielam to jednak grubą kreską. Teraz jestem zawodniczką Wisły i tylko na tym się skupiam.


Jak oceniasz półtora sezonu spędzone w Koszycach? Praktycznie nie zdarza się, że młoda polska zawodniczka trafia do euroligowego klubu w innym kraju.

Dwa lata temu mój kontrakt w Gdyni był jeszcze ważny, jednak były tam problemy finansowe. Miałam szczęście, że moi agenci, którzy współpracowali z ekipą z Koszyc, polecili mnie działaczom tego klubu. Uważam, że przez ten okres zrobiłam postęp. Dzięki grze w drużynie składającej się z wielu zawodniczek ogranych na europejskich parkietach rozwinęłam swoje umiejętności koszykarskie.


Czy można jakoś porównać poziom ligi słowackiej do rozgrywek w Polsce?

To dwie zupełnie inne ligi. Na Słowacji wszystkie zespoły są daleko za Good Angels. Jedynie Pieštanske Čajky nawiązują walkę z mistrzyniami, a resztę drużyn dzieli przepaść – prezentują poziom play-out w naszej ekstraklasie. Lepiej wyglądałała sytuacja w Lidze Środkowoeuropejskiej, w której słowackie kluby rywalizowały z węgierskimi i chorwackimi. Tam było dużo więcej wyrównanych spotkań, stojących na dobrym poziomie. Niestety, władze węgierskiej federacji zrezygnowały z udziału w tych rozgrywkach.


Czy byłaś zadowolona ze swojej roli w Wiśle w poprzednim sezonie?

Wiadomo, że zawsze coś może pójść lepiej, ale zawsze staram się realizować oczekiwania trenera. Jeśli mam być piątą opcją w ataku i skupić się na obronie, staram się wykonywać to zadanie jak najlepiej. Sporo dały mi występy u boku Courtney Vandersloot i Allie Quigley.


Jakie widzisz perspektywy przed swoją drużyną w sezonie 2015/2016?

Sparingi pokazują, że stanowimy fajny kolektyw, umiemy dzielić się piłką, a gdy trzeba, jedna z nas bierze na siebie ciężar gry. Nie posiadamy takiej gwiazdy, jak w poprzednim sezonie i w każdym meczu może „wystrzelić” inna zawodniczka. Mamy teraz problemy w rotacji, gdyż nie wszystkie zawodniczki są sprawne, także ja odczuwam problemy z kostką. Do inauguracji ekstraklasy powinno być już lepiej pod tym względem. Pierwsze mecze gramy niejako „na przetarcie” - u siebie z Basketem Gdynia i MUKS-em Poznań. Po tych spotkaniach nie będzie można powiedzieć zbyt wiele konkretnego, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.


Władze klubu oczekują od Was zapewne obrony mistrzowskiego tytułu.

Zgadza się. Wiadomo, że wychodzimy na boisko po to, aby grać i wygrywać. Zrobimy zatem wszystko, aby ten tytuł pozostał w Krakowie.


Jaki cel macie odnośnie występów w Eurolidze Kobiet?

Grupa jest bardzo trudna. Oba rosyjskie zespoły, a także Praga i Bourges są niezwykle wymagającymi rywalami. Nie jesteśmy stawiane w roli faworyta. Sukcesem byłoby znalezienie się w play-off. Gdyby to się nie udało, powalczymy o piąte lub szóste miejsce w grupie, dające udział w dalszej fazie Pucharu FIBA. Gramy dla kibiców – chcemy, aby licznie przychodzili do hali i dopingowali nas, dlatego w każdym meczu zostawimy serce na parkiecie.


Czy brak powołania do reprezentacji na czerwcowy Eurobasket stanowiło dla Ciebie duże rozczarowanie?

Na pewno. Bardzo zawiodłam się na trenerze Jacku Winnickim, który zachował się nie fair wobec mnie i kilku innych zawodniczek. Przykre, że tak to się zakończyło. Nie chcę jednak bardziej rozwijać tego tematu.


Jakie elementy koszykarskiego rzemiosła masz najlepiej opanowane, a co musisz jeszcze poprawiać?

Najlepiej czuję się grając mocno w obronie – mam przekonanie, że wtedy daję najwięcej drużynie. Nieźle radzę sobie także w grze „jeden na jeden”, w rzutach za 3 pkt. Jestem jeszcze stosunkowo młodą koszykarką i mam świadomość, że muszę jeszcze nadal dużo pracować nad wieloma elementami.


Najlepszy mecz, jaki dotąd zagrałaś?

W zeszłym roku, w barwach Good Angels Koszyce, przeciwko Spartakowi Moskwa na turnieju w Jekaterynburgu. Nie chodziło o punkty czy inne osiągnięcia statystyczne, tylko ogólnie o moją postawę w tym spotkaniu.


Co chciałabyś osiągnąć w karierze?

Mam już na koncie mistrzostwo Polski. Chciałabym zdobyć coś z reprezentacją – wysokie miejsce na Mistrzostwach Europy, udział na Igrzyskach Olimpijskich. Jednak na to potrzeba dużo czasu i pracy, bo wiadomo, że teraz będziemy odmładzać skład. Poza tym marzę o wygraniu Euroligi.

Czym zajmowałabyś się, gdybyś nie była koszykarką?


Zawsze ciągnęło mnie do sportu, więc na pewno uprawiałabym inną dyscyplinę. W tym samym czasie, gdy zaczynałam grać w koszykówkę, trenowałam również piłkę nożną, jednak sekcja żeńskiego futbolu upadła.


Rozmawiał:Paweł
Źródło: wislalive.pl


Magdalena Ziętara: Zrobimy wszystko aby zdobyć tytuł

data publikacji: 20 kwietnia 2016

Zapraszamy do lektury wywiadu z Magdaleną Ziętarą – koszykarką Białej Gwiazdy.


Tam gdzie kończą się Reguły zaczyna się Pruszków. Co powiesz o swoim rodzinnym mieście?

Na pewno wszyscy wiedzą z czym kojarzy się Pruszków, ale na pewno nie jest tam niebezpiecznie. Fajne miejsce, z jednej strony blisko do Warszawy, z drugiej daleko od miejskiego zgiełku. Mamy oprócz tego spore tradycje koszykarskie wywodzące się z Hoop PKS-u Pruszków czy Mazowszanki. Naprawdę szkoda, że nie ma pieniędzy na kosza, bo kiedy one się kończą to drużyny spadają z ligi tak jak Lider Pruszków w żeńskiej lidze, nie ma środków na szkolenie.


Bliskość stolicy powoduje, że ludzie chcą rozwijać się na przykład w biznesie, bo mają taką możliwość. Ciebie nigdy nie ciągnęło z racji zamieszkania pod Warszawą do robienia kariery w tym mieście?

Od dziecka kochałam sport, to było całe moje życie, uwielbiałam wf w szkole, a kiedy z niej wracałam, to szłam pograć w piłkę z chłopakami. Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki przyszła do nas trenerka z MKS-u Piastów, rzuciła nam piłkę i powiedziała: „Dziewczyny grajcie, robię nabór do sekcji”. Wtedy nie wiedziałam, co to jest koszykówka, ale chyba spodobałam się trenerce i zaprosiła mnie na trening. Jednocześnie brałam udział w zawodach lekkoatletycznych, biegach przełajowych w ramach zawodów szkolnych. Mało, kto wie, ale równocześnie z koszykówką trenowałam piłkę nożną. Jednak żeńska odmiana tej dyscypliny nie jest w Polsce tak popularna, jest mało sekcji, dlatego wybrałam koszykówkę i nie żałuję tej decyzji. Z drużyny, w której zaczynałam zostałam tylko ja. Gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym tą samą drogą. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam wiele miejsc, nauczyłam się dyscypliny, ciężkie pracy.


Co dała Ci koszykówka? Mówisz o wielu doświadczeniach, ale jeszcze wiele przed Tobą.

Na pewno każdy, kto zaczyna grać marzy o reprezentacji, Eurolidze. Ja spełniałam swoje marzenia – krok po kroku. Począwszy od kadry Mazowsza, gdzie wypatrzyli mnie trenerzy MUKS-u Poznań. To był zresztą trudny moment mojej kariery, ponieważ odsunięto mnie od treningów w Pruszkowie, kiedy dowiedzieli się, że odchodzę do Poznania. Trochę mnie to podłamało, bo brakowało mi treningów, a czekały mnie moje pierwsze mistrzostwa U-16. Tutaj muszę podziękować ludziom z Piastowa, ponieważ udostępniali mi halę, mogłam przyjść porzucać, potrenować. Potem grając w Poznaniu poznałam chyba najlepszą trenerkę młodzieżową w Polsce Panią Iwonę Jabłońską, która współpracowała z Iwoną Błaszak. Grałam w młodzieżowych mistrzostwach Polski, a dzięki treningom z tymi osobami podszkoliłam się technicznie, taktycznie, polubiłam grę w obronie, dzięki, której dostaje teraz coraz więcej minut na parkiecie. Następnym etapem mojej kariery była gra w Gdyni w ekstraklasie. Tamtejszy zespół nie był już na takim piedestale, ale dla mnie stwarzało to szansę regularnej gry obok zawodniczek, które naprawdę były na topie. Prowadził nas trener z Hiszpanii, który dawał mi szansę w Eurolidze i jako dziewiętnastolatka zagrałam w Europie. Z Gdyni przeniosłam się do Koszyc. Nie wahałam się ani sekundy, kiedy dostałam propozycję i tak znalazłam się w Good Angels. To było bardzo fajnie półtorej roku, ale też ciężkie. Tamtejsi działacze chcieli abyśmy byli jedną wielką kochającą się rodziną, a tak się nie zawsze da. Mieszkałyśmy wszystkie razem na jednym piętrze w jednym bloku… Miałyśmy siebie dosyć, a prezesi dawali nam kary, bo nie rozmawiałyśmy ze sobą. W końcu dostałam ofertę z Wisły i tak znalazłam się w Krakowie. Zaczęłam grać od razu u trenera Stefana Svitka i sezon zakończył się sukcesem. Mistrzostwo Polski, a wcześniej jeszcze Pucharu. Zdobyłam to, czego pragnęłam w seniorskiej koszykówce. Przyjęłam bez zawahania następną ofertę klubu, wiedząc, że trenerem będzie Jose Hernandez. Z Hiszpanami miałem dobre doświadczenia. Lubię ten styl koszykówki: mocna obrona, szybki atak. Ten sezon jest dla nas bardzo ciężki. Nie grałyśmy praktycznie ani razu w pełnym składzie. Ciągle któraś z nas jest kontuzjowana, potem wraca, potem znowu jest kontuzjowana. Wiem, że nasza gra może nie zachwycać w tym sezonie, że nie zdobyłyśmy Pucharu, że zaliczamy porażki z polskimi zespołami. Ale jednak ta gra w Eurolidze pokazała, że mamy bardzo wartościowy zespół.


Przed sezonem rozmawiałem z trenerem Hernadezem i jasno stwierdził, że nie stawia na nas w Eurolidze…

Ja sama nie wierzyłam. Po cichu liczyłyśmy na Euro Cup, ale nie na play-offy. W naszej grupie był straszny kalejdoskop, udało nam się awansować być może przy odrobinie szczęścia, ale to był nasz ogromny sukces. Teraz walczymy do końca o mistrzostwo, mimo, że jest nas siedem. Trener Hernandez stosuje różne taktyki w obronie, co może być naszą mocną stroną, czasami nas wpędza w zakłopotanie swoją pomysłowością (śmiech). Na pewno nie powiedziałyśmy ostatniego słowa i powalczymy we Wrocławiu o awans do finału.


Występy w Eurolidze dały Wam chyba sporo pewności siebie?

Wisła jest najlepszą drużyną w Polsce. Żadna z nas nie może przestać wierzyć w to, że zdobędziemy mistrzostwo. Taki cel postawiłyśmy sobie w sierpniu, do tego dążymy z każdym litrem potu wylanym na treningach. Z każdym kolejnym meczem chcemy być bliżej celu. Z drugiej strony można powiedzieć, że Euroliga nas trochę zmęczyła…


Można. Zostało Was siedem.

Z racji kontuzji, zawodniczki, które zostają są poddawane większym obciążeniom, grają więcej minut. Z tego biorą się kolejne urazy. Ale jesteśmy profesjonalistkami, wiemy o co gramy, jesteśmy gotowe na mecze co trzy dni. Mam nadzieję, że Gosia Misiuk do nas wróci, bo na Katkę chyba nie mamy już szans i tą ósemką powalczymy, dając sił tyle ile nam Bozia dała i na końcu będziemy się cieszyć z mistrzostwa, na które wszyscy tutaj liczą.


Zmieniając temat. Koszykówka chyba nauczyła Cię życia?

Szybko wyjechałam z domu, chociaż przed wyjazdem miałam mega obawy. Moja mama rozmawiała z trenerką w Poznaniu, także z rodzicami innych dzieci i dowiedziała się, że pierwsze tygodnie będą najgorsze, a potem można się przyzwyczaić. Dzisiaj w dobie Internetu, telefonów nie było problemów z kontaktem z rodzicami. Oni zresztą przyjeżdżali na moje mecze w Poznaniu i dopingowali mnie. Mama pojawiała się na moich spotkaniach od zawsze, tata zainteresował się, kiedy weszłam na trochę wyższy poziom. Nadal uważa, że zna się na koszykówce, ja mówię mu, że nie ma o niej pojęcia (śmiech). Wiadomo jak to jest z tymi mądrościami rodziców, które bywają trudne do zniesienia. Czasami, kiedy dzwonią po meczu mówię, że jestem zła i porozmawiamy jutro, czasem dyskutuje, najczęściej mówiąc: Tato wyjdź na boisko to porozmawiamy (śmiech). Mówiąc poważnie, gdzieś tam od początku swojej kariery miałam ciężko. W Pruszkowie kursowałam między szkolnymi drużynami, w Poznaniu nieszczęśliwie złamałam rękę. Pierwszy miesiąc i od razu gips na cztery tygodnie. W Koszycach miałam problemy z plecami, gdzie nikt nie mógł mi pomóc. Zdrowotnie na prostą wyszłam dopiero w Krakowie. Moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że wcześnie wyjechałam z domu. Nauczyłam się samodzielności, w wieku osiemnastu lat mieszkałam sama w Gdyni. Dla mnie było to niepojęte, bo jako małe dziecko nie potrafiłam jechać sama na obóz, mama musiała mnie odbierać po dwóch dniach. A potem mieszkałam sama w obcym mieście. W Gdyni spotkałam Gosię Misiuk, teraz nasze drogi zeszły się w Krakowie.


Jak podoba Ci się w Krakowie? Fajnie miasto?

W porównaniu do Pruszkowa na pewno.


A do innych miast w jakich miałaś okazję występować?

Poznania nie pozwiedzałam. Kursowałem między, szkołą, salą treningową, a internatem. Gdynia jest bliska memu sercu, mam tam dużo znajomych z czasów, kiedy grałam, nie ukrywam, że chciałabym tam zamieszkać po zakończeniu kariery. Pruszków to moje rodzinne miasto. Co do Krakowa to gdyby nie smog byłoby tu całkiem fajnie (śmiech).


Coś Ci się jednak może podoba?

Rynek jest chyba najpiękniejszy w Polsce. Trochę tu jest za dużo ludzi: studentów, Erasmusa. Co więcej… Klubów nie zwiedzam, do imprez mnie nie ciągnie. Sama poznałam kilka zawodniczek, które pochłonęło Trójmiasto, ja byłam tak wychowana, że nie jest mi to potrzebne. Żebym gdziekolwiek wyszła trzeba mnie siłą wyciągać z mieszkania. Jeżeli chodzi o Wisłę to jest już mój drugi sezon, dobrze się tu czuje, klub jest fajnie zarządzany. Trochę nam brakuje dopingu na meczach ligowych. Na Eurolidze była super atmosfera, mam nadzieję, że w tych ostatnich spotkaniach na hali będzie fajny doping, bo zdecydowanie nam się lepiej gra.


Co robisz w wolnym czasie? Jakie jest Twoje hobby, czym się interesujesz?

Siedzę na portalach społecznościowych, oglądam seriale, które bardzo lubię. Do tego sport w telewizji: tenis, pływanie lubię obejrzeć Champions Leauge i mój ukochany Real Madryt. Oprócz tego odpoczynek. Dodatkowo oglądam mecze koszykówki. Wiem, że może robię to za często, ale to moje życie poza tym z każdego meczu można się czegoś nauczyć. Oglądam polską ekstraklasę, mam linki do stron z ligą turecką…


Ty jesteś trochę jak Mateusz Borek, który ogląda nawet 2 Bundesligę.

Nie, aż tak daleko się nie zapędzam (śmiech).


Liga turecka w koszykówce? Ja bym nie oglądał…

Tam jest naprawdę wysoki poziom i kilka ciekawych zawodniczek. Oprócz tego na Orange Sport lubię obejrzeć pierwszą ligę mężczyzn w koszykówce. Śledzę wyniki Krakowianki Agnieszki Radwańskiej, oglądam piłkę ręczną, NBA.


Czyli sport pochłania całe Twoje życie?

Tak. Nie ukrywam tego. Może dla wielu to jest dziwne, ale sport od dziecka był całym moim życiem. Oglądając inne dyscypliny można się wiele nauczyć, zobaczyć ustawienia zawodników, sposoby walki o pozycję.


Brałaś udział w kilku akcjach kibicowskich. Promowałaś mecz z Fenerbahce, byłaś w szpitalu na Mikołajkach. Jak ocenisz takie działania?

Bardzo fajna promocja naszej dyscypliny przed meczem z Turczynkami. Przejechałyśmy przez miasto, zachęciliśmy ludzi do wizyty na hali. To jest bardzo potrzebne. Z kolei wizyty w szpitalach, domach dziecka dają ogromną frajdę tym dzieciakom. Mogą z nami porozmawiać, przytulić się, dostać fajny prezent. Dzięki temu zapominają o swoich problemach. Bywamy też w szkołach i chciałabym, aby te dzieci czasami były bardziej zaangażowane. My naprawdę chcemy zrobić dla nich coś pożytecznego. W dzisiejszych czasach trzeba promować sport, coraz mniej dzieciaków garnie się do sportu. Byłam niedawno w mojej starej szkole i trenerka mówiła mi, że jest coraz więcej zwolnień z wf-u, a dziewczynka nie trenuje, bo ma na przykład pomalowane paznokcie. To jest bez sensu. Ja pamiętam jak czekaliśmy całą klasą na ten wf, a teraz jest zupełnie inaczej. Boiska wypełniaj ludzie, którzy mają około dwudziestu pięciu lat. Kiedy widzę dzieciaka, który obsługuje tableta lepiej od dorosłych to nie wiem gdzie zmierza ten świat…


Ostatnie słowo należy do Ciebie.

Na pewno zrobimy wszystko aby zdobyć tytuł. To dla nas bardzo ważne i chcemy się cieszyć z dwudziestego czwartego tytułu mistrzowskiego dla Wisły w roku jubileuszowym.


Źródło: wislacanpack.pl

Magdalena Ziętara: - Czekam i mam nadzieję, że zostanę

Do ekipy "Białej Gwiazdy" trafiła w styczniu 2015 roku i od tego czasu jest naszą czołową zawodniczką. Jak sama wielokrotnie powtarzała mocno związana jest z Wisłą Kraków, stąd też można ją spotkać nie tylko na parkietach w koszulce z wiślackimi emblematami, ale niejednokrotnie również na piłkarskim stadionie. Zapraszamy Was do przeczytania rozmowy z kapitanem naszych koszykarek, Magdaleną Ziętarą, która czeka aktualnie na rozwój wydarzeń związanych z nowym sezonem, w którym nadal chciałaby reprezentować wiślackie barwy.

Siódme miejsce w lidze jest bardzo dużym rozczarowaniem?

Magdalena Ziętara (kapitan Wisły CANPACK): - Zgadza się, jest to najgorszy wynik od lat. Przed sezonem były zapowiedzi, że jest to drużyna, która powinna powalczyć o medal, ale od jego początku było widać, że coś nie funkcjonowało. Nie wiem co było tego przyczyną, może skład był zbyt młody? Dziewczyny były bez doświadczenia, każda chciała się pokazać, a nie zawsze przekładało się to na grę zespołową. Ja początek sezonu straciłam z powodu kontuzji, więc miałam okazję obserwować to co działo się na treningach. Było widać, że mamy wielki potencjał w ataku, jednak w obronie czegoś brakowało. Play-offy i mistrzostwo wygrywa się obroną, a tego u nas w dużej mierze zabrakło. Fajnie, że czasami rzucałyśmy po 70-80 punktów, ale jeśli nie potrafiłyśmy zatrzymać przeciwnika, to kończyło się to tak, jak się właśnie skończyło.

Zdarzały się naszej drużynie mecze świetne, jak choćby te w Krakowie z Beşiktaşem, czy z Energą. Było w nich widać, że ta drużyna ma potencjał, ale bywały też takie, w których zespół zupełnie gasł. Czy to tylko młodość, czy też coś innego?

- Dopóki nam "wpadało", to wszystko było OK. Gdy tak się działo, to rywale się załamywali. Nawet jeśli grali dobrą obronę, to jednak gdy trafiałyśmy trudne rzuty, to nabierałyśmy wiatru w żagle. A gdy przestawałyśmy trafiać, to nie potrafiłyśmy zatrzymać przeciwnika w obronie. Często się gubiłyśmy, mało było tej zapowiadanej przed sezonem agresji, pressingu na całym boisku i wydaje się też, że brakowało "chłodnej głowy". Gdy nie szło w ataku, to każdy chciał się "podpalić", podejmowano wiele niezrozumiałych decyzji już w 3-4 sekundzie, zamiast spokojnie poszukać naszych przewag. Każdy chciał być bohaterem i to w dużej mierze zaważyło na tym, że choć było wiele fajnych spotkań, to były też takie, w których nam nie szło i nie udało nam się przechylić szali na swoją korzyść.

Była też jednak szansa na awans do Euroligi, ale została zaprzepaszczona - można powiedzieć, że we frajerski sposób - bo w rywalizacji z przeciwnikiem, który był spokojnie do ogrania.

- Należy pamiętać, że tak jak zaczęliśmy sezon i tak jak pan powiedział - właśnie frajerskimi zagraniami z Olympiakósem, tak też skończyliśmy go w ten sam sposób - w rywalizacji z Gdynią. Te same błędy powtarzałyśmy przez cały sezon. Nikt się nie nauczył, że jak ma się faule do dyspozycji, to trzeba je użyć. To kosztowało nas porażkę w Eurolidze, bo zarówno w Pireusie, jak i u nas w hali - mecze zakończyły się tak samo. Mogłyśmy w ostatnich sekundach użyć faulu, bo nie byłyśmy na bonusie, ale tego nie zrobiłyśmy. Tam trafiła ta sama zawodniczka i w tej samej sytuacji, bo lay-up'a. Z Gdynią również skończyło się tak samo. Najpierw mogłyśmy sfaulować, czego nie zrobiłyśmy, więc trafiły "trójkę", a potem miałyśmy rzuty osobiste i wystarczyło drugiego nie trafić, bo została sekunda i osiem dziesiątych na zegarze. Powalczyć o zbiórkę i czas by minął, a tak - złapały piłkę i zamiast znów faulować - dałyśmy rzucić. OK - taki rzut trafia się jeden na sto w meczu, ale tym razem wpadł. Tak jak jednak mówię - to były błędy popełniane od początku sezonu i nikt nie wyciągnął z tego wniosków. Myślę, że wynikało to z małego doświadczenia i można było odnieść wrażenie, że niektóre zawodniczki bały się sfaulować i że pójdą na ławkę. Tyle tylko, że jak zostawały dwie lub trzy sekundy, to już nie powinno mieć to żadnego znaczenia. Mając ósemkę do grania każdy mógł wejść, ale może przeszkadzało w tym też trochę... ego?

Wynik z kolei w rozgrywkach EuroCup uznać można za niezły, tym bardziej, że przeciwnik w 1/8 finału, a więc Çukurova Basketbol, był jednym z faworytów całej rywalizacji.

- W EuroCupie wycisnęłyśmy tyle ile było do wyciśnięcia. No może gdyby ten mecz wyjazdowy z Beşiktaşem zakończył się naszą niższą porażką i ta różnica punktowa była lepsza, mielibyśmy lepsze rozstawienie, ale los tak chciał, że trafiliśmy na Çukurovą. Wcale nie były to jednak dla nich łatwe spotkania, bo nie zakończyły się pogromami. Dopóki starczyło nam sił - walczyłyśmy, ale potencjał miała ta drużyna ogromny, a dwie zawodniczki to budżet całego naszego zespołu, ale myślę, że wstydu nie było.

Teraz najważniejsze - jakie plany na przyszłość, czy wiąże je Pani z zespołem Wisły?

- Cały czas czekam na wyjaśnienia związane ze sponsoringiem w Krakowie. Jestem cały czas w kontakcie z Łukaszem Kwaśniewskim oraz z prezesem Ludwikiem Mięttą-Mikołajewiczem. Czekam i mam nadzieję, że zostanę, bo też szczerze mówiąc nie rozglądałam się za tym, żeby zmieniać otoczenie. Jak w jedynym z wywiadów Łukasz Kwaśniewski powiedział - to prawda, że zżyłam się z miastem, zżyłam się z klubem i mam nadzieję na pozytywne rozwiązanie sprawy sponsorów i że będziemy mogli walczyć o jak najwyższe cele.

Daje sobie Pani jakiś ostateczny termin, do którego czeka Pani na ruch Wisły, czy raczej liczy na to, że to rozstrzygnie się już w najbliższych dniach?

- Można powiedzieć, że już jest późno, bo zazwyczaj w połowie maja była skompletowana cała drużyna. Myślę, że dla sympatyków Wisły to jest niepokojące, że nie ma żadnych informacji o tym, czy zespół wystartuje w ogóle w rozgrywkach. Z tego co jednak wiem - tak się oczywiście stanie, ale jaki to będzie zespół zależy od pieniędzy oraz od tego na jakim poziomie on będzie. Wiem, że w przyszłym tygodniu moja agentka będzie rozmawiać z Łukaszem Kwaśniewskim, więc mam nadzieję, że w przeciągu najbliższych dwóch tygodni wszystko się wyjaśni.


Dodał: AG, Redakcja


Źródło: wislaportal.pl

Magdalena Ziętara: Pokazałyśmy charakter

27 kwietnia 2020

Zapraszamy na rozmowę z kapitan Wisły Kraków podsumowującą miniony sezon.

Sezon 2019/2020 oficjalnie został przedwcześnie zakończony. Jak oceniasz minione rozgrywki?

Uważam miniony sezon za udany, mimo poważnych problemów przed inauguracja rozgrywek i wielką niepewnością, która towarzyszyła nam niemal przez cale wakacje, udało się zbudować ambitny skład, który pod wodza trenera Svitka zafunkcjonował. Szkoda, że nie mogłyśmy dokończyć tego sezonu na boisku, ale myślę ze podczas jego trwania dostarczyliśmy kibicom wiele pozytywnych emocji.


Udało nam się w tym sezonie pokonać drużyny, które „na papierze” były zdecydowanie w danym momencie silniejsze. Mowa oczywiście o Artego Bydgoszcz, CCC Polkowice czy Ślęzie Wrocław…

Zgadza się, udało nam się sprawić niespodziankę z zespołami, których notowania były zdecydowanie wyższe. Zwłaszcza w tych spotkaniach było widać jaki potencjał drzemie w tej drużynie. Charakter, który pokazaliśmy na parkiecie, doświadczenie z ławki trenerskiej i wsparcie naszych kibiców myślę ze były to główne czynniki które pozwoliły nam wygrać te spotkania.

Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Do takich możemy chyba zaliczyć przegraną z Politechniką Gdańską czy Uniwersytetem Gdańskim…

Wiadomo, jak to bywa w trakcie sezonu, zdarzają się mecze lepsze i gorsze i tak tez podziało się podczas naszych wyjazdów do Gdańska. Politechnika jest groźna na własnym parkiecie, hala jest dosyć specyficzna, a UG w końcu musiało wygrać ten pierwszy mecz, skład, którym dysponowały w końcówce sezonu był bardzo dobry i już wcześnie były blisko wygranej.


Najlepszy i najgorszy mecz w sezonie 2019/2020 to…

Najgorszy to zdecydowanie spotkanie z UG w Gdańsku, a najlepszy to mecz z Polkowicami przed własna publicznością.

Przed sezonem przez wielu byliśmy określani jedną z najsłabszych drużyn w Energa Basket Lidze Kobiet. Z trenerem Stefanem Svitkiem na ławce udało Wam się jednak pokazać, że nazwiska nie zawsze grają. Siódme miejsce w przedwcześnie zakończonym sezonie możemy zatem uznać za dobra lokatę.

Sezon wcześniej również zajęliśmy siódmą lokatę a chyba nie trzeba nikomu przypominać jakim budżetem wtedy dysponowaliśmy i jakie zawodniczki u nas grały. Wiec myślę ze miejsce, które zajęliśmy należy uznać za sukces przy tych wszystkich zawirowaniach, które pojawiły się przed i w trakcie sezonu. Duża w tym zasługa trenera Stefana Svitka.


W Wiśle Kraków spędziłaś ostatnie blisko sześć sezonów, z Białą Gwiazdą na piersi rozegrałaś ponad dwieście spotkań. Jakie dalsze plany ma przed sobą kapitan krakowskiej Wisły?

Myślę, że tak jak każdy w obecnej sytuacji czekam na rozwój wydarzeń, tak naprawdę nie wiadomo, kiedy to wszystko się zakończy. Jednak nie ukrywam, że najbardziej by mnie zadowoliło pozostanie w Krakowie.

Magdalena Ziętara Kapitan Wisły Kraków z Białą Gwiazdą na piersi związana jest od początku 2015 roku. Do dnia dzisiejszego wystąpiła w 213 oficjalnych spotkaniach (Ekstraklasa 154, Euroliga Kobiet 43, FIBA EuroCup 9, Puchar Polski 7). Na parkiecie spędziła łącznie 5884 minut notując 1201 punktów, 540 zbiórek oraz 470 asyst i 307 przechwytów.

Źródło: wislacanpack.pl

Media społecznościowe

Twitter


Wideo

>>> "Rzut z połowy w barwach Lotosu (video):


Linki

Galeria: